niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział IX



Zapraszam na kolejny rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Miłego czytania.

- Co to za pilna sprawa? – zapytała Wdowa, wparowując bez pukania do gabinetu dyrektora S.H.I.E.L.D.
Coulson i May, która właśnie z nim rozmawiała, odwrócili się w jej stronę.
- Dokończymy później. – rzuciła agentka do Phila i wyszła z pokoju.
- Co to za tajemnice? – odezwała się Natasha, odprowadzając kobietę wzrokiem.
- Omawialiśmy szczegóły jutrzejszej konferencji. – odparł dyrektor. – Ale o tym później. Usiądź proszę. – wskazał jej krzesło.
Wdowa obróciła je i usiadła na nim okrakiem, kładąc ręce na oparciu.
- Jaka konferencja? – zapytała, przyglądając się ciekawie mężczyźnie siedzącemu po drugiej stronie biurka.
- Juto oficjalnie rozpoczynamy działanie projektu Protect. – zaczął wyjaśniać.
- Tak, wiem. – wtrąciła kobieta. – Ale, co to ma…
- Mówiłem ci, że nie chcemy działać potajemnie. – przerwał jej Coulson. – Nie zamierzamy ukrywać naszych działań przed opinią publiczną.
- Czy Tajna Agencja Rozwoju Cybernetycznych Zastosowań Antyterrorystycznych przestaje być Tajna? – podsumowała Wdowa. – Całkowicie publiczna? Myślała, że się na to nie zdecydujesz.
- Już dawno się na to zdecydowałem. – powiedział Phil. – Działamy jawnie i odzyskujemy zaufanie coraz większej rzeszy ludzi, co bardzo ułatwia działanie.
Natasha skinęła głową. „Łatwiejsze działanie” czyżby…
- Czyli S.H.I.E.L.D. stała się organizacją prywatną? – kobieta uniosła jedną brew.
- Poniekąd – odparł dyrektor. – Staliśmy się bardziej… otwarci na różne możliwości. Nadal współpracujemy z rządem, ale nie jesteśmy od niego zależni. Rada została rozwiązana, a obecny zarząd składa się głównie z agatów. Finansowanie też mamy zapewnione z różnych źródeł. Tak więc jesteśmy niezależni, ale działamy zgodnie z prawem.
- Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś wcześniej? – głos Natashy był spokojny, choć kobietę trochę zirytowało to „jesteśmy otwarci dla wszystkich, ale ty się o tym dowiesz na samym końcu”. Oczywiście gdyby chciała już dawno by o wszystkim wiedziała, ale uznała, że nie będzie wystawiała zaufania Coulsona na próbę. I jak na tym wyszła?
- Myślałem, że cię nie interesują sprawy organizacyjne. – odparł dyrektor.
- Zwykle nie. – przyznała. – Ale to jest akurat wyjątkowo ciekawe.
- Oczywiście nie zdradzimy niczyjej tożsamości, bez jego zgody. – dodał Phil.
Wdowa zaśmiała się krótko.
- Nie martwiłam się o to. – powiedziała. – Moja tożsamość jest wszystkim znana już od jakiegoś półtora roku.
- A więc o co chodzi? – Coulson uniósł brwi ze zdziwieniem.
- Chcesz całkowicie zmienić sposób działania agencji – zaczęła kobieta. – nie sądzisz, że skoro pomagałam ci w wielu sprawach, to chciałabym o tym wiedzieć? A z drugiej strony – kontynuowała zanim mężczyzna choć zdążył otworzyć usta. – jesteś pewien, że nie masz nic do ukrycia?
- Tak, jestem pewien. – Coulson wstał. – To tajemnice doprowadziły do upadku poprzedniej S.H.I.E.L.D. Mimo, że Fury był najlepszym dyrektorem w dziejach, to te wszystkie tajne operacje i zasada ograniczonego zaufania doprowadziły do tego, że nie był w stanie wszystkiego naraz kontrolować.
- Czyli ty idziesz w całkowicie inną stronę. – to był bardziej stwierdzenie niż pytanie.
- Owszem. – odparł. – Ale nie ściągnąłem cię tu, żeby zanudzać cię szczegółami administracyjnymi. Widzisz, jutro rusza projekt Protect, wszystko jest już gotowe, drużyny zostały rozmieszczone w kwaterach i zaczynają działać w swoich regionach. Musimy wprowadzić Avengers w tą inicjatywę…
- Po pierwsze… - Natasha także wstała. – nie sądzisz, że powinniśmy to zrobić już dawno? A po drugie. – dodała zanim zdążył jej przerwać. – Naprawdę tylko po to mnie PILNIE wzywałeś? Równie dobrze mogłeś wysłać mi wiadomość.
„I pomyśleć, że dla takiej głupoty, wystawiłam Sokoła i Kapitana” pomyślała.
- Po pierwsze… - powtórzył po niej dyrektor. – informowanie Avengers zostawiłem na koniec, bo w przeciwnym razie musiałbym użerać się ze Starkiem, który zawsze ma jakieś obiekcje. W ten sposób postawię go przed faktem dokonanym. A po drugie mam do ciebie jeszcze kilka innych spraw.
- Zamieniał się w słuch. – Wdowa odwróciła krzesło i usiadła, tym razem normalnie. Miała nadzieję, że kolejne „sprawy” będą lepiej dopasowane do jej umiejętności.
- Pamiętasz projekt Assemble? – zapytał.
- Oczywiście. – odparła.
Drugi projekt, nad którym Coulson pracował od jakiegoś pół roku. Odnajdował na całym świecie nadludzi, którzy już działają jako superbohaterowie.
Ogólnie rzecz biorąc, cała ta inicjatywa polegała na tym aby umożliwić kontaktowanie się poszczególnych nadludzi ze sobą i stworzyć globalną sieć niezależnych superbohaterów, którzy w razie większego zagrożenia, będą mogli zjednoczyć siły, aby je powstrzymać. W tym wypadku S.H.I.E.L.D. było centrum łączności. W tej chwili w projekt zostało zaangażowanych ponad stu bohaterów i drużyn. Wszystko praktycznie już funkcjonowało.
- Niech zgadnę. – dodała. – Chcesz do tego podłączyć Avengers, a ja mam im o tym powiedzieć.
Kobieta myślała, że Coulson nie wyjdzie z tego spotkania cało - jeśli nie ma dla niej jakiejś porządnej misji, bo to już była jakaś kpina - jednak nie dawała tego po sobie poznać.
- Tak, dokładnie. – odparł dyrektor.
- Ciekawi mnie – powiedziała Wdowa, rozpierając się wygodniej na krześle. – dlaczego dopiero teraz? Nie lepiej było od nas zacząć?
Dyrektor zaczął chodzić w te i powrotem po gabinecie.
- Wy radzicie sobie dobrze, więc nie było potrzeby, aby szybko zawracać wam tym głowy. – zatrzymał się przed Natashą.
- Doprawdy? – kobieta uniosła brew z niedowierzaniem. – Moim zdaniem obawiałeś się, jak na twoje pomysły zareagują Stark i Rogers, tak jak przy projekcie Protect.
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść! – odezwał się Coulson.
Do gabinetu weszła młoda, ładna brunetka. Natasha bez trudu rozpoznała Skye.
- Została godzina. – dziewczyna zwróciła się do Phila.
Gdy jej wzrok padł na Wdowę, uśmiechnęła się i puściła do niej oczko. Natasha odwzajemniła ten gest. Lubiła tą agentkę. Nie żeby były przyjaciółkami, ale Skye była całkiem miła.
- Dobrze. – odparł Coulson. – Idźcie z May do jeta i zaczekajcie na mnie.
Dziewczyna skinęła głową i wyszła z pomieszczenia.
- O co chodzi? – zainteresowała się Natasha, gdy drzwi gabinetu się zamknęły.
- Nic ważnego, mam pewne spotkanie. – odparł Coulson, znów zajmując miejsce za biurkiem.
- Jakie spotkanie? – zapytała całkiem zwyczajne, choć ciekawiło ją, z kim o tej porze mógł spotykać się dyrektor i irytowało to, że wszystko musi z niego wyciągać.
- Z jednym z bohaterów, który, mam nadzieję, dołączy do projektu Assemble. – wyjaśnił mężczyzna. – Ale nie o tym chciałem teraz rozmawiać. Przejdźmy do sedna. Tak naprawdę wezwałem cię, aby zapytać, czy poprowadzisz jutrzejszą konferencję prasową o projektach S.H.I.E.L.D.
Natasha gwałtownie wyprostowała się na krześle. Spojrzała na Coulsona, zastanawiając się, czy mężczyzna mówi poważnie. Gdy upewniła się, że tak, odezwała się.
- Dlaczego wybrałeś mnie? – zapytała obojętnie.
- W momencie rozpadu S.H.I.E.L.D. byłaś w centrum wydarzeń. – zaczął Phil. – Pomyślałem, że dobrze by było, gdybyś także ty ogłosiła nowy sposób działania agencji. – zapadło milczenie. – Zgodzisz się? – dodał po chwili.
- Nie – odparła Natasha.
- Co? – Coulson gwałtownie zamrugał.
- Nie. – powtórzyła kobieta. – Mam dosyć, jak ty to ująłeś?... „bycia w centrum wydarzeń.” Wolę być Avengerem. – Wstała, jej głos nadal był spokojny. – Widzę, że ty masz już wszystko pod kontrolą i nie jestem ci już do niczego potrzebna. Dlatego, gdy tylko Avengers dołączą do projektu Assemble, moje kontakty z agencją ograniczą się tylko do tego projektu i będą takie same jak pozostałych bohaterów.
- Czyli odchodzisz? – zapytał Phil. Żadne z nich nie zdradzało gwałtowniejszych emocji. – Dlaczego?
- Po prostu nie chcę działać już na dwa fronty. – odparła kobieta. – Znudziło mnie to.
- Skoro taka jest twoja decyzja… - powiedział Coulson.
- Tak. – odparła i spojrzała na zegarek na biurku dyrektora. Dochodziła północ. – Juto od rana wprowadzę Avengers w oba projekty. – oznajmiła i odpuściła gabinet.

Tony spojrzał na karteczkę, którą znalazł w dzienniku Jane. Były to jakieś współrzędne.
„Tego na pewno wcześniej tu nie było.” Pomyślał, obracając karteczkę. „Przeglądałem ten dziennik z tysiąc razy, znalazł bym ją wcześniej. Ktoś musiał ją tu podrzucić. Tylko jak?”
- J.A.R.V.I.S. – zwrócił się do komputera. – pokaż nagrania stąd i z korytarza, od chwili gdy odpuściłem wieżę.
- Tak, sir. – odparł elektroniczny głos.
- I sprawdź te współrzędne. – Stark wstukał do komputera ciąg znaków zapisanych na karteczce niewiadomego pochodzenia.
- Oczywiście, sir. – chwilę później na ekranie pojawiły się dwa nagrania oraz jakiś obraz.
- Co to jest? – zapytał mężczyzna, przyglądając się zdjęciu jakiś ośnieżonych skał.
- Obraz satelitarny miejsca, które kazał pan odnaleźć. – oznajmił komputer.
- Oddal.
J.A.R.V.I.S. natychmiast wykonał polecenie. Oczom Starka ukazała się góra.
- Gdzie to jest? – zapytał.
- Północne zbocze K2 – powiedział elektroniczny głos.
- K2. – powtórzył Tony. – Tym zajmiemy się później. Na razie zobaczymy, kto zostawił nam tę niespodziankę. Włącz nagrania.
Stark usiadł na pobliskim krześle i spojrzał na ekran. Przez pierwsze kilka minut nagrania zarówna na korytarzu, jak i w laboratorium było pusto.
Nagle Tony zobaczył coś, w co by nigdy nie uwierzył, gdyby ktoś mu o tym powiedział. Drzwi windy otworzyły się i wyszedł z niej, nie kto inny, jak on sam, Tony Stark.
Geniusz zatrzymał nagranie.
„To niemożliwe, przecież wtedy byłem jeszcze w mieście.”
- J.AR.V.I.S. pokarz godzinę nagrania. – zwróciła się do komputera.
22:00. To go upewniło, że ktoś się pod niego podszywał.
- Puść dalej. – rzucił Tony.
Osoba na nagraniu chciała wejść do laboratorium, ale wtedy pojawił się Banner z kawą. Wymienili kilka zdań, Stark nie zwrócił uwagi o czym, potem „Tony” otworzył drzwi pracowni, a Bruce odszedł. Oszust wszedł do laboratorium.
Teraz Stark zaczął żałować, że jako jedyny, kod dostępu do pracowni musiał wprowadzać raz na dobę, potem wystarczył skan siatkówki i Tony mógł bez problemu wchodzić i wychodzić z laboratorium.
Stark przeniósł wzrok na nagranie z drugiej kamery. Podszywająca się pod niego osoba podeszła do biurka. Tony nie widział co robiła, ale od razu domyślił się, ze zostawiła mu tę karteczkę. Potem wyszła, jak gdyby nigdy nic.
Geniusz na chwilę się zamyślił.
- Zbierz odczyty z miejsca wyznaczonego przez współrzędne. – rzucił w końcu do J.A.R.V.I.S.a.
To wszystko powoli zaczynało nabierać sensu. Dziwne stworzenia w mieście, osoba wyglądająca dokładnie jak on, tajemnicze współrzędne… To składało się w logiczną całość, ale żeby znaleźć wspólny mianownik, Tony musiał się upewnić co do jednej rzeczy…
- Sir, odczyty energetyczne w tamtym miejscu nie mają logicznego sensu. – głos komputera wyrwał go z zamyślenia.
- Porównaj je z odczytami Bifrostu. – nakazał mu Stark.
Po kilku sekundach, które ciągnęły się w nieskończoność, J.A.R.V.I.S. znów się odezwał.
- Znaleziono elementy wspólne. – oznajmił. – 50% zgodności.
Na twarzy Tony’ego pojawił się uśmiech pod tytułem „Mam cię”.
- Znaleźliśmy przejście do Asgardu. – powiedział tryumfalnie. – A raczej, ktoś nam je pokazał. – dodał, już mniej zadowolony z siebie.
Kto? – to było oczywiste, tylko jedna osoba mogła być na tyle bezczelna i pewna siebie, żeby wtargnąć do AvengersTower – Loki.
- Sprawdź czy Banner śpi. Jeśli nie, to go tu wezwij. – zwrócił się do komputera. – Tylko Bannera. – zaznaczył.
To wszystko śmierdziało na kilometr. Loki tak po prostu pokazuje im drogę do swojego królestwa? – o nie, w tym musi tkwić jakiś haczyk. Albo bóg kłamstw nie docenia Avengers, w co Tony nie wierzył, albo ma w Asgardzie coś, czemu, w jego mniemaniu, drużyna nie podoła. Tylko co to jest i czy rzeczywiście nie uda im się tego pokonać?
W tym momencie usłyszał szelest otwierających się drzwi.
- Co jest, Tony? – zapytał Bruce.
Chyba rzeczywiście nie spał, choć dochodziła północ.
Stark w skrócie wyjaśnił mu sytuację, z osobą podszywającą się pod niego.
- A więc to nie byłeś ty? – zdziwił się doktor. – Więc kto?
- Myślę, że Loki. – odparł Stark.
- Jak… - zaczął Bruce.
- … do tego doszedłem? – dokończył za niego geniusz. – Zostawił mi te współrzędne. – podał Bannerowi kartkę. – Sprawdziłem. Odczyty wskazują, że jest to przejście międzywymiarowe.
- Do Asgardu? – zapytał doktor.
- Myślę, że tak. – odparł Stark, z charakterystyczną dla niego pewnością siebie.
- A co jeśli To wyśle nas w zupełnie inne miejsce? – zapytał. – Albo jeśli jest to pułapka?
- To na pewno jest pułapka. – odparł Stark. – Pytanie brzmi: czy chcemy ryzykować?
- Tu chodzi o małą dziewczynkę. – zauważył Bruce. – Więc myślę, że nie mamy wyboru. Pytanie jest inne: czy to na pewno jest droga do Asgardu?
- Sprawdzimy to jutro, gdy tam polecimy. – oznajmił jak gdyby nigdy nic. – A teraz muszę przystosować nasze wyposażenie do warunków, jakie panują na K2.
- Gdzie? – zapytał z niedowierzaniem Banner.
- Właśnie tam. – Tony spojrzał na ekran komputera.
- Pomogę ci. – oznajmił Bruce.
Stark tylko bezwiednie skinął głową, bo był zajęty przeglądaniem plików na komputerze.

Natasha szła korytarzem piętra sypialnego. Nie wiedziała, że ta stosunkowo krótka podróż do Chicago tak ją zmęczy. Chciała się położyć. Wtedy zauważyła Steve’a stojącego tuż obok wejścia do jej sypialni, opierał się o ścianę.
- Długo na mnie czekasz? – powiedziała na przywitanie.
- Gdzie byłaś? – zapytał, jakby jej nie usłyszał.
- W Chicago. – odparła Wdowa, skoro i tak jutro o wszystkim się dowiedzą, nie było sensu kłamać.
- Po co? – Kapitan stanął przed nią.
- Rano się wszystkiego dowiesz. – odparła Natasha, wyminęła go i zniknęła w swojej sypialni.
Steve był trochę zbity z tropu, ale w końcu doszedł do wniosku, że do rana może poczekać. Także poszedł spać.


niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział VIII



Witajcie. Na wstępie, przepraszam was za to opóźnienie. W zeszłym tygodniu nie zdążyłam nawet napisać rozdziału, a co dopiero przepisać go do komputera. Ledwo zdążyłam na dzisiaj. To się nazywa „lenistwo blisko-wakacyjne” ;D No, ale teraz już nie przedłużając, zapraszam do czytania :)
PS. Alphear F, czy u ciebie na blogu teraz już zawsze rozdziały będą co dwa tygodnie? Jeśli mogłabym cię o coś poprosić, to przysyłaj mi powiadomienia o nowych rozdziałach :) Będę wdzięczna. 
Zapraszam:

Thor nie mógł dłużej pozostać w wieży. Bezczynność dawała mu się we znaki. To, że nie wiedział, co się dzieje z Katriną doprowadzało go do szału. Opuścił AvengersTower i udał się do Central Parku.
Chodził niespokojnie wzdłuż alejek i co chwila sprawdzał swój komunikator. Chciał, żeby coś się wydarzyło, aby choć na chwilę oderwać się od dręczących go myśli.
Park powoli pustoszał, bo zbliżał się wieczór. Thor po raz setny tego dnia wyjął swój komunikator. Zero wezwań. Gromowładny ze złością cisnął urządzeniem o najbliższe drzewo, wokół posypały się elektroniczne odłamki.
Mężczyzna coś usłyszał.
- Kto tu jest?! – zagrzmiał.
- To tylko ja – odparła Sif, wychodząc zza jednego z drzew.
- Długo tu jesteś? – zapytał.
- Chwilę. – wojowniczka podeszła do niego. – Nie chciałam, żebyś był sam.
Thor się nie uśmiechnął. Spojrzał obojętnie na zniszczony komunikator i ruszył dalej. Sif szła za nim. Milczeli. Wojowniczka czuła, że nie powinna się teraz odzywać.

Gdy tylko Sokół i Kapitan weszli do jeta, J.A.R.V.I.S. podał im dokładne współrzędne budynku, który został zaatakowany. Nie był to jakiś przypadkowy bank, tylko Bank Rezerw Federalnych.
- Jak coś robić, to na całego. – podsumował Sam.
Steve tylko się uśmiechnął pod nosem.
- Możemy lecieć? – zwrócił się do przyjaciela, który siedział na miejscu pierwszego pilota.
- Jasne. – odparł Sokół i wystartowali.
Chwilę później byli już na Wall Street. Gdy wysiedli, główne wejście do banku zostało wysadzone. Drzwi uderzyły w skrzydło jeta, wyginając je.
Gdy kurz opadł, w wejściu pojawiły się dwie postaci.
- Co to jest? – Sokół szerzej otworzył oczy.
„To” chyba rzeczywiście było najlepszym określeniem, bo stworzenia, które wyszły z budynku nie przypominały ludzi. Choć stały na dwóch nogach, wyglądały bardziej jak wilki. Z tym, że wydawało się jakby były jakąś mgłą czy gęstym czarnym obłokiem, który przyjął konkretną formę. Wydawały się nie mieć ciała.
- Nie ważne czym są. – odezwał się Steve. – I tak musimy je powstrzymać.
Ledwo zdążył to powiedzieć, jedna z istot rzuciła się na niego. Zdecydowanie była materialna.
Druga wyrzuciła worek, który trzymała i ruszyła w stronę Sama. Ten jednak zdążył wzbić cię w powietrze i uniknął ataku.
Stworzenia atakowały bez ustanku. Walka przypominała oganianie się od wściekłych psów. Gdy Kapitan lub Sokół próbowali trafić stwory, te robiły tak szybkie uniki, że wyglądało to niemal jak teleportacja. Bohaterowie nie byli wstanie choćby ich dosięgnąć, nie mówiąc już o ich pokonaniu.
Jednej z kreatur udało się chwycić skrzydło Sokoła. Ten przeklął pod nosem i spadł na ziemię. Stwór rzucił się mu do gardła. Mężczyzna próbował go z siebie zrzucić, ale niewiele to dawało. Gdy myślał, że już po nim, dostrzegł jakąś niebiesko-biało-czerwoną smugę. Była to tarcza Kapitana. Stworzenie, które przygniatało Sama do ziemi, zrobiło unik, uwalniając mężczyznę.
- Dzięki, Kapitanie. – powiedział, wstając.
Steve się uśmiechnął, ale prawie natychmiast uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Uważaj! – krzyknął i odepchnął Sokoła na bok.
Stwór, który chciał zaatakować Sama, uderzył w Kapitana. Mężczyzna upadł na ziemię. W ostatniej chwili zdążył się zasłonić tarczą. „Pazury” atakującej istoty trafiły na metal, wydając okropny, zgrzytliwy dźwięk. Gorszy nawet od skrobania paznokciami po tablicy.
Steve’owi udało się zrzucić z siebie kreaturę. Ta jednak nie dawała za wygraną. Znów go zaatakowała, rozdzierając rękaw jego kostiumu i pozostawiając głębokie rozcięcia na ramieniu. Kapitan syknął z bólu, zasłaniając się przed kolejnym ciosem.
Sokół walczył z drugim stworzeniem, które uniemożliwiało mu wzbicie się w powietrze. Gdy w końcu udało mu się uwolnić, chciał pomóc Steve’owi, ale ten rzucił tarczą w jedną z kreatur i krzyknął:
- Wezwij Starka! – złapał swoją tarczę, która odbiła się od ściany banku, po tym gdy stworzenie uniknęło jej ciosu.

Pepper opuściła laboratorium wkrótce po alarmie. Gdy się okazało, że nie będzie potrzebny, Tony wrócił do przerwanych badań. Nie mógł jednak długo cieszyć się spokojem, bo niecałe półgodziny po pierwszym, przyszło drugie wezwanie.
- Tony! – usłyszał przez głośniki głos Sokoła. – Przyleć tu. Szybko! – rozłączył się.
„Świetnie” pomyślał z ironią Stark, zakładając zbroję. „Mogłem się domyślić, że i tak będę potrzebny”.
Opuścił laboratorium.

Bruce był w salonie, który od niedawna spełniał też rolę kuchni, bo Tony uznał, że skoro i tak spędzają tam większość czasu, to przydałby się aneks kuchenny.
Banner chciał coś zjeść i zaraz miał wracać do laboratorium, do Tony’ego.
Właśnie chciał przywołać windę, gdy jej drzwi się otworzyły i ukazała się w nich Pepper.
- Cześć. – powitał kobietę. – Już wróciłaś?
- Chwilę temu. – odparła rudowłosa, wchodząc do salonu.
- Czyli jeszcze o niczym nie wiesz? – Bruce ruszył za nią w stronę aneksu.
- Wiem. – Odparła cicho Pepper. – Byłam przed chwilą u Tony’ego. – Włączyła elektryczny czajnik i sięgnęła po kubki – Chcesz herbaty?
- Chętnie. – odparł mężczyzna – Możesz zrobić jeszcze kawę dla Tony’ego? Zaniosę mu, jak pójdę na górę.
Rudowłosa wyjęła trzy kubki, do dwóch nasypała herbaty, ostatni ustawiła w ekspresie i włączyła urządzenie. Odwróciła się do mężczyzny, który stał obok.
- Powiedz mi Bruce - odezwała się po chwili. – Czy to już zawsze tak będzie wyglądać?
- To znaczy? – zdziwił się naukowiec.
- Jak nie inwazja z kosmosu, to atak nuklearny. – zaczęła wymieniać kobieta. – albo meteoryt, mordercze roboty, Loki… A teraz śmierć Jane. Czy nasze życie nigdy nie będzie normalne?
Bruce wiedział, że chodzi jej o nią i Tony’ego. Normalny związek z kimś takim? Banner nie sądził, aby to było możliwe, nawet gdyby Stark nie był superbohaterem.
- Pewnie nie. – odparł po chwili. – Zawsze jest coś za coś. Gdy chce się być bohaterem, trzeba poświęcić normalne życie. Czasami ma się wybór… - urwał - a czasami nie.
Pepper ze zrozumieniem pokiwała głową. W tym momencie rozległo się ciche pyknięcie oznaczające, że woda się zagotowała, jednak żadne z nich nie zwróciło na to uwagi.
- Tak wiem. – powiedziała kobieta. – A wiesz co w tym wszystkim jest najzabawniejsze? – spojrzała na naukowca. – Że ja nawet nie chciałabym, żeby z tego zrezygnował, póki nie przeradza się to w chorą obsesję. – przypomniała sobie wydarzenia sprzed trzech lat, te wszystkie zbroje… - Bo wiem, że on to lubi i jest to chyba jedyna rzecz, którą traktuje w miarę poważnie.
Zapadło milczenie.
- Nie martw się – odezwał się w końcu Bruce. – Wszystko się ułoży.
Pepper się uśmiechnęła i znów włączyła czajnik.
- Może ja najpierw zaniosę Tony’emu kawę? – powiedział mężczyzna – Jeśli nie będzie potrzebował pomocy, to przyjdę i wypijemy herbatę.
- Dobrze, idź. - odparła rudowłosa. – Tylko, proszę cię, namów go żeby dzisiaj trochę się zdrzemnął.
Banner skinął głową, zabrał kubek i ruszył na górę.
Gdy znalazł się na korytarzu najwyższego piętra, zobaczył Starka przy drzwiach laboratorium.
- Idziesz spać? – zapytał go doktor.
- Nie – odparł tamten – Wracam do pracowni.
- W takim razie, to może ci się przydać. – Bruce podał mu kawę.
Tony wziął kubek i otworzył drzwi do pracowni. Gdy Banner chciał iść za nim, geniusz się do niego odwrócił.
- Możesz iść spać. – powiedział.
- Jeszcze jest wcześnie. – odparł doktor. – Chętnie ci pomogę.
- Nie musisz. – Starak zdawał się być… zniecierpliwiony? - Jeśli będę potrzebował pomocy to cię zawołam.
- No dobrze – Bruce uznał, że dziwne zachowanie Starka to tylko objaw przemęczenia, odwrócił się i wrócił do windy.
Tymczasem Tony wszedł do pracowni.
„No, myślałem, że nie uda mi się go pozbyć” pomyślał.
Rozejrzał się po pomieszczeniu , jakby pierwszy raz tam był. A tak było.
Loki, aby wejść do wieży Avengers, musiał przyjąć postać jednego z nich (do celu jaki chciał osiągnąć, najlepszy wydawał się być Stark) i na razie w niej pozostać. Nie mógł pozwolić, żeby ktoś go odkrył.
Chciał się dostać do pracowni Iron Mana, aby móc go nakierować na przejście do Asgardu, dlatego upewnił się, że będzie tu pusto. Wysłał swoje Istoty Cienia, aby zwabić Avengers do miasta. Nie przewidział jednak, że ktoś zostanie w wieży. No cóż, najważniejsze, że udało mu się pozbyć Bannera i teraz był sam.
Bóg kłamstw dostrzegł jakiś notes leżący na biurku, wśród innych papierów. Podszedł tam i sięgnął po przedmiot. Gdy go otworzył, zobaczył zapiski i obliczenia. Kilka stron dalej był rysunek Yggdrasil, to upewniło Lokiego, że ten notes jest odpowiednim miejscem na pozostawienie wskazówki dla Starka.
Sięgnął po jakiś kawałek kartki i długopis. Zapisał współrzędne jednego z przejść. Był to dziwny sposób w jaki ludzie opisywali miejsca, używali do tego zbitku liczb i liter, każdy taki kod oznaczał coś innego. W Asgardzie go nie używali, ale kiedy Loki był ostatnio na Ziemi nauczył się nim posługiwać, bo był przydatny, prosty i całkiem zabawny. Największe budowle świata, czy ogromne wzgórza, zdegradowane do kilku liczb i liter. Chyba tylko śmiertelnicy mogli wpaść na taki pomysł.
Karteczkę ze współrzędnymi włożył między kartki notesu, tak aby lekko wystawała. Gdy skończył, odłożył książkę na miejsce i ruszył do wyjścia.
W prawdzie mógł przyczaić się gdzieś w wieży i zaatakować Avengers, ale uznał, że w pojedynkę nie uda mu się wiele zdziałać, a mogliby go pojmać.
Opuścił wieżę.

Tony szybko dotarł na miejsce. To co zobaczył nieźle go zaskoczyło. Wyglądało na to, że Kapitan i Sokół walczyli z… wilkołakami? Nie, to niemożliwe. Znowu jakieś dziwaczne stwory lub kosmici…
Iron Man wylądował na Wall Street.
- Co jest? – rzucił do Steve’a, strzelając do kreatury, która go zaatakowała.
- Sam widzisz – odparł Kapitan, osłaniając się tarczą. – Te stworzenia napadły na bank. Ale są piekielnie szybkie, nie można ich trafić.
- Zauważyłem. – odparł Stark, patrząc jak istoty bez trudu unikają kolejnych pocisków z repulsorów.
- Dobrze, że jesteś – odezwał się Sokół, przelatując tuż obok nich.
Wtedy jedna z kreatur rzuciła się na niego. Sam zrobił szybki zwrot i udało mu się uniknąć ciosu. Kreatura opadła z powrotem na ziemię i ruszyła w stronę Steve’a i Tony’ego. Oni w tej samej chwili zaatakowali, zmuszając stwora do zrobienia uniku.
Bohaterowie nie byli w stanie pokonać tych istot, były zbyt szybkie. Tony zaczął myśleć, że to jednak teleportacja.
Kreatury nie dawały za wygraną. Avengersi zaczęli podejrzewać, że tu wcale nie chodzi o kradzież. Stworzenia, już dawno mogłyby uciec, skoro są na tyle szybkie żeby unikać ładunków z repulsorów. Coś tu śmierdziało.
Jedna z istot rzuciła się na Steve’a. Ten zdążył się odwrócić i uderzyć ją tarczą. Gdy tylko metal jej dotknął, ta zniknęła. Sekundę później zniknęła i druga, która atakowała Sokoła.
- Co jest? – zdziwił się Tony.
- Nie wiem. – odparł Steve – Ale coś czuję, że już tu nie wrócą.
- W takim razie my wracajmy – rzucił Sokół lądując obok nich.
Chwilę później byli już w wieży.
- Idę do laboratorium. – powiedział Tony, gdy szli w stronę windy. – Mój pancerz zebrał trochę danych, gdy walczyliśmy z tymi stworzeniami. Przeanalizuje je i może znajdę jakiś sposób, aby pokonać te istoty, gdyby znów zaatakowały.
Stark zmienił kierunek. Ruszył w stronę szybszego wejścia do swojej pracowni.
- W takim razie, do zobaczenia później. – odezwał się Steve.
Razem z Sokołem weszli do windy.
Tony tymczasem był już w laboratorium.
Podszedł do komputera głównego. Wszystkie dane z pancerza automatycznie były przesyłane właśnie tam. Zanim zdążył je otworzyć, w oczy rzucił mu się dziennik Jane. Wystawała z niego jakaś karteczka. Wyjął ją.

niedziela, 31 maja 2015

Rozdział VII



Hej. Z góry przepraszam, że znów nie będzie akcji w rozdziale. Chyba dałam za dużo wątków, które muszę wyjaśnić, więc nie mam jak dołożyć jakiejś fajnej walki. Mam nadzieję, że nie przeszkadza wam to za bardzo. Myślę, że już w następnym rozdziale, pojawi się choć trochę akcji. Teraz już nie przedłużając, zapraszam do czytania :)

Tony, Steve i Thor tego samego ranka polecieli do Nowego Meksyku. Wylądowali w pobliżu domu Gromowładnego, oczywiście jet miał włączone maskowanie. Gdy wysiedli, dostrzegli radiowóz stojący przed budynkiem.
- Cóż to ma znaczyć? – zapytał Thor, gdy szli w stronę domu.
- Niedobrze. – mruknął Tony do siebie, a potem zwrócił się do boga piorunów. – To policja. Chcą się dowiedzieć, kto zabił Jane. Nie wpuszczą nas do środka.
- Jakim prawem?! – krzyknął Thor.
- Spokojnie. – odezwał się Kapitan. – Tony coś wymyśli.
Brew Starka powędrowała w górę, spojrzał z niedowierzaniem na Steve’a.
- Skąd ta pewność? – zapytał geniusz, gdy byli kilkanaście metrów od drzwi.
W tym momencie z domu, do którego zmierzali, wyszedł funkcjonariusz.
- Nie możecie, panowie, wejść do środka. – powiedział. – To jest miejsce zbrodni.
Steve położył rękę na ramieniu Thora.
- Niech Tony mówi. – powiedział na tyle cicho, żeby tylko Asgardczyk mógł go usłyszeć.
Cokolwiek by sądził o Starku, musiał przyznać, że ten facet miał gadane i jeśli coś trzeba było załatwić, to on miał na to największą szansę.
- Wiemy o tym… - Stark zrobił krok do przodu, jednak zanim zdążył dodać coś więcej, drzwi domu znów się otworzyły.
Ze środka wybiegła zapłakana Darcy. Gdy dostrzegła Gromowładnego, natychmiast ruszyła w jego stronę.
- Thor… Jane… - łkała.
- Wiem. – odparł bóg piorunów.
Dziewczyna się do niego przytuliła, a on odwzajemnił ten gest.
Nikt nie śmiał się odezwać, nawet policjant milczał. Po chwili Darcy odrobinę się uspokoiła i cofnęła o kilka kroków.
- Tak, sanitariusze wspominali, że pan Odinsona był w domu, kiedy przyjechali. – funkcjonariusz zwrócił się do Tony’ego. – Będę musiał z nim porozmawiać.
Darcy znów zaczęła płakać, cała drżała. Kapitan do niej podszedł, objął ramieniem i odprowadził na bok.
- Niech pan mnie posłucha. – Stark kontynuował rozmowę, nie zwracając uwagi na Steve’a – Cała ta sprawa jest bardziej skomplikowana, niż pan myśli. – podszedł bliżej do policjanta. – To wszystko… no powiedzmy, że nie ogranicza się do naszej planety.
- Panie Stark, czy chce pan przez to powiedzieć, że znów mamy do czynienia z inwazją kosmitów? – zapytał policjant.
- Z inwazją? – powtórzył Tony. – Jeszcze nie, ale jeśli nie dostanę danych, które znajdują się tam – skinął głową w stronę budynku. – może do niej dojść.
- Nie mogę dać panu niczego z tego domu, dopóki sprawa nie zostanie rozwiązana.
- I tu mamy paradoks. – kontynuował Stark. – Jeśli nie dostanę tych danych, to sprawa pozostanie nierozwiązana.
- Czy… - słowa funkcjonariusza urwały się na dźwięk otwieranych drzwi.
Z domu wyszło kilku techników, niosących jakieś pojemniki, najprawdopodobniej z dowodami. Schowali je do jednego, ze stojących w pobliżu samochodów. Za nimi szła policjantka.
- John, co ty tu… - zwróciła się do mężczyzny obok Tony’ego. Dopiero wtedy dostrzegła mały tłumek, który zebrał się przed domem. – Co tu robią ci wszyscy ludzie?
- To jest mój dom. – odezwał się Thor.
- Nazywam się Tony Stark. – geniusz nie zwrócił uwagi na Thora. - Musimy dostać pewne dokumenty, które znajdują się w tym domu. W przeciwnym razie…
- Nie uratujecie świata. – przerwała mu z ironią policjanta. – A nam nie wyjaśnicie, o co dokładnie chodzi bo i tak nie zrozumiemy. Otóż nie. – spojrzała ostrzegawczo na Starka, który już otwierał usta. – Znam takich jak ty. Wydaje się wam, że jesteście uprzywilejowani i dlatego, że macie jakieś „super moce”, to wam wszystko wolno. Ale tak nie jest. W tym kraju obowiązuję pewne prawo, a ja pilnuję, aby WSZYSCY go przestrzegali, bez wyjątku. 
Tony przestał słuchać tyrady policjantki - swoją drogą, ciekawe dlaczego tak nie znosi superboharterów? - wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer. Po krótkiej chwili rozmowy, schował komórkę.
- Dokumenty zostaną wydane, gdy upewnimy się, że nie mają związku ze sprawą – kontynuowała funkcjonariuszka. – a to może potrwać. Tak więc możecie panowie już… - w tym momencie telefon policjantki zaczął dzwonić. Kobieta spojrzała na ekran urządzenia. – Chwileczkę. – zwróciła się do geniusza.
Odebrała. Chwilę słuchała w milczeniu.
- To niemożliwe… - znów chwila przerwy. – Ale… - jej oczy się zwęziły. – Tak jest, panie dyrektorze. – rozłączyła się i z rezygnacją schowała komórkę do kieszeni. – Dokumenty i laptop są w domu. – znów była opanowana, tak jakby przed chwilą nie musiała zmienić swojej decyzji, jakby od początku chciała im wydać te papiery. – Ktoś zaraz wam je przyniesie.
- Dziękuję. – Tony uśmiechnął się, na co funkcjonariuszka zareagowała pełnym politowania spojrzeniem.
- A z panem i tak muszę porozmawiać. – zwróciła się do Thora.
Odeszli na bok i zaczęło się przesłuchanie. W tym czasie policjanci zaczęli wynosić z domu pudła z dokumentami. Stark spodziewał się jakiś plików na komputerze i trochę notatek. Tymczasem okazało się, że same papiery zajmowały pięć kartonów, nie mówiąc już o niezliczonych plikach na laptopie i PenDrive’ach. Gdy to wszystko trafiło już do jeta, a Thor skończył rozmawiać z policjantką, wszyscy trzej mężczyźni wsiedli do maszyny i wrócili do wieży.
Jeszcze tego samego dnia, Tony zaczął to wszystko przeglądać i zgrywać do swojego komputera. Zarwał kolejną noc. Tym razem Bruce nic nie powiedział, bo sam mu pomagał. Siedzieli razem w laboratorium do północy, kiedy to doktor oznajmił, że idzie spać, bo i tak o tej porze już nie myśli.
Mimo, że danych było dużo, to nadal wielu istotnych informacji brakowało. Stark zaczął od analizy sygnatur energetycznych, jakie Jane odnotowała podczas teleportacji Thora. Skalibrował czujniki J.A.R.V.I.S.a, aby ten mógł wykryć ewentualne przybycie Lokiego na Ziemię. Miał też nadzieję, że szczeliny międzywymiarowe mają podobną sygnaturę. Jednak jak dotąd, a minęły już niemal trzy dni, nie było rezultatów.
Tego wieczora Tony, po raz kolejny przerzucał kartki dziennika Jane. Według jej zapisków Bifrost był mostem Einsteina-Rosena. Jednak takie twory istniały czysto teoretycznie. Według prognoz i obliczeń były zbyt niestabilne, żeby cokolwiek mogło przez nie przejść, nawet światło, a co dopiero żywa istota. Albo Jane się pomyliła, albo, co by Starka wcale nie zdziwiło, Asgardczycy odkryli technologię umożliwiającą nie tylko tworzenie tuneli czasoprzestrzennych, ale także ustabilizowanie ich.
Na Ziemi nawet jeszcze nie udowodniono istnienia takich portali, nie mówiąc już o ich kontrolowaniu. Tony mógłby spróbować to zmienić, ale to zajęłoby za dużo czasu, dlatego pozostało tylko odnaleźć jedną z istniejących wyrw międzywymiarowych.
Im dłużej Stark analizował te wszystkie dane i teorie, tym bardziej sceptycznie podchodził do pomysłu z „innymi wymiarami”. Skłaniał się raczej do twierdzenia, że „Światy” to tak naprawdę oddalone od siebie o miliony lat świetlnych fragmenty tego samego Wszechświata, które są ze sobą połączone za pomocą Yggdrasil, czyli sieci tuneli czasoprzestrzennych. Zwykle są one zamknięte, lub pojawiają się tylko w wybranych miejscach, ale podczas koniunkcji otwierają się w niemożliwych do przewidzenia lokalizacjach. Ale to były tylko teorie.
Stark zamknął dziennik i przesunął się w stronę komputera. Kółka fotela, na którym siedział, zaskrzypiały.
„Trzeba to naoliwić.” przemknęło mu przez myśl, ale zaraz pochłonęła go praca.
Zaczął przeglądać wykresy i analizy portali z czasu koniunkcji, gdy ktoś objął go od tyłu. Tony gwałtownie się odwrócił omal nie przewracając Pepper, która stała za nim.
- Hej, kochanie. – powiedział lekko zmieszany. – Kiedy wróciłaś?
- Dosłownie przed chwilą. – odparła, rozglądając się po laboratorium.
W pomieszczeniu panował nieład. Na podłodze walały się jakieś teczki i dokumenty, nie mówiąc już o poprzewracanych kubkach po kawie i szklankach - Pepper dobrze wiedziała co się w nich wcześniej znajdowało - porozstawianych w najróżniejszych miejscach.
- Jak długo tu siedzisz? – zapytała kobieta.
- A jaki mamy dzisiaj dzień? – Stark przetarł oczy.
- Tony, nie żartuj sobie. – żachnęła się rudowłosa. Odsunęła papiery zalegające na biurku obok, odłożyła tam swoją torebkę i oparła się o blat.
- Nie żartuję. – mężczyzna spojrzał na nią.
- Środa. – powiedziała, przyglądając mu się dokładnie. – Od kiedy tu jesteś? – powtórzyła, gdy milczenie się przedłużało.
- Od niedzieli. – mruknął.
- Czyli nie wychodziłeś stąd od czterech dni?! – Pepper się uniosła. – Tony, czy ja muszę cię pilnować jak małego dziecka?
- To jest zupełnie inna sytuacja. – brunet wstał.
- To znaczy? – kobieta była wyraźnie zbita z tropu.
- Może lepiej usiądź… - zaproponował jej swój fotel.
- Dlaczego? – zdziwiła się Pepper. – Co się dzieje, Tony? – jej głos delikatnie zdradzał rosnące napięcie.
- Jane została zamordowana. – powiedział neutralnym, ale nie obojętnym, tonem. – A Katrina - porwana.
Rudowłosa gwałtownie zamrugała i osunęła się na krzesło. 
Poznała Jane na urodzinach Katriny. Od razu się polubiły. Okazało się, że mają wiele wspólnego. Od tego czasu często rozmawiały przez telefon, a czasem udawało im się spotkać. A teraz...
- Kto to zrobił? – szepnęła.
- Pepper, wszystko w porządku? – Tony przykucnął przed kobietą, która była bardzo blada.
Ona wzięła kilka głębokich oddechów i spojrzała na niego.
- Powiedz mi o wszystkim, co się wydarzyło, gdy mnie nie było. – jej wzrok nie cierpiał sprzeciwu, więc Tony zaczął opowiadać jej wszystko od początku.
Specjalnie ominął ten fragment o atakującym go Thorze. Uznał, że nie ma sensu straszyć Pepper.
- Jak to Loki? – zapytała kobieta, gdy Stark podzielił się z nią ich przypuszczeniami. – Przecież mówiłeś, że on nie żyje.
- Bo tak myślałem. – odparł Tony. – Ale przybyła do nas Sif, przyjaciółka Thora z Asgardu, z informacją, że Loki przejął królestwo. Dlatego tu siedzę. Muszę znaleźć przejście do Asgardu. Musimy się tam dostać i to wszystko odkręcić i…  uratować Katrinę, bo za jej porwaniem także może stać Loki. – zapadło milczenie. – Więc zrozum, że muszę jak najszybciej znaleźć sposób na dostanie się do Asgardu.
Znów nastała cisza, ale nie była to cisza niezręczna, tylko pełna zrozumienia. Tony nadal kucał przed Pepper. W końcu kobieta nachyliła się i pocałowała go.
- Rozumiem. – powiedziała.
W tym momencie rozległ się alarm.

Steve i Sam byli w sali treningowej.
- Zauważyłeś, że atmosfera w wieży jest napięta? – zapytał Sokół, robiąc unik przed tarczą.
- Nie dało się nie zauważyć. – odparł Kapitan, chwytając swoja ulubioną broń. – Ale czego można się spodziewać w takiej sytuacji?
- W sumie masz rację. – Sam wzniósł się w powietrze i z zawrotną szybkością ruszył w stronę Steve’a.
Ten zrobił unik i chwycił za jedno ze skrzydeł atakującego mężczyzny. Falcon nic nie mógł zrobić, stracił sterowność i gdy tylko Kapitan go puścił, runął na ziemię. Na szczęście upadek nie był bolesny.
- Bezczynność jest najgorsza. – dodał Steve, podając mu rękę. Sam z chęcią przyjął pomoc.
- Tak. – zgodził się, gdy już stanął na nogach. – Ale kłótnie twoje i T… - w tym momencie rozległ się alarm.

Wdowa właśnie miała wyjść ze swojego pokoju, gdy usłyszała sygnał wezwania. Westchnęła z irytacją i wyjęła z kieszeni swój komunikator, zatrzymując się tuż przed drzwiami.
- Co jest, Stark? – zapytała.
- Znowu coś się dzieje w mieście. Zaraz sprawdzę. – usłyszała głos geniusza.
- To coś dużego? – odezwał się Sam.
- Nie. – odparł Tony. – Jakiś dwóch, czy trzech „uzdolnionych” postanowiło obrabować bank. Poradzicie sobie sami?
- Tak. – powiedział Kapitan. – Nie przerywaj pracy.
Stark się rozłączył.
- No to idziemy we trójkę. – podsumował Sokół.
- We trójkę… - powtórzyła cicho Wdowa.
- Thor ma wyłączony komunikator, a Bruce nie warto fatygować na tak błahą misję. – oczywiście wszyscy wiedzieli co tak naprawdę ma na myśli Steve. Po co niepotrzebnie ryzykować? – No to za minutę na…
- Dacie radę we dwóch? – przerwała mu Natasha.
- Dlaczego? – zapytał Kapitan. – Nieważne. Damy radę. W razie czego kogoś wezwiemy. – i się rozłączył.
„Dobrze, że Steve nie lubi tracić czasu, gdy jest jakaś misja” pomyślała Wdowa, chowając komunikator z „A” do kieszeni.
Z drugiej kieszeni wyjęła niemal identyczne urządzenie, z tym że to miało białego orła na obudowie.
Wybrała odpowiedni przycisk.
- Za trzy minuty na dachu. – powiedziała i się rozłączyła.

niedziela, 24 maja 2015

Rozdział VI


Witajcie. Oto nowy rozdział. Trochę spóźniony, bo pół soboty byłam na konkursie z pierwszej pomocy. Więc już nie przedłużam i zapraszam do czytania :)

Loki był wściekły. Miotał się, pod postacią Odyna, po pustej sali tronowej.
Sif uciekła. Jak mogło do tego dojść? To nie miało prawa się wydarzyć! Ona wie, że to Loki rządzi Asgardem, a jeśli uda jej się kogoś do tego przekonać, to misterny plan boga kłamstw może runąć.
Loki opadł na tron. Musiał szybko znaleźć Sif i znów ją uwięzić, albo… W tym momencie rozległo się pukanie.
- Wejść! – zagrzmiał bóg kłamstw, głosem Odyna.
Drzwi otworzyły się i do komnaty wszedł dowódca straży. Ukłonił się przed Lokim.
- Panie, Sif opuściła Asgard. – oznajmił.
„Odyn” zerwał się z miejsca.
- Jak mogłeś do tego dopuścić?! – uniósł się.
Był naprawdę wściekły. Co innego ściganie jej po królestwie, a co innego szukanie po całym wszechświecie.
Loki domyślił się gdzie ją znajdzie, ale nie miał zamiaru wysyłać tam oddziału z Asgardu, bo to mogłoby jeszcze bardziej narazić jego plany na niepowodzenie.
- … Hajmdala udało nam się pojmać – strażnik coś mówił, ale bóg kłamstw był zbyt zajęty szukaniem najlepszego rozwiązania tej sytuacji.
- Tym razem dopilnuj, aby nie uciekł. – zaznaczył Loki.
- Tak, panie. – odparł strażnik.
- Możesz odejść. – „Odyn” znów usiadł na tronie.
Musiał się upewnić, czy jego przypuszczenia są prawdziwe i czy ze strony Sif istnieje dla niego realne zagrożenie. Więc gdy tylko dowódca straży odpuścił salę tronową, Loki podszedł do drzwi, zamknął je i zabezpieczył zaklęciem. Teraz nikt nie mógł mu przeszkadzać.
Bóg kłamstw wrócił do swojej prawdziwej postaci. Musiał być wyjątkowo skupiony, aby zrobić to co zaplanował, a utrzymywanie czaru maskującego bardzo go rozpraszało.
Usiadł na tronie i spróbował odnaleźć Sif. Może nie miał takich zdolności jak Hajmdal, ale jeśli się skoncentrował, mógł odnaleźć konkretną osobę, zobaczyć gdzie jest i co robi. Było to trudne i wymagało dużej mocy, ale nie było niemożliwe. Nie dla niego. Zwłaszcza gdy wiedział gdzie szukać, a Sif mogła udać się tylko do Midgardu. Do Thora.
Loki przymknął oczy i wytężył umysł. Po chwili zobaczył Sif rozmawiającą z Thorem, ale nie rozpoznał miejsca, w którym się znajdowali. Dostrzegł tylko, że w pomieszczeniu znajdowały się jeszcze jakieś inne osoby. Wtedy znów spojrzał na Gromowładnego. O mały włos nie zerwał połączenia, gdy zobaczył, że Thor jest zamknięty w celi (takiej jak ta, w której uwięzili Lokiego, kiedy ostatnio był na Ziemi).
Takiego obrotu sytuacji się nie spodziewał, ale był dla niego bardzo korzystny. Niestety, gdy Sif powie im, że on, Loki, żyje, szybko domyślą się, że to wszystko jego sprawka. Wtedy uwolnią Thora, a ten zapewne będzie chciał pomścić śmierć ukochanej.
„Tyle, że tu i tak się nie dostanie” pomyślał bóg kłamstw „Bifrost zamknięty, Tesseract w Asgardzie, a on nie wie gdzie szukać przejść.” Uśmiechnął się na tę myśl.
Ale i tak musiał wymyślić jakiś nowy sposób na pozbycie się Avengers. Teraz już wiedział, że go w tym nie wyręczą i nawet on nie jest w stanie ich aż tak bardzo skłóć…
Ktoś dotknął jego ramienia, co go na tyle zdziwiło, że nie zdołał utrzymać połączenia. Sif i Thor zniknęli.
Loki otworzył oczy i ze złością odwrócił się do osoby stojącej za nim.
Gdy zobaczył, kto to, poczuł mieszaninę ulgi i złości. Na szczęście, to nie żaden ze strażników, to by się mogło źle skończyć, zważywszy, że bóg kłamstw był w swojej prawdziwej postaci.
- Miałaś tu nie przychodzić – zwrócił się do osoby, stojącej teraz obok tronu.
Była to piękna kobieta o długich prostych włosach lśniących niczym skrzydła kruka. Wyglądała niczym czarny anioł zemsty. Przynajmniej gdy stała bokiem. Prawy profil twarzy… To nie była twarz tylko czaszka. Zamiast oka o niesamowicie czarnej tęczówce, ział pusty oczodół, przerażający swą ciemnością na tle jasnej kości. Miała na sobie czarny płaszcz, z jednej strony jakby skórzany, z drugiej – pokryty piórami. Loki dobrze wiedział, że nie było to okrycie, tylko złożone skrzydła. Gdy kobieta je rozłożyła, ujrzał zwiewną, czarną suknię okrywającą jej ciało, z jednej strony poszarpaną, jakby kobieta musiała po drodze stoczyć jakąś bitwę. Była niezwykle piękna, mimo, że w połowie była szkieletem.
- Wiem o tym. – jej głos był cichy i miękki. – Ale tak dawno cię nie widziałam. – wyciągnęła lewą dłoń i delikatnie pogłaskała policzek boga kłamstw.
- Przestań. – Loki złapał ją za przegub i odsunął od siebie. – Nie tutaj i nie teraz.
Wygięła usta w dziwnym grymasie: żalu, pomieszanego ze złością. Złożyła skrzydła i odsunęła się o krok.
- Po co przyszłaś, Hel? – zapytał Loki. – Bo chyba nie tylko dlatego, że się stęskniłaś?
Kobieta spiorunowała go wzrokiem.
- Uważasz mnie za głupią? – zapytała ostro. – Myślisz, że dałabym się na tyle ponieść emocjom, żeby tu przychodzić? I narażałabym cały nasz misterny plan, dla własnego kaprysu?
Loki nie lubił tych jej wahań nastroju, ale dobrze wiedział, że zarówno ona jaki i jej charakter mają dwa oblicza. Raz potrafiła być całkowicie opanowana i… urocza, choć nadal przebiegła i sprytna. Innym razem wybuchała niepohamowaną złością, a jej gniew mógł kosztować życie każdego, kto był na tyle nierozważny, aby wyprowadzić ją z równowagi.
- Oczywiście, że nie jesteś głupia. – odezwał się bóg kłamstw, wstając z tronu. – Ale powiedz, co cię tu sprowadza, bo przerwałaś mi coś naprawdę ważnego.
- Kiedy to zrobisz? – Hel przeszła od razu do rzeczy. – Kiedy będziemy mogli cieszyć się zwycięstwem?
- To nie jest takie proste. – Loki gwałtownie się od niej odwrócił. – Jeśli nie pokonamy Avengers, to nie uda nam się podbić Ziemi. Ostatnim razem…
- Ostatnim razem po swej stronie miałeś zaledwie Chitauri. – przerwała mu kobieta. – Moje Istoty Cienia są od nich znacznie potężniejsze i inteligentniejsze. Jeśli zrobisz to, co obiecałeś, bez trudu pokonają tych twoich Avengers.
- Nie lekceważ ich. – Loki spojrzał wprost na nią. – Może są tylko śmiertelnikami, w większości, ale potrafią być naprawdę… uciążliwi. Mogą pokrzyżować nasze plany.
- A więc, co zamierzasz zrobić? – Hel do niego podeszła.
- Sama zobaczysz. – bóg kłamstw machnął ręką.
Przed nimi pojawiło się duże lustro w złotej ramie. Zamiast swoich odbić, Loki i Hel zobaczyli Thora zamkniętego w celi. Bóg oszustw celowo nie pokazał jej całej sceny. Po chwili wszystko zniknęło, a lustro znów było tylko lustrem.
- Widzisz? – Loki spojrzał na swoją towarzyszkę.
- Kto go uwięził? – zdziwiła się kobieta.
- Pozostali Avengers. – odparł bóg kłamstw. – Drużyna się rozpada. Już wkrótce nic po niej nie pozostanie, a wtedy nikt nas nie powstrzyma.
- Wtedy zaatakujemy? – Hel poważnie na niego spojrzała.
- Tak. – odparł.
- Pamiętaj, że nie znoszę kłamstw. – kobieta odwróciła się i zniknęła, tak samo nagle jak się pojawiła.
„To źle sobie dobrałaś sprzymierzeńca.” pomyślał Loki siadając na tronie.
Znów odnalazł Sif. Gdy nie musiał komuś pokazywać wizji, nie potrzebował lustra.
Wojowniczka była teraz na jakimś dachu. Choć budynek zmienił się odkąd Loki widział go ostatnim razem, bez trudu go rozpoznał. Wieża Starka.
Na dachu stała Sif z pozostałymi Avengersami, także z Thorem…
Na ten widok w Lokim zawrzała wściekłość. Spowodowana z jednej strony tym, że jego plan został zniweczony, a z drugiej, bo nic nie mógł na to poradzić.
W tym momencie coś zwróciło jego uwagę.
„- Czyli chcesz otworzyć portal, podobny do tego, wytworzonego przez Tesseract?” Kapitan Ameryka zwracał się do Iron Mana.
„A więc ten głupi śmiertelnik myśli, że uda mu się odkryć drogę do Asgardu?” pomyślał bóg kłamstw. „Można by to wykorzystać.” Loki wpadł na pewien pomysł.
Stark sam nigdy nie otworzy portalu, ale gdyby mu pomóc…
Po bezprawnym wtargnięciu do Asgardu, Avengersi staliby się wrogami królestwa, a rycerze by się z nimi rozprawili.
Loki uśmiechnął się.
Musiał jeszcze coś zrobić, a potem dyskretnie wyręczy Starka w jego przedsięwzięciu.
Przyjął postać Odyna. Podszedł do drzwi, zdjął z nich zaklęcie zabezpieczające i ruszył złotym korytarzem przez pałac. Jego myśli zaprzątał nowy plan. Zastanawiał się jak wcielić go w życie. Wystarczyłoby tylko naprowadzić Starka, na któreś z istniejących przejść…
Loki skręcił za róg korytarza i otworzył pierwsze drzwi po lewej. Wszedł do pokoju, zupełnie innego od pozostałych pomieszczeń w pałacu. Była to zwyczajna, midgardzka sypialnia dziecięca.
Bóg kłamstw rozejrzał się po pokoju, w którym panował półmrok. Gdy zobaczył kobietę siedzącą na fotelu z dzieckiem na kolanach, podszedł do niej. Była to jedna z Istot Cienia. Przypominała postać ludzką, ale jakby stworzoną z gęstego, ciemnego dymu.
Kobieta spojrzała na niego. Jej oczy przypominały złote ogniki.
- Co cię tu sprowadza, panie? – zapytała, odkładając miseczkę z zupką, którą przed chwilą karmiła dziecko, na pobliski stolik. – Czy coś się stało?
- Nie, nic. – odparł Loki. – Chciałem się tylko upewnić, czy tu wszystko w porządku.
- Owszem. – kobieta wstała.
Nagle zniknęła. Ułamek sekundy później, znów się pojawiła, tym razem przy łóżeczku. Włożyła dziewczynę, którą cały czas trzymała na rękach, do środka.
Bóg kłamstw do nich podszedł.
- Nie rób tego. – zwrócił się do Istoty Cienia.
- Czego? – zdziwiła się.
- Nie podróżuj miedzy wymiarami razem z nią. – spojrzał na dziecko.
Katrina zaczęła się śmiać i wyciągnęła do niego rączki.
- Opka. – powiedziała i znów się zaśmiała.
- Nie rób tego więcej. – Loki zwrócił się do kobiety stojącej obok, odwrócił się i opuścił pokój. 

****************************************************************
A oto i Hel (obrazek mojego autorstwa :))





niedziela, 17 maja 2015

Rozdział V



Witajcie :) Dziękuję wam za komentarze. Uwielbiam je czytać i zawsze się cieszę gdy pojawia się jakiś nowy. Ale dobra, nie po to tu jestem, żeby słodzić, tylko po to, żeby pisać kolejne rozdziały ;D więc zapraszam do czytania

Zatrzymali się przed sektorem γ. Tony chwilowo zmniejszył zabezpieczenia tego pomieszczenia, aby Avengersi i Sif mogli do niego swobodnie wchodzić. Zanim drzwi się otworzyły Stark coś sobie przypomniał.
- Zanim tam wejdziesz – zwrócił się do Asgardki. – Musisz o czymś wiedzieć…
Opowiedział jej o wszystkim, co wydarzyło się w nocy. Banner i Wilson przysłuchiwali się całej tej historii z mieszaniną zdziwienia i zaciekawiania. Dopiero, gdy Stark doszedł do tego, dlaczego Thor go zaatakował, wszyscy, oprócz Steve’a, spojrzeli na niego z niedowierzaniem. Tony urwał na chwilę. W korytarzu zapanowała zupełna cisza. Nawet Sif nie wiedziała, co ma o tym sadzić.
- Myślę, że mógł za tym stać Loki. – odezwał się po chwili Kapitan.
- Też na to wpadłem. – wtrącił Stark.
- To ma sens. – mruknął Bruce.
- Jeśli nas skłóci, łatwiej będzie mu podbić Ziemię. – dodała Wdowa.
- Myślicie, że on chce znowu zaatakować świat? – zdziwił się Sam.
- Albo zemścić się na nas – odezwał się Tony. – Wszystko jedno, Ziemia i tak ucierpi…
- Dlatego musimy go powstrzymać, zanim zaatakuje – przerwał mu Steve. – A do tego potrzebujemy Thora.
Kapitan otworzył drzwi sektora γ. Wszyscy weszli do środka. Jako ostatni szedł Tony. Steve zagrodził mu drogę ręką.
- Jesteś pewien, że powinieneś tam wchodzić? – zapytał.
- A co? – zdziwił się Stark, zatrzymując się, aby nie wpaść na Kapitana.
- Chyba nie muszę ci przypominać, że ostatnim razem prawie cię zabił – powiedział tamten.
- Uuuu… Masz rację. – zaczął Tony. - A nie, chwila, przecież on jest teraz zamknięty w celi.
Steve usiłował zachować spokój, ale arogancja Starka drażniła go jak mało co.
- To nie znaczy, że masz go denerwować. – powiedział. – Zaczekaj, aż mu wszystko wyjaśnimy. – Tony już otwierał usta, żeby mu przerwać, ale Kapitan nie pozwolił mu na to. – Możesz przecież obejrzeć naszą rozmowę, na którymś ze swoich komputerów.
Trudno było się nie zgodzić z logiką jego słów, ale Tony nie przywykł do przegrywania utarczek słownych z Kapitanem. To zawsze on miał ostatnie słowo. Nawet jeśli ostatecznie i tak robił to co zaproponował mu Steve, to i tak zawsze wychodziło na to, że Stark chciał tego od samego początku.
- Od kiedy jesteś szefem? – odparował Tony, na tyle szybko, że Kapitan nie mógł zauważyć chwili wahania.
- Od jakiegoś półtora roku, Tony – powiedział Steve, który powoli zaczynał tracić cierpliwość. Ostatnio Stark negował prawie wszystko, co ten wymyślił.  – Do tej pory ci to nie przeszkadzało. Drużyna i tak cię nie interesuje, wolisz siedzieć…
- Nie. – przerwał mu Tony – Ja pytam, od kiedy jesteś MOIM szefem w MOJEJ wieży?
- No właśnie. – Steve nie miał zamiaru dać za wygraną. – Twoje, twoje… Nic innego się nie liczy. Tylko ty i to co lubisz, to co masz ochotę robić… Nie obchodzi cię drużyna. Myślałem, że się zmieniłeś, odkąd się pierwszy raz spotkaliśmy, Tony, ale się myliłem.
- Po co poprawiać to, co doskonałe? – rzucił brunet.
- Oczywiście – Kapitan uśmiechnął się ironicznie – NIE JESTEŚ ideałem, Stark. Popełniasz błędy i musisz się z tym pogodzić.
- Jasne – odparował Tony. – A ty wszystko robisz dobrze. – wypowiedział te słowa z taką ilością sarkazmu, na jaką było go stać. A stać było go na wiele.
- Nie chodzi o to, żeby się nie mylić. – powiedział ze złością Steve. – Tylko o to, żeby wyciągać z tych pomyłek wnioski. A to cię przerasta.
- Nie masz nawet pojęcia… - zaczął Tony, ale w tym momencie drzwi sektora γ otworzyły się.

Sif, Wdowa, Sokół i Bruce weszli do sektora γ zostawiając Steve’a i Tony’ego z tyłu. Gdy tylko Banner przekroczył próg pomieszczenia, drzwi się zamknęły.
Thor nadal miotał się po celi, lecz gdy zobaczył Asgardkę, skamieniał.
- Sif, przybyłaś mi pomóc? – zwrócił się do kobiety. – A skąd wiedziałaś…
- Thor, posłuchaj mnie. – przerwała mu wojowniczka. – Przybyłam, abyś to ty ocalił Asgard.
Wygląd Thora momentalnie się zmienił: Gromowładny przestał przypominać dzikie zwierzę zamknięte w klatce, znów był bogiem piorunów, majestatycznym władcą Asgardu.
- Co się stało? – zapytał natychmiast.
- Twój brat przejął władzę. – odparła Sif, podchodząc bliżej do celi. Pozostali zostali z tyłu.
Thor popatrzył na nią z niedowierzaniem.
- Jak to jest możliwe, skoro on nie żyje? – Gromowładny zbliżył się do ściany celi.
- Uwierz mi, żyje i ma się lepiej niż kiedykolwiek. – powiedziała wojowniczka. – Powiem ci wszystko co wiem…
- Mów jak najszybciej.
Kobieta znów zaczęła swoją opowieść.
Wdowa jej nie słuchała, bardziej była zainteresowana tym co działo się na korytarzu. Stark i Rogers o coś się sprzeczali. Robili to odkąd się poznali, ale ostatnio jakoś częściej. Niezgodność charakterów, owszem, ale teraz przesadzali. To źle wróżyło drużynie. Jeśli nie przestaną się kłócić…
Natasha wróciła myślami do sytuacji w pomieszczeniu. Sif właśnie skończyła swoją opowieść.
- Muszę powstrzymać mego brata! – krzyknął Thor. – Przyjaciele, wypuśćcie mnie stąd.
- Tylko Tony może otworzyć tę celę. – odezwał się Banner.
Na dźwięk tego imienia, oczy Thora się zwęziły, a szczęka napięła. Widząc to Wdowa odezwała się:
- Thor, przemyśl to. – podeszła do celi. – Czy to nie oczywiste, że to Loki chciał nas skłócić? Postawić przeciwko sobie, aby mógł swobodnie podbić Ziemię, lub dla zwykłej zemsty?
- Masz słuszność – Gromowładny spojrzał na nią. – To by było do niego podobne. Znów sprawił, że zrobiłem dokładnie to, czego chciał… Ale w takim razie, gdzie jest moja córka?!
Sif nie wiedziała, że książę Asgardu ma dziecko, ale uznała, że nie pora na pytania.
- Nie wiem, Thor. – powiedziała Wdowa. – Być może, to Loki ją zabrał.
- Zapłaci mi za to. Za moją rodzinę! – uderzył pięścią w przejrzystą ścianę z taką siłą, że przez chwilę wydawało się, że wypadnie ona z ramy. – Wypuśćcie mnie!
- Zawołasz Starka? – Banner zwrócił się do Wdowy.
„Oczywiście ja” pomyślała z irytacją, ale skinęła głową i wyszła na korytarz.
- Jeśli skończyliście się już kłócić… - zwróciła się do Steve’a i Tony’ego, którzy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. – to może Stark wypuści w końcu Thora z tej klatki? – mimo, że była zirytowana zachowaniem mężczyzn, w jej głosie nie dało się tego usłyszeć.
- Już nie chce mnie zabić? – zapytał po chwili Tony.
- Oczywiście, że chce, dlatego masz go wypuścić. – powiedziała sarkastycznie Natasha. – Mógłbyś już to zrobić, zanim Thor zniszczy tę celę? – dodała, słysząc kolejne uderzenie w „plastikową” ścianę.
- Nie da rady jej… - zaczął, ale Wdowa spiorunowała go wzrokiem. – Dobra, już idę. – mruknął i zniknął w sektorze γ.
Kapitan także chciał tam wejść, ale Natasha złapała go za ramię, zatrzymując w korytarzu. Mężczyzna spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Nie obchodzą mnie relacje między tobą, a Starkiem. – powiedziała poważnie Wdowa. – Ale moglibyście zachowywać się poważnie, gdy Thor wariuje, a w pokoju obok jest Asgardka, która uważa nas za wojowników godnych bronić jej świata. Zamiast tego, kłócicie się jak głupie nastolatki. – Steve chciał coś powiedzieć, ale kobieta mu na to nie pozwoliła. – Nie obchodzi mnie kto zaczął, ani o co poszło. – odwróciła się na pięcie i weszła do sektora γ, pozostawiając zaskoczonego Kapitana na korytarzu.
Gdy tylko przekroczyła próg, została zepchnięta na bok, przez zdenerwowanego Thora, który właśnie został uwolniony i, jak podejrzewała Natasha, chciał jak najszybciej odzyskać swój młot – Mjolnir został na dachu AvengersTower – oraz dostać się do Asgardu, co może okazać się niemożliwe, jak wynikało z opowieści Sif.
Wszyscy poszli za Gromowładnym, Steve i Natasha także.
- Thor, tylko nie przywołuj teraz młota. – odezwał się Stark, który był najbliżej Thora. – Jeszcze lubię podłogi i sufity w wieży.
- A więc gdzie jest Mjolnir? – zniecierpliwił się bóg piorunów.
- Na dachu. – odparł Tony. – Właśnie tam idziemy.
Zatrzymali się przed drzwiami windy. Tony ją przywołał. Wszyscy weszli do środka. Po chwili byli już na górze.
Gdy tylko drzwi windy się otworzyły, Thor przywołał młot.
- Hajmdalu, otwórz Bifrost! – zawołał Gromowładny, stając na środku dachu.
- Thor, wiesz że to się nie uda. – Sif położyła mu dłoń na ramieniu.
- Wiem – odparł. - ale musiałem spróbować. To jedyne przejście, jakie znam, za wyjątkiem Tesseractu. – odwrócił się do niej.
- Więc jak dostaniemy się do Asgardu? – zapytała wojowniczka.
- Są jeszcze inne przejścia… – zaczął Thor. – Szczeliny między wymiarowe. Ale gdzie one są wie tylko ON. – pozostali od razu domyślili się o kogo chodzi.
Na dachu zapadła cisza. Między Avengersami – którzy stali przy drzwiach windy – a Asgardczykami stał Stark, który najwyraźniej przestał zwracać uwagę na cokolwiek, co się wokół niego dzieje. Był pogrążony w myślach. Nagle się odezwał.
- Jane prowadziła badania nad Bifrostem, prawda? – zapytał.
Wszyscy spojrzeli na niego, zastanawiając się, o co mu chodzi?
- Tak. – odparł po chwili Thor.
- Wiesz gdzie są wyniki? – kontynuował, bez wyjaśnień.
- Do czego zmierzasz, Tony? – wtrącił się Bruce, który chyba domyślał się odpowiedzi.
- Jeśli będę miał dość dużo danych, być może uda mi się stworzyć portal, lub choć odnaleźć jedną z tych szczelin międzywymiarowych. – może to nie była do końca jego dziedzina, ale w końcu był geniuszem i sobie z tym poradzi.
- Czyli chcesz otworzyć portal, podobny do tego, wytworzonego przez Tesseract? – Kapitan zwrócił się do Starka. – Jesteś pewien, że to dobry pomysł?
- To jedyne wyjście. – odparł Tony. – Co ty na to? – zwrócił się do Thora.
- Oszalałeś, Tony Starku. – odparł bóg piorunów. – Ale jeśli jest choć mała szansa na powodzenie twego planu, jestem gotów zrobić wszystko, co będzie konieczne, aby ci pomóc.
- Na razie potrzebuję tylko danych zebranych przez Jane. – odparł Tony.