Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Hail Hydra". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Hail Hydra". Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 sierpnia 2014

Epilog



A to już koniec tego opowiadania. Na razie nie mam jeszcze pomysłu na trzecie opowiadanie, ale gdy tylko coś do mnie przyjdzie, to je napiszę :) Mam nadzieję, że zrozumiecie, wena bywa kapryśna :D Miłego czytania


W StarkTower panowała smutna atmosfera. Przez kolejne dni Avengersi prawie nie widywali Wdowy. Jeśli gdzieś się pojawiała, to szybko przemykała i znikała. Nikt nie miał odwagi jej szukać. W końcu nadszedł dzień pogrzebu Clinta.
Po uroczystości, Natasha szybko opuściła pozostałych. Kapitan ruszył za nią. Nagle przed nim pojawił się Coulson.
- Moje kondolencje. - powiedział.
Steve zatrzymał się w pół kroku. Już za późno, Wdowa zniknęła.
- Dziękuję - odarł. - A jak twój zespół?
Zaczęli iść przez cmentarz. Kapitan zauważył, że Phil nie wygląda najlepiej. Miał podkrążone oczy i był nienaturalnie blady.
- Jedna osoba jest w ciężkim stanie... - urwał na chwilę. - Ale myślę, że z tego wyjdzie. Pozostali już doszli do siebie.
Steve i Coulson rozmawiali jeszcze przez jakiś czas.


Kilka godzin później Avengersi siedzieli w salonie w StarkTower. Do pokoju wszedł Thor.
- Przyjaciele - powiedział. - Chciałem się z wami pożegnać. Wracam do Jane.
- Opuszczasz drużynę? - Tony się do niego odwrócił.
- Tak. - odparł Gromowładny. - Muszę zaopiekować się rodziną.
W salonie zapanowała niezręczna cisza. Thor opuścił pomieszczenie i wieżę.
Reszta bohaterów zamieszkała w StarkTower, które znów stało się siedzibą Avengers.

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział X



Blog przekroczył 2000 odwiedzin. Dziękuję, że jesteście i czytacie :) Ten rozdział dedykuję wszystkim moim czytelnikom. To dla was ;D


- W Alcatraz walczyliśmy nad ranem. - odezwał się Tony. - Potem byliśmy w tajnej bazie T.A.R.C.Z.A., a następnie w Waszyngtonie…
- Nie pamiętam - Wdowa potarła skronie. - Niczego nie pamiętam.
Usłyszeli jakieś dziwne zgrzyty i trzaski dochodzące z daleka. Wszyscy zaczęli nasłuchiwać. Hawkeye odwrócił się do Natashy.
- Nie pamiętasz tego, co ci powiedziałem? - zapytał.
Kobieta pokręciła głową.
- Nie - powiedziała - A co mówiłeś?
- No… więc… - zaczął Clint.
W tym momencie rozległ się potężny huk i drzwi do ich więzienia runęły na podłogę. W powstałym otworze pojawiły się trzy postaci. Po chwili stanęły w świetle i Avengersi bez trudu ich rozpoznali. Byli to X-Meni: Wolverine i Storm, a za nimi…
- Bruce, dobrze, że jesteś. - powiedział Kapitan.
- Ja też się cieszę, choć wolałbym żeby to było w innych okolicznościach. - odparł Banner. - Ale teraz musimy się pośpieszyć.
Na ścianie, obok wejścia, znajdował się elektroniczny panel kontroli. Bruce podszedł do niego. Zaczął przy nim majstrować i po chwili ściany cel Avengersów zniknęły. Byli wolni, wszyscy oprócz Thora, który nadal był skuty. Tony podszedł do Gromowładnego. Spojrzał na kajdany.
- To adamant. - powiedział. - Nie łatwo będzie je zdjąć.
Wolverine odwrócił się do nich.
- Poradzę sobie - powiedział.
Kilkoma szybkimi ruchami rozciął okowy. Gdy tylko opadły na podłogę, Thor wyciągnął rękę.
- Mjolnirze, do mnie! - zawołał.
Za drzwiami znów dało się słyszeć huki i trzaski. Po chwili przez wyłamane drzwi wleciał młot bojowy.
- My też musimy odzyskać swoje uzbrojenie - orzekł Steve. - Myślę, że jest tam gdzie był Mjolnir. Chodź…
- Ciii. - syknął Wolverine. - Słyszę żołnierzy, zaraz tu będą.
Kapitan i Hawkeye pomogli wstać Sokołowi i wszyscy szybko opuścili pomieszczenie. Korytarze tworzyły istny labirynt, ale dziury w ścianach, zrobione przez młot Thora, wskazywały im drogę. Gdy wyszli zza kolejnego zakrętu, zobaczyli dwóch strażników. Logan skoczył do przodu i szybko ich obezwładnił. Drzwi, których pilnowali prowadziły do miejsca ukrycia młota. Gdy weszli do środka, okazało się, że Kapitan miał rację. Było tam wszystko: tarcza Kapitana z wibranium, skrzydła Sokoła, broń Wdowy, łuk i strzały Hawkeye’a i pancerz Iron Mana.
W czasie, gdy pozostali zabierali swoje rzeczy, Tony podszedł do zbroi. Zniszczony reaktor łukowy uniemożliwiał jej uruchomienie. Chyba, że… Chyba, że znajdzie inne źródło zasilania. Tylko gdzie?
- Pośpieszcie się. - powiedział Logan. - Zaraz tu będą.
Nagle Stark wpadł na pewien pomysł.
- Uderz piorunem w zbroję. - powiedział.
- Zaraz wpadnie tu patrol. - rzucił Wolverine.
- Szybciej! - pośpieszył Thora Tony.
Gromowładny uniósł młot. Jedno z okien roztrzaskało się na miliony kawałków. Piorun Thora ugodził wprost w zbroję. Oczy pancerza rozbłysły. Stark włożył go dosłownie w ostatniej chwili, bo do pomieszczenia wdarli się żołnierze. Było ich może dwudziestu dobrze uzbrojonych.
- Stać! - krzyknął jeden z nich.
Wszyscy celowali w bohaterów.
- Przepuście nas! - zawołał Kapitan.
Żołnierze tylko się zaśmiali.
- Sami tego chcieliście. - powiedział Logan i ruszył do ataku.
Pozostali za nim. Bez trudu przedarli się przez ten mały oddział.
Nie długo zajęło im odnalezienie wyjścia. Gdy tylko znaleźli się na zewnątrz, nie wiadomo skąd pojawiła się przed nimi Omnis.
- Dokąd się wybieracie? - zapytała.
W tym momencie ze wszystkich stron otoczyli ich żołnierze Hydry. Czekali na rozkaz przywódczyni. Bohaterowie przygotowali się do odparcia ataku.
- Nie macie szans stąd uciec! - Omnis zaśmiała się złowrogo i uniosła w powietrze.
Gwieździste niebo natychmiast zasnuły gęste chmury. Burza rozpętała się w kilka sekund. Deszcz zacinał, a błyskawice co chwila rozświetlały niebo.
- Czas zakończyć te przepychanki. - powiedział do pozostałych Kapitan. - Albo ją pokonamy, albo zginiemy. Do boju.
- Do ataku! - krzyknęła Omnis.
Żołnierze ruszyli w stronę bohaterów. Nagle ziemią zatrząsł potężny ryk. Hulk wyrwał się do przodu, wprost na oddziały Hydry. Pozostali nie zostawali w tyle. Zielony olbrzym przedzierał się wprost do Omnis. Ta jednak nie miała zamiaru bezczynnie czekać. Wywołała potężne tornado, które porwało Hulka i poniosło nie wiadomo gdzie.
Storm uniosła się w powietrze. Thor był tuż obok niej.
- Dwóch na jedną? - zaśmiała się Omnis. - To niezbyt sprawiedliwe… Dla was.
Skierowała w ich stronę pioruny. Storm zrobiła unik, a Thor przekierował jeden z nich z powrotem do napastniczki.
- To wy tak! - krzyknęła, uchylając się przed gromem. - Zabawa się skończyła.
Deszcz zamienił się w grad. Lodowe pociski uderzał ze wszystkich stron. Storm nie długo na to pozwoliła. Po chwili z chmur zaczął padać śnieg.
- Nie pokonasz nas! - krzyknęła kobieta.
- Jeszcze zobaczymy! - Omnis była wściekła.
Płatki śniegu zaczęły wirować coraz szybciej i szybciej, zamieniając się w bryły lodu, które otoczyły Thora i Storm. Omnis stworzyła wokół nich coś na kształt lodowego kokonu, z którego nie mogli się wydostać. Żadne ataki nie skutkowały.

Mimo późnej pory, wokół Białego Domu, zaczęli zbierać się gapie. Część
wrogich żołnierzy ruszyła w ich stronę. Kapitan i Wolverine natychmiast pobiegli za nimi. Steve bez trudu ich wyprzedził, odgradzając drogę do niewinnych cywilów.
- Uciekajcie stąd! - krzyknął do ludzi, osłaniając się przed kulami.
- Potrzebujesz pomocy? - zapytał Logan, powalając dwóch żołnierzy.
- Pilnuj, aby cywile nie dostali się pod ostrzał. - odparł Steve, obezwładniając kolejnych.
Ludzie zaczęli się rozbiegać. Wybuchła panika. Kapitan i Wolverine robili wszystko, aby postronni świadkowie mogli bezpiecznie opuścić pole bitwy.

Wdowa i Hawkeye zostali odcięci. Ze wszystkich stron otaczały ich oddziały Hydry. Jednak radzili sobie dobrze.
- Musimy przedostać się do naszych. - oznajmił Barton.
- Masz… Clint z prawej - krzyknęła Natasha.
Mężczyzna uchylił się w ostatniej chwili.
- Dzięki.

Sokół i Iron Man byli wsparciem powietrznym. Ruszyli na pomoc Thorowi i Storm, Jednak zanim do nich dotarli, zauważyli, że coś dziwnego dzieje się na dole. Ziemia zaczęła drżeć i się rozstępować.
- Nie dobrze. - mruknął Tony. - Trzeba ich stamtąd zabrać! Rozdzielmy się! - krzyknął do Sama.
- Tak jest! - polecieli w przeciwne strony.
Sokół złapał za ręce Natashę i Clinta i zabrał ich na najbliższy dach dosłownie w ostatniej chwili, ponieważ w miejscu gdzie stali ziała teraz ogromna dziura.
- Dzięki! - zawołali oboje, gdy Sam odlatywał.

Iron Man ruszył w kierunku Steve’a i Logana. Chciał ich stamtąd zabrać, ale…
- Najpierw cywile! - krzyknął Kapitan.
- Poradzimy sobie! - dodał Wolverine.
Tony zabierał ludzi z najbardziej zagrożonych miejsc. Po chwili dołączył do niego Sokół. Steve i Logan osłaniali ich, pilnowali aby żaden żołnierz ich nie atakował.

Hawkeye i Wdowa z góry atakowali wroga. Jednak żołnierze dostali się na dach. Bohaterowie zostali otoczeni. Dzielnie się bronili, choć wróg miał przewagę.
- Wdowa, uważaj! - krzyknął Hawkeye, odpychając ją na bok.
Kula przeszyła jego klatkę piersiową. Upadł.
W tym momencie Natasha usłyszała donośny ryk. Na dach wskoczył Hulk i zaczął walczyć z żołnierzami. Ale ją niewiele to obchodziło. Podbiegła do Clinta. Uklęknęła przy nim. Delikatnie ujęła jego głowę i położyła na swoich kolanach.
- Clint - mówiła cicho, łzy spływały jej po policzkach.
 - Nic mi nie jest. - mówienie wyraźnie sprawiało mu trudność. - Bywało gorzej. - uśmiechnął się mimo bólu.
- Cii - szepnęła Wdowa. - Nic nie mów. - przytuliła go.
- Pamiętam, Clint. Wszystko pamiętam. - mówiła przez łzy. - Też cię kocham, więc nie możesz mnie opuścić - pocałowała go.
Jej palce były zbroczone jego krwią.
- Jestem taki zmęczony - wyszeptał Barton.
- Nie możesz zasnąć. - łkała. - Nie zostawiaj mnie, Clint.
Mężczyzna zamknął oczy. Deszcz mieszał się z jego krwią. Rude włosy Natashy przyklejały jej się do twarzy, ale nie zwracała na to uwagi. Tuliła tylko martwe ciało mężczyzny. Po policzkach płynęły jej łzy.

Żołnierzy z każdą chwilą przybywało. Iron Man nie był w stanie poderwać się do lotu. Co chwila strzelał z repulsorów, jednak na każdego obezwładnionego żołnierza, pojawiało się kolejnych dziesięciu.
- Zostało 20% mocy. - odezwał się J.A.R.V.I.S.
- Przekieruj moc do repulsora piersiowego. - krzyknął Tony.
Wystrzelił potężny ładunek. Udało mu się zrobić duży wyłom w szeregach wroga. Przedostał się do Kapitana i Wolverine’a. Sokół leciał nad nimi i pomagał w walce. Hulk odparł już atak na dach, dołączył do pozostałych. Żołnierze nie mieli szans.
Nagle niebo rozświetlił błysk. Thor i Storm wydostali się z pułapki Omnis. Oczy Storm były białe, włosy miała rozwiane, nad nią zaczęły iskrzyć pioruny. Gromowładny także je przywołał. Omnis nie miała zamiaru stać bezczynnie. Wystrzelili równocześnie. Ładunki się zderzyły. Ogromne wyładowanie i niesamowity blask. Wszyscy na dole odwrócili wzrok. Wobec połączonych mocy Thora i Storm Omnis nie miała szans. Piorun przeszył ją i kobieta opadła martwa na ziemię. Jej wojska były w rozsypce.
- Wygraliśmy. - powiedział Tony.
- A gdzie Wdowa i Hawkeye? - Kapitan rozejrzał się dookoła.
- Są na dachu. - powiedział Sokół, opadając na ziemię.
Wszyscy ruszyli w tamtą stronę. Wszyscy oprócz Bannera, który siedział oparty o ścianę najbliższego budynku. Steve podszedł do niego.
- Dziękuję, że jednak zdecydowałeś się walczyć. - powiedział.
- A co miałem zrobić? - Bruce wydawał się zmęczony. - Nie lubię tracić kontroli, ale nie mogłem stać bezczynnie z boku.
Kapitan uśmiechnął się i poszedł za pozostałymi. Wkrótce dotarli na dach. To co tam zobaczyli, zatrzymało ich w pół kroku. Wdowa odwróciła się do nich.
- On… On… - płakała. - Nie żyje.
Avengersi pierwszy raz widzieli ją w takim stanie. W ogóle pierwszy raz widzieli, żeby okazywała silniejsze emocje.
Kapitan podszedł do kobiety. Delikatnie ją podniósł, a ona wtuliła twarz w jego ramię. Nadal płakała.

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział IX



Ten rozdział dedykuję mojej przyjaciółce Jagodzie (myślę, że się domyśli dlaczego) i fanom innej bardzo popularnej serii Marvela, a jakiej to się przekonacie po przeczytaniu rozdziału :)


Bruce bardzo szybko uporał się ze wszystkimi sprawami i już następnego dnia był gotowy do lotu. Kupił bilet na samolot do Stanów, do Nowego Jorku. Wylądował około dwudziestej. Postanowił wstąpić do kawiarni. Podeszła do niego młoda kelnerka.
- Co podać? – zapytała.
Banner patrzył na telewizor, właśnie leciały wiadomości.
- Kawę bezkofeinową. – powiedział – Mogłaby pani zrobić głośniej? – skinął w stronę telewizora.
- Nie ma problemu. Kawa zaraz będzie – odeszła.
- Z ostatnie chwili – dobiegł głos z telewizora – Cały świat nie może w to uwierzyć. Nie jaka Omnis przejęła dziś władzę w Waszyngtonie. Grupa superbohaterów zwana Avengers próbowała ją powstrzymać, jednak nie była w stanie. Omnis ogłosiła, że jutro w południe zostaną straceni, a ona przejmie władzę w całym kraju…
Banner zerwał się na równe nogi. Zostawił pieniądze na stoliku i ruszył do wyjścia.
- Dokąd pan idzie? – zapytała kelnerka. – Przecież nie podałam jeszcze kawy.
- Coś mi wypadło. – powiedział tylko i wyszedł z kawiarni.
Wpadł do łazienki. Na szczęście nikogo tam nie było. Bruce obmył twarz zimną wodą i zacisnął dłonie na brzegu umywalki. Wziął kilka głębokich oddechów.
 „Muszę coś zrobić. Jakoś im pomóc…”
Postanowił dowiedzieć się czegoś więcej o Omnis. Ruszył do kafejki internetowej. Usiadł przy jednym z komputerów i wstukał w wyszukiwarkę odpowiednie hasło. Szybko odnalazł właściwy materiał. Założył słuchawki i włączył film.
- Doszły nas wieści, że coś się dzieje przed Białym Domem. – usłyszał głos reporterki. – Zaraz będziemy na miejscu. – wyszli zza budynku, kamera natychmiast skierowała się na Pałac Prezydencki.
- Co tam się dzieje!? – mówiła reporterka. – Jakaś armia. Nie wiem czy…
Banner zdjął słuchawki. Nie miał ochoty słuchać chaotycznej relacji, wolał obejrzeć materiał bez dźwięku.
Ta Omnis była potężna i byłą mutantem. Pokonała nawet Thora.
Bitwa się skończyła, jeden z żołnierzy przegonił reporterkę. Bruce wyłączył film.
Aby odnaleźć Avengersów, potrzebował pomocy. I wiedział gdzie ją znajdzie.
Wiele lat temu przyjaźnił się z pewną dziewczyną. Miała niezwykłe moce, wkrótce po ich odkryciu wyjechała do szkoły dla szczególnie uzdolnionych. Nadal utrzymywali kontakt, pisząc listy. Pisali o wszystkim. Wiedziała nawet o jego „wypadku” (to był ostatni list jaki do niej wysłał), a on wiedział gdzie jest jej szkoła. Postanowił się tam wybrać.
Zamówił taksówkę i udał się do StarkTower.
Stanął przed drzwiami wieży.
- Witam, doktorze Banner. – odezwał się J.A.R.V.I.S. – W wieży jest tylko panna Potts. Pana Starka nie ma.
- Wiem – odparł mężczyzna – On i pozostali Avengersi mają kłopoty. Chcę im pomóc.
Drzwi się otworzyły.
- Panna Potts wie o pana przybyciu. – powiedział komputer. – Proszę skierować się do salonu.
Bruce poszedł do windy. Po chwili był już na górze. Gdy wszedł do salonu, rzuciła mu się na szyję zapłakana kobieta.
- Tony… - szlochała. – on… oni…
- Wiem – Banner zaprowadził ją do kanapy. – Chcę im pomóc.
- Pomóc… im… - powtórzyła Pepper.
Trochę zaczęła się uspokajać.
- Nie martw się, zrobię wszystko… - mówił Bruce. – A jeśli ja nie dam rady, to zielony na pewno da. – uśmiechnął się.
Kobieta wytarła twarz jedną z chusteczek, które leżały wszędzie.
- Już lepiej? – rudowłosa kiwnęła głową. – Potrzebuję jeta, wiesz gdzie są kluczyki?
- Tak – Pepper wstała, podeszła do barku i coś z niego wyjęła. – Oto one.
- Dziękuję – zabrał kluczyki. – I nie martw się. – wyszedł.
Wsiadł do jeta i wzbił się w powietrze. Wprowadził współrzędne do autopilota. Wkrótce wylądował na boisku obok akademii Xaviera. Wysiadł z maszyny.
Nagle z cienia wybiegł jakiś dobrze zbudowany mężczyzna trochę przypominający zwierzę. Złapał Bannera za koszulę i przycisnął go do ściany budynku.
- Kim jesteś? – warknął. – Czego tu szukasz?
- Spokojne… - Bruce uniósł ręce – Ja…
Ze środka wyszła kobieta. Gdy zobaczyła scenę, jaka rozgrywała się na zewnątrz, krzyknęła.
- Puść go, Logan! – podbiegła do nich. – To mój przyjaciel.
Wolverine go puścił. Banner opadł na kolana, zacisnął pięści i zaczął głęboko oddychać.
- Nic ci nie jest, Bruce? – Storm uklęknęła przy nim.
- Nie, Or… - powiedział cicho. – Ale lepiej się odsuń.
Po chwili się podniósł.
- Przepraszam, za to. – powiedział.
- Co cię tu sprowadza? – kobieta poprowadziła go do środka, Logan szedł za nimi.
- Kłopoty, niestety. – powiedział.
Weszli do salonu. Banner i Storm usiedli na kanapie, a Wolverine oparł się o fotel.
- Kim on w ogóle jest, Storm? – zapytał.
- To doktor Bruce Banner, mój dawny przyjaciel. – odparła kobieta. – A więc, co się stało? – zwróciła się do mężczyzny siedzącego obok niej.
- Słyszałaś o wydarzeniach w Waszyngtonie? – zapytał.
- Tak. – odpowiedziała ze smutkiem. – Chcesz ich uwolnić?
- Owszem. Ale nie mam pojęcia gdzie są.
Logan spojrzał na nich.
- O czym wy mówicie?
- Jakaś mutantka o imieniu Omnis…- zaczęła wyjaśniać Storm. – Przejęła władzę w Waszyngtonie i pojmała Avengersów…
- Ogłosiła, – kontynuował Banner - że jutro w południe ich zabije i przejmie władzę w całym kraju.
- Dobra, ale co ty masz z tym wspólnego? – zapytał Wolverine.
- To moi przyjaciele. – odparł Bruce – Należę do tej drużyny.
Logan wyglądał na zbitego z tropu.
- Może trudno ci będzie w to uwierzyć, ale to ja jestem Hulkiem. – Banner przeniósł wzrok na Storm. – Była byś wstanie ich odnaleźć?
- Ja nie – kobieta pokręciła głową. – Ale wiem kto mógłby to zrobić. – wyszła z pokoju.
Po chwili wróciła z jakąś, może czternastoletnią, dziewczynką.
- To jest Emma – przedstawiła ją Storm. – Potrafi namierzyć każdego, kogo kiedykolwiek widziała; nie ważne czy na żywo, czy na zdjęciu. – Zwróciła się do dziewczynki. – Wiesz gdzie są Avengersi?
Dziecko zamknęło oczy i zmarszczyło brwi. Po chwili znów na nich spojrzało.
- Wiem – powiedziała. – Są w Waszyngtonie, pod Białym Domem.
- Pod? – dopytywała Storm.
- Tak, tam jest jakieś takie tajne więzienie czy coś. – odparła.
- Dziękuję ci, Emmo. – kobieta się do niej uśmiechnęła. - Możesz już wrócić do siebie.
Dziewczynka wyszła z pokoju.
- Co wy tu robicie? – usłyszeli jej głos z korytarza.
- Ciii…
Logan wyszedł z salonu, po chwili wrócił, prowadząc dwóch nastolatków: dziewczynę i chłopaka.
- Podsłuchiwali. – powiedział mężczyzna.
- Szykuje się jakaś misja? – zapytała dziewczyna o długich, brązowych włosach z jednym białym pasemkiem.
- Nie dla was – odpowiedziała stanowczo Storm.
- Dlaczego? – odezwał się chłopak.
- Ponieważ… - kobieta nie chciała się z nimi kłócić. – musicie przypilnować pozostałych, gdy nas nie będzie.
- Lecicie ze mną? – zapytał Banner.
- A co myślałeś? – odparł Logan. – Ona jest mutantem i stanowi zagrożenie dla całego świata…
- A więc ustalone. – skwitowała Storm. – Bobby i Shelma, wy zostajecie w szkole. Wolverine i ja lecimy z Brucem do Waszyngtonu.
 Dorośli wyszli z salonu, zostawiając niezadowolonych nastolatków samych.

środa, 30 lipca 2014

Rozdział VIII



Ostatnio dodaję rozdziały zbyt rzadko, więc ten ukazuje się już w środę J Miłego czytania.

Nad miastem zawisły gęste chmury. Nie ułatwiało to lotu, ale przynajmniej maskowały one samolot. Mieli w prawdzie kamuflaż, jednak zużywał on dużo energii i nie był idealny.
May przełączyła samolot na autopilota. Postanowili użyć jetów, które były mniejsze i łatwiej możne je było ukryć. Podzielili się na dwie grupy; w jednej byli Avengersi, a w drugiej Agenci. Włączyli tryb niewidzialności i wyruszyli.
Superbohaterowie lecieli przodem. Wkrótce znaleźli się w pobliży Białego Domu. Wylądowali na dachach pobliskich budynków. To był najbardziej prawdopodobny cel ataku. Czekali na pojawienie się Omnis.
Nagle wokół zrobiło się zupełnie ciemno. Chmury nie przepuszczały ostatnich promieni słońca, a światła miasta zgasły.
- Co się dzieje? – zapytał Hawkeye.
- To ona. – powiedział tylko Kapitan.
Tak samo niespodziewanie wszystko rozbłysło.
Ponad Białym Domem unosiła się Omnis. Tuż przed nią lewitował Prezydent. Avengersi i Agenci w jednej chwili wysiedli z jetów. Clint błyskawicznie wystrzelił strzałę wybuchową wprost w kobietę. Zaskoczona, cofnęła się kilka metrów, uwalniając Głowę Państwa. W tym momencie przeleciał Iron Man i złapał go.
- Witam, panie Prezydencie. – powiedział.
Postawił go tuż przed drzwiami do budynku Departamentu Skarbu Stanów Zjednoczonych.
- Nich się pan gdzieś ukryje. – dodał, odlatując w stronę pola bitwy.

- Wy żyjecie?! – krzyknęła zaskoczona Omnis. – Nie zdołacie mi przeszkodzić!
Zewsząd zaczęli się pojawiać żołnierze Hydry. Mieli znaczną przewagę liczebną, ale „Avengersi nigdy się nie poddają”. Ruszyli do ataku. Omnis wylądowała na ziemi. Wrogie oddziały napierały ze wszystkich stron. Agenci podzielili się na dwie grupy i zaczęli ostrzał z jetów. W tym czasie Avengersi próbowali przedrzeć się do przywódczyni, która nie wyrażała najmniejszej chęci do walki.
Nowe gadżety sprawdzały się świetnie. Żołnierze padali jak muchy po trafieniu z żądeł Wdowy. Tarcze Kapitana, może nie była tak wytrzymała jak stara, ale otaczała go polem siłowym, mógł też bez problemu atakować. Hawkeye używał wielu różnych strzał: jednych żołnierzy splątał siecią, innych oszołomił strzałą wybuchową, kolejnych oślepił strzałą błyskową… Zbroja Tony’ego działała bardzo dobrze: ładunki repulsorowe, mini rakiety, tarcza ochronna. Skrzydła Sokoła także…
- Sokół, a co ty tu robisz? – zapytał Stark, który musiał gwałtownie skręcić, aby uniknąć zderzenia.
- Pomagam… - zdążył tylko powiedzieć Sam, bo w tym momencie usłyszeli wybuch i zobaczyli jak jeden z jetów spada na ziemię.
Wdowa i Hawkeye zostali otoczeni. Stali do siebie plecami i strzelali do nadciągających z każdej strony oddziałów Hydry. Thor przybył im na pomoc.
- Na potęgę Asgardu! – wykrzyknął i na ziemię spadł deszcz błyskawic.
Żołnierze wokół Natashy i Clinta padli na ziemię.
Kapitan zdołał przedostać się przez wrogie oddziały. Biegł w kierunku Omnis, gdy nagle…
- Hej! – krzyknął ze zdumieniem.
Zapadł się po pas w ziemię. Nie mógł się wydostać. Właśnie miał rzucić tarczą, gdy poczuł ukłucie na karku. Świat zawirował, a potem była tylko ciemność.
Tony, widząc to, natychmiast uwolnił się od żołnierzy Hydry i poleciał w tamtą stronę. Omnis go zauważyła, wysłała w jego kierunku ostro zakończone odłamki kamienia, które po chwili zmieniły się w diament. Iron Man uruchomił tarczę, ale było już za późno: jeden z odłamków przebił reaktor łukowy.
- Poziom mocy w stanie krytycznym – rozległ się głos J.A.R.V.I.S.a – Brak możliwości podtrzymania funkcji lotu.
- Zrób coś! – krzyknął Tony.
- Nieeee mooogeee…. – zbroja się wyłączyła.
Stark runął na ziemię. Nie mógł się ruszyć.

Clint i Natasha, wspierani prze drugi jet, bronili wejścia do budynku Departamentu Skarbu Stanów Zjednoczonych, w którym przebywał Prezydent. Żołnierze atakowali zewsząd.
- Szlag! – krzyknęła nagle Wdowa – Skończyła mi się amunicja!
Hawkeye sięgnął do kołczanu.
- A mnie strzały! – odkrzyknął.
- Będzie to trzeba załatwić po staremu – mruknęła. – Bezpośrednio.
Żołnierzy było jednak zbyt wielu. Nacierali z każdej strony. Natasha i Clint nie mieli szans.
- Kocham cię. – wyszeptał jej do ucha.
Ogarnęła ich ciemność.

Thor zauważył, że Kapitan i Stark mają kłopoty. Ruszyli z odsieczą. Sokół osłaniał tyły.
- Omnis, zaiste tego pożałujesz! – krzyknął Thor, wysyłając w jej stronę błyskawicę.
- Nie sądzę, Gromowładny. – odparła, przekierowując piorun w niego.
Książę Asgardu ledwie zdołał uniknąć trafienia.
Walka była zacięta, błyskawice pojawiały się co chwilę.
Nagle rozległ się potworny huk, drugi jet został zestrzelony. Thor i Sokół odwrócili się by sprawdzić co się stało i to był błąd. Sokół poczuł ukłucie na szyi. Świat natychmiast zawirował i Falcon spadł na ziemię.
Omnis przywołała ogromne pioruny i wycelowała w Thora. Ten nie zdążył ich uniknąć. Runął na ziemię. Próbował się podnieść, ale kobieta nie dawała mu na to szansy, strzelając kolejnymi gromami.

***

Omnis siedziała w fotelu prezydenta, tyłem do biurka. Za oknami było już ciemno. Do pokoju wszedł wysoki, ciemnoskóry mężczyzna.
- Wszystko gotowe? – zapytała kobieta, nie odwracając się.
- Tak. – mężczyzna stał przy drzwiach. – Avengersi są uwięzieni.
Omnis wstała i spojrzała na niego.
- Jutro w południe zostaną straceni na oczach wszystkich.

***

Tony nawet na chwilę nie stracił przytomności. Pamiętał wszystko. Jak żołnierze zabrali go z pola bitwy. Jak długo próbowali zdjąć z niego zbroję i jak im się to udało. Chciał się uwolnić, ale było ich zbyt wielu. Zamknęli go w jakiejś celi pod Białym Domem. Nawet nie wiedział o istnieniu tego „więzienia”.
Teraz chodził w tę i z powrotem, miotając się jak zwierzę w klatce, i czekał aż pozostali się obudzą. Ścianami celi były pola siłowe, nie mógł się wydostać, ale wszystko widział.
Obok niego, po prawej, był Kapitan. Powoli zaczynał dochodzić do siebie.
Po lewej – Thor zakuty w adamantowe okowy. Odkąd Stark trafił do swojej celi, bóg piorunów usiłował się z nich uwolnić i przywołać swój młot, ale nie był w stanie.
Naprzeciwko Steve’a była cela Sokoła. On także zaczynał się budzić, podobnie jak Hawkeye, który był zamknięty obok.
Tylko Wdowa, w ostatnie celi, nie poruszała się.
Kapitan ostrożnie się podniósł.
- Co to było? – zapytał, dotykając czoła. – Ale mnie głowa boli. – rozejrzał się. – Gdzie my jesteśmy?
- W więzieniu… - zaczął Tony, ale w tym momencie znów rozległy się krzyki Thora.
- Na potęgę Wszechojca! Jak oni śmieli uwięzić księcia Asgardu?! – kolejna próba rozerwania kajdan spełzła na niczym.
- … pod Białym… - Stark próbował kontynuować, ale nie mógł.
- Mjolnirze do mnie! – znów przerwał mu Gromowładny. – Cóż to za diabelskie…
- Thor! – Tony miał dość. – Czy mógłbyś się, łaskawie, uspokoić?!
- Możecie być ciszej? – usłyszeli Hawkeye’a z sąsiedniej celi. – Zmarłego byście obudzili.
- No właśnie. – odezwał się Sokół.
- Gdzie my jesteśmy? – zapytali równocześnie.
- Właśnie próbowałem to powiedzieć. – zniecierpliwił się Stark. – Ale Thor ciągle mi przerywał. Jesteśmy w więzieniu pod Białym Domem, gdzie zamknęła nas Omnis, po tym jak przegraliśmy bitwę.
- Jaką bitwę? – wszyscy spojrzeli w stronę Natashy. Kobieta uniosła się na łokciach.
- Tą, którą stoczyliśmy z oddziałami Hydry, w Waszyngtonie. – powiedział Hawkeye.
- W Waszyngtonie? – powtórzyła z niedowierzaniem Wdowa. – Przecież walczyliśmy w Alcatraz…

piątek, 25 lipca 2014

Rozdział VII



Rozdział znowu spóźniony. Sorki. Miałam wyjazdowy weekend. Mam nadzieję, że zrozumiecie.
PS.: Rozdział zawiera spojlery z Agentów T.A.R.C.Z.Y.
Blog przekroczył 1500 odwiedzin. Dziękuję, że jesteście.


Na plaży pojawił się…
- Coulson… - Avengersów zamurowało – Ty żyjesz?
Phil podszedł do nich.
- O to samo mógłbym zapytać was. – odpowiedział.
- Jak to? – Kapitan zmarszczył brwi.
- Wyjaśnię wam wszystko, ale nie tu. – oznajmił agent – Mój samolot czeka, musimy stąd zniknąć.
Wszyscy ruszyli za nim do maszyny. Thor zabrał zbroję Iron Mana. Po kilku minutach byli w powietrzu. Phil zaprowadził ich do salonu. Posadzili Sokoła w jednym z foteli. Clint także usiadł, nie wyglądał dobrze.
- Od świtu, na każdym kanale, emitowany jest film, na którym jakaś kobieta ogłasza, że zginęliście – zaczął Coulson – Pokazuje tonące Alcatraz i grozi zniszczeniem Waszyngtonu, jeśli do zachodu słońca nie zostanie jej przekazana władza. Mamy niecałe osiem godzin.
- Mówisz o Omnis – powiedział Kapitan, gdy tamten skończył. – Rzeczywiście walczyliśmy z nią dzisiaj. Jest mutantką i ma bardzo potężne moce. Bez trudu pokonała całą naszą szóstkę. Potrzebujemy dobrego planu.
- Powiedzcie, co o niej wiecie. – zaproponował Phil. – Mamy jeszcze przed sobą kilkadziesiąt minut lotu, a nie mamy wystarczająco czasu, aby móc go marnować.
Wszyscy usiedli.
- Z tego, co wiemy – zaczął Tony. – potrafi wpływać na pogodę oraz grawitację. Wywołuje trzęsienia ziemi, tornada, tsunami, może unosić siebie lub kogoś w powietrzu, oraz sprawić, żeby przyciąganie wcisnęło go w podłogę…
- Wydaje mi się, że ona może o wiele więcej – stwierdził Steve – Jest przywódcą Hydry, to ona stała za zniszczeniem T.A.R.C.Z.A. Mówiła też coś o jakimś projekcie „Stonoga”.
- O tym to ja wam mogę coś więcej powiedzieć. – przyznał Phil. – Podczas inwazji naprawdę zginąłem. Myślałem, że tylko na kilka minut, ale okazało się, że na o wiele dłużej. Jakiś czas wcześniej sprawowałem kontrolę nad pewnym projektem. Pracowaliśmy nad lekiem, który mógłby uleczyć najcięższe rany. Udało nam się, jednak skutki uboczne były zbyt duże. Ostrzegałem przed tym Fury’ego. Mimo to, gdy Loki przebił mnie włócznią, dyrektor podał mi ten lek. Jak widać zadziałał. Nieco później stworzyłem drużynę, oddział, który zajmował się „dziwnymi” sprawami. Projekt Stonoga miał na celu stworzenie Superżołnierzy, zasilanych Extremis, energią gamma i serum, których dałoby się kontrolować. Opracowali odpowiednią substancję, gdy udało im się ją ustabilizować, chcieli pozyskać G350 – lek, który przywrócił mnie do życia – aby jeszcze ulepszyć swoich żołnierzy. Nie udało im się to. Później Hydra pokazała swe macki. Projekt Stonoga prawie został ukończony, ale udało nam się go zniszczyć i uwolnić żołnierzy. Teraz zajmujemy się odbudową Agencji.
- Udało nam się zniszczyć obie części fazy II planu Omnis – podsumował Kapitan. – Chciała wykorzystać lotniskowce i żołnierzy do kontrolowania podbitego świata. Musimy ją jeszcze powstrzymać przed przejęciem władzy…
Samolot zaczął obniżać lot.
- Zaraz będziemy na miejscu. – oznajmił Coulson.
- Czyli gdzie? – zapytała Wdowa.
- W tajnej bazie „Plac Zabaw”.
Po chwili wylądowali. Gdy wyszli z samolotu, w hangarze czekał na nich komitet powitalny – trzy kobiety i mężczyzna.
- A to właśnie jest moja drużyna. – powiedział Phil. – May – wskazał na ładną Azjatkę. – Skye – była piękną brązowowłosą dziewczyną. – Fitz Simmons – ta para wyglądała na naukowców.
Jeden z „naukowej parki” podszedł bliżej. Trzymał coś w ręce.
- To są kart dostępu – oznajmił, podając każdemu Avengerowi, po jednej. – Otwierają wszystkie drzwi w tym obiekcie.
- Zabierz rannych do części szpitalnej – zwrócił się do niego Coulson – Niech Simmons się nimi zajmie.
Simmons poszła przodem, Kapitan i Fitz prowadzili Sokoła, a Hawkeye ruszył za nimi. Phil zaprowadził pozostałych do centrali. Było to duże pomieszczenie, prawie w całości zajmowane przez stół Holograficzny. Wokół niego były poustawiane krzesła. Wszyscy usiedli. Tony wydawał się być zniecierpliwiony. Po chwili do pokoju weszli Kapitan i Fitz.
- Trzeba opracować plan. – powiedział Steve, zajmując miejsce.
- Do tego potrzebujemy danych. – odezwał się Stark – Myślę, że będę w stanie odzyskać coś z pamięci zbroi. Muszę też ją naprawić, bo teraz nie nadaje się do niczego. Pozostałym też przydałaby się jakaś broń.
- Masz rację – podsumował Kapitan. – Zrobisz to?
- O ile jest tu parę niezbędnych rzecz…
- Mamy nieźle wyposażone laboratorium – oznajmił Phil – Fitz cię zaprowadzi. Tylko prześlij nam te dane jak najszybciej.
Mężczyźni opuścili centralę. Po kilku minutach dotarli na miejsce. Tony zatrzymał się przed drzwiami.
- Muszę przynieść tu moją zbroję i to, co zostało ze skrzydeł Sokoła. – powiedział.
- Wszystko jest już w laboratorium, panie Stark. – oznajmił Fitz.
Weszli do środka. Pracownia była dobrze wyposażona: wiele komputerów, duży stół roboczy, na którym leżała zbroja, i mnóstwo zaawansowanych urządzeń. W prawdzie nie umywała się do zbrojowni Tony’ego, ale powinna wystarczyć.
Stark podszedł do pancerza, zostawiając Fitza przy drzwiach. Chwilę majstrował przy hełmie, po czym wyjął z niego jakieś małe urządzenie. Włączył komputery i podłączył je do nich.
- Witam, sir – odezwał się J.A.R.V.I.S., który przejął system w laboratorium.
- Przynajmniej ty nadal działasz – mruknął Tony – Zrób skan pancerza i odzyskaj wszystkie dane z ostatniej walki.
W pomieszczeniu pojawiły się holograficzne ekrany z różnymi wykresami. Stark spojrzał na Fitza.
- Podobno jesteś niezłym fizykiem. – powiedział – Chciałbyś mi pomóc?
- Oczywiście, panie Stark. – młody naukowiec podszedł do ekranów.
- Po co tak oficjalnie – odezwał się tamten – Mów mi Tony…
- Sir, dane zostały odzyskane. – przerwał im komputer.
- Prześlij je do komputera w centrali. – rzucił Stark – A co z pancerzem?
- Wykryto wiele uszkodzeń struktury zewnętrznej. Jego zdolności ochronne są znacznie ograniczone. Większość układów elektronicznych jest sprawna. Główne przekaźniki zostały zniszczone. Naprawy wymaga także źródło zasilania.
- Wyświetl szczegółowe informacje na ekranie. – polecił Tony, przyglądając się pancerzowi.. – Muszę zrobić nową maskę, ale to na końcu. Najpierw naprawię główne przekaźniki.
Zabrali się do pracy. Szybko naprawili połączenia, wzmocnili tarcze i przeszli do reaktora łukowego. Na szczęście rdzeń nie był uszkodzony. Stark wyją go i odłożył. Odbudowali obudowę i zamontowali z powrotem do zbroi. Potem przeszli do maski. W bazie T.A.R.C.Z.A. nie było odpowiednich materiałów, ani warunków do wytapiania metalu, więc musieli improwizować, ale im się udało. Wkrótce pancerz był sprawny. Uszkodzeń struktury nie naprawili, ponieważ musieliby wykonać wszystkie elementy od nowa, a maska była stalowa i miała bardzo prosty wyświetlacz, oraz system, ale najważniejsze, że całość działała.
- Dobra robota – powiedział Tony. – Teraz czas na uzbrojenie pozostałych.

***

W centrali wszyscy czekali na dane od Tony’ego.
- Pan Stark kazał przesłać informacje – wszyscy aż podskoczyli, gdy J.A.R.V.I.S. się odezwał.
Nad stołem pojawiły się holograficzne obrazy. Były to nagrania przedstawiające różne fragmenty walki z Omnis. Wszyscy zaczęli im się przyglądać.
- Spójrzcie na to – odezwał się po dłuższej chwili Kapitan.
Cofnął jeden z filmów.
- Moment, gdy musi się uchylić przed tarczą… – kontynuował. – rozproszyła się i przestała panować nad grawitacją. Widać, że kosztuje ją to dużo energii.
- Racja – powiedziała Wdowa – Podczas walki używała głownie mocy pogodowych, grawitacji nigdy na więcej niż dwóch osobach naraz.
- To chyba nasza jedyna szansa – stwierdził Steve – Trzeba ją rozproszyć i zmęczyć, aby osłabić jej moce…
- Wtedy będziemy mieli szansę ją pokonać. – dokończył Coulson.
Długo omawiali strategie i najlepsze sposoby ataku. Nagle drzwi do centrali się otworzyły. Do środka wszedł Tony.
- Macie już coś? – zapytał.
- Tak – odezwała się Natasha – a jak tam uzbrojenie?
- Sama za chwilę zobaczysz, ale najpierw chodźmy do części szpitalnej…
Wszyscy opuścili centralę, po chwili weszli do Sali.
- Połóż się – powiedziała Simmons, popychając delikatnie Sokoła na poduszki. – Ty też – spojrzała na Hawkeye’a. – Musicie odpocząć…
- Czy możemy przeszkodzić? – zapytał Kapitan.
- Tak – odparła Simmons – Chętnie się czegoś dowiemy.
Usiadła na krześle, które stało pomiędzy łóżkami.
- Czy Hawkeye jest już gotowy do walki? – zapytał Tony.
- Teoretycznie powinien jeszcze odpoczywać, ale zszyłam mu ranę, miał też transfuzję, więc myślę, że tak.
- To dobrze.
Drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wszedł Fitz. Pchał stolik na kółkach, na którym było coś przykryte materiałem. Ustawił stolik pod ścianą. Stark do niego podszedł.
- Zostało niewiele czasu, – powiedział. – więc będę się streszczał.
Wyjął coś spod materiału.
- Wdowo to dla ciebie – podał jej dwa przedmioty, przypominające bransolety – To są żądła. Zawierają silną substancję usypiającą, pomysł Fitza. Aby wystrzelić musisz tylko wyprostować dłoń. – znów sięgnął pod materiał. – Łuk jest zwyczajny, ale strzały ulepszone… – dał kolejne przedmioty Hawkeye’owi - zamrażające, wybuchające, usypiające, dymne i wiele innych. A to tarcza dla ciebie, Kapitanie. Nie jest z wibranium, ale ma barierę energetyczną. Skrzydła Sokoła także naprawiliśmy. Możemy ruszać.
 Kapitan podszedł do Sokoła.
- Ty zostaniesz tutaj. – powiedział
- Mogę się przydać – zaoponował Sam.
- Zrobiłeś już dość. Masz złamaną nogę i nie możesz walczyć.
- Została nam godzina, a do Waszyngtonu jest dość daleko. – odezwał się Coulson.
Wszyscy, oprócz Sokoła, opuścili szpital. Steve i Phil szli z przodu.
- Jesteś tego pewien? – zapytał Kapitan – Jest was tylko pięciu, dwójka nie ma doświadczenia bojowego…
- Tak, jestem pewien. – opowiedział stanowczo Coulson. – To nasz obowiązek, niezależnie od tego jakie są szanse na powodzenie…
Wsiedli do samolotu. Po chwili opuścili „Plac Zabaw”.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział VI



W poprzednim rozdziale dokonałam małej poprawki. Ten rozdział ukazuje się tak późno, bo są wakacje i nie widuję się z koleżanką, która najbardziej naciskała, żebym pisała, więc tworzenie idzie mi jak krew z nosa. W końcu powstał nowy rozdział, więc zapraszam do czytania.


Pepper obudziła się bardzo wcześnie, właśnie świtało. Spotkanie miała dopiero o dziewiątej, ale nie mogła zasnąć, coś ją niepokoiło. Po kilku minutach bezskutecznego przewracania się w łóżku, usiadła. Włączyła telewizor. Akurat trafiła na argentyńską telenowelę: przystojny, opalony mężczyzna wyznawał miłość pięknej, czarnowłosej kobiecie. Pepper kleiły się już oczy, gdy obraz nagle się zmienił. Na ekranie pojawiła się jakaś plaża, na niej, a raczej nad nią, bo unosiła się w powietrzu, znajdowała się kobieta. Jej strój wyglądał jak zrobiony z żywiołów. Wokół niej krążyły jakieś przedmioty. Rudowłosa dopiero po chwili je rozpoznała: metalowe skrzydła, łuk i kołczan, pas z kaburami i broń, czerwona peleryna, tarcza z gwiazdą oraz … złota maska.
- Nie – Pepper nie mogła w to uwierzyć.
- Wasi bohaterowie nie żyją – powiedziała kobieta z ekranu. – Przekażcie mi władzę, albo podzielicie ich los.
„Tony… co ja zrobiłam…” rudowłosa ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać.

***

Jane obudziła się ciężko dysząc, jakby miała koszmar, ale nie pamiętała snu. Znów opadła na poduszki, cały czas coś ją niepokoiło. Wstała. Chciała czymś zając myśli, więc włączyła telewizor i usiadła na kanapie. Na ekranie pojawiła się jakaś dziwna kobieta.
„Co to ma być?” zastanawiała się.
- Wasi bohaterowie nie żyją. – rozległ się głos z telewizora.
Jane dopiero teraz zwróciła uwagę na przedmioty krążące wokół kobiety. Jednym z nich była… czerwona peleryna.
- Thor – szepnęła i opadła bezwładnie na kanapę.

Darcy codziennie odwiedzała Jane. Tego dnie przyszła wcześniej, bo wiedziała, że kobieta jest sama. Po drodze zrobiła zakupy. Weszła do domu przyjaciółki.
- Wstawaj! – zawołała – Zaraz zrobię śniadanie.
Nie usłyszała odpowiedzi. To było dziwne, Jane o tej porze już dawno powinna być na nogach. Weszła do salonu.
- Jane!
Darcy upuściła torby, pomarańcza potoczyły się po podłodze. Podbiegła do kobiety leżącej na kanapie.
- Jane – delikatnie potrząsnęła przyjaciółką.
Ta nie zareagowała. Darcy sprawdziła oddech – oddycha. Wyjęła telefon i wezwała pogotowie.
Jane otworzyła oczy.

***

Tony poczuł coś mokrego na twarzy. Uchylił oczy, ale natychmiast je zamknął, bo poraziło go słońce. Zamrugał kilka razy. Głowa go bolała, jakby wczoraj był na konkretnej imprezie. Nie mógł sobie przypomnieć co się stało. Próbował się podnieść, ale nie był w stanie się ruszyć.
- Pozostał 1% mocy – oznajmił J.A.R.V.I.S.
Stark nagle oprzytomniał, wspomnienia wróciły w jednej chwili.
- Protokół awaryjny! – krzyknął – Zdejmij pancerz!
Zbroja otworzyła się. Gdy tylko uwolnił się z pancerza, Tony zdał sobie sprawę, że boli go nie tylko głowa. Cały był obolały. Zważywszy na okoliczności nie było w tym nic dziwnego. Raczej to, że przeżył było, lekko to ujmując, zaskakujące.
Zbroja wróciła do poprzedniej postaci i wyłączyła się. Brakowało w niej maski.
Stark rozejrzał się. Znajdował się na plaży, w oddali dostrzegł jakiś most, chyba Golden Gate. Usłyszał kroki na piasku. Gdy się odwrócił, zobaczył Kapitana. Steve był poraniony, nie miał tarczy, a jego strój był wielu miejscach podarty.
- Tony, dobrze cię widzieć. – podszedł do niego – A gdzie twoja zbroja?
- Tam – Stark wskazał na maszynę – Całkowicie niesprawna.
- Jest źle – podsumował Steve – Omnis ma bardzo potężne moce, bez trudu nas pokonała. Musimy odnaleźć resztę i opracować plan działania.
- Mam nadzieję, ze przeżyli – mruknął Tony.
- Co mówiłeś?
- Że mam nadzieję, że szybko ich znajdziemy – odpowiedział szybko Stark.
- Ja też. – coś świsnęło tuż nad ich głowami.
- Czy to był młot – zapytał Tony, podążając wzrokiem za obiektem.
W tym momencie rozległ się potężny grzmot.
- Tak, to był zdecydowanie młot – stwierdził Kapitan – A oto i jego właściciel.
Na niebie pojawił się Thor. Już po chwili wylądował tuż przed nimi. Wyglądało na to, że nic mu nie jest. Stracił tylko pelerynę.
- Kapitanie, Iron Manie, wy żyjecie! – wykrzyknął.
- My tak, ale nie wiemy co z pozostałymi – powiedział Stark.
- Musimy ich odnaleźć. – oznajmił Steve. – Pójdziemy wzdłuż plaży. Za półgodziny spotkamy się pod tamtym klifem. Tony, ty…
Kapitan rozejrzał się. Stark nie stał już koło niego, tylko kucał koło zbroi i dokładnie się jej przyglądał. Steve do niego podszedł.
- Co ty… - zaczął.
- Thor – Stark wyrwał się z odrętwienia. – Ukryjesz mój pancerz w tamtych zaroślach?
Gromowładny skinął głową i zabrał zbroję. Tony wstał.
- Nie mogła tu leżeć. – powiedział.
- Racja. – zgodził się Kapitan – A teraz przejdźmy do rzeczy. Thor ty pójdziesz w jedną stronę. My w drugą. Za pół godziny pod klifem. Znajdźmy pozostałych.
Ruszyli w przeciwnych kierunkach.

Thor obserwował okolicę z powietrza. W końcu dostrzegł jakąś postać na plaży. Wylądował.
Na piasku leżał Hawkeye.
- Wszystko dobrze, przyjacielu? – zapylał Gromowładny.
Clint zamrugał gwałtownie i usiadł. Sięgną na plecy.
- Gdzie mój łuk i strzały? – zdziwił się.
Po chwili wszystko do niego dotarł. Spojrzał na boga piorunów.
- Pozostałym nic nie jest?
- Widziałem Kapitana i Starka. – odpowiedział Thor – Nie wiemy gdzie jest reszta.
Hawkeye wstał. Rozejrzał się. Dostrzegł coś w oddali. Natychmiast ruszył w tamtą stronę, zostawiając Thora w tyle. Po kilku minutach opadł na kolana przy nieprzytomnej kobiecie. Leżała częściowo w wodzie, fale obmywały jej nogi. Jej rude włosy były rozrzucone, a kostium rozdarty w kilu miejscach.
Clint wziął Wdowę na ręce i zaniósł na suchy piasek. Gdy ją położył, uchyliła powieki. Usiadła i spojrzała na niego.
- Clint… – mówiła cicho. – ty krwawisz.
Barton dotknął swojego prawego boku. Ze zdziwieniem zauważył krew na palcach. Rana była dość głęboka.
- To nic takiego – powiedział. – A ty jak się czujesz?
- Bywało gorzej – kobieta wstała. – To i tak cud, że to się tylko tak skończyło. A pozostali?
- Żyją – powiedział Hawkeye – Nie znaleźliśmy jeszcze Sokoła…

Tony i Kapitan szli brzegiem. Już chcieli zawracać, gdy dostrzegli jakiś ruch w zaroślach. Podbiegli tam. Zobaczyli Sokoła, próbował się podnieść, ale natychmiast upadł. Jego prawa noga była wygięta w nienaturalny sposób. Zauważył Steve’a i Starka.
- Dobrze, że jesteście – powiedział. – Pomożecie?
Mężczyźni podnieśli go. Wsparł się na ich ramionach. Zaczęli iść w stronę umówionego miejsca. Po drodze Kapitan streścił Samowi ostatnie wydarzenia. W końcu posadzili Sokoła na piasku pod klifem.
- Za chwilę powinien pojawić się Thor – powiedział Steve. – Mam nadzieję, ze nie będzie sam.
Jego przypuszczenia się potwierdziły. Na plaży pojawili się Gromowładny, Wdowa i Hawkeye. Clint natychmiast oparł się o skalną ścianę. Był upiornie blady. Wszyscy patrzyli na niego z niepokojem.
- Stracił dużo krwi – oznajmiła Natasha. – Potrzebuje natychmiastowej opieki medycznej.
- Sokół też. – powiedział Kapitan. – Ma złamaną nogę…
Na niebie pojawił się samolot. Przeleciał tuż nad nimi, nie miał żadnych oznaczeń. Wylądował gdzieś poza zasięgiem wzroku Avengersów.
„Oby to nie była Hydra” pomyślał Steve.
Przygotowali się do odparcia ataku. Na plaży pojawił się…

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział V



Hej. Blog przekroczył 1000 odwiedzin teraz do 2000J. Dzięki, że czytacie, dzięki za komentarze. Ten rozdział wyszedł dość długi, mam nadzieję, że wam się spodoba. Miłego czytania.


 Pozostali go wyminęli i także spojrzeli na telewizor. Thor zareagował tak samo jak Stark. Na ekranie widać było dwie związane i zakneblowane kobiety: Pepper i Jane.
- Avengersi, porwaliśmy Virginię Potts i Jane Foster. – po pokoju rozszedł się lodowaty męski głos. – Jeśli nie pojawicie się w Alcatraz zanim wzejdzie słońce, one zginą.
Na ekranie pojawiła się żółta czaszka z mackami – znak Hydry. Telewizor się wyłączył.
Tony natychmiast ruszył do sypialni. To, co tam zobaczył, rozwiało wszelką nadzieję. Wszystko było poprzewracane, szyba byłą rozbita, a pokój wyglądał jak pobojowisko.
- J.A.R.V.I.S. co się stało w tej wieży?! Pokaż wszystkie nagrania. – Tony bez sensu miotał się po sypialni.
- Sir, nie ma żadnych nagrań. – odpowiedział komputer. - Główny system został zniszczony, kamery i pozostałe zabezpieczenia przestały działać.
Stark chciał coś powiedzieć, ale zagłuszył go potężny grzmot. Tony spojrzał przez wybite okno, niebo zasnuły gęste chmury.
„Thor” pomyślał.
Gromowładny był wściekły. Roztrzaskał szybę w salonie i wyleciał przez nie. Stark ruszył za nim.
- Thor! – krzyknął.
- Nie zatrzymuj mnie, Stark. – zagrzmiał gniewnie bóg piorunów.
- Nie mam takiego zamiaru. – odparł tamten. – Po prostu jetem będzie szybciej.
Pozostali Avengersi stali w wybitym oknie.
- Nie róbcie nic głupiego! – krzyknął Kapitan, ale było już za późno.
Thor i Tony zniknęli im z pola widzenia. Po chwili zobaczyli odlatujący jet.
- I zrobili coś głupiego – skwitował Kapitan. – Musimy za nimi lecieć, zanim wpakują się w pułapkę.
- A co z dziewczynami? – odezwał się Hawkeye. – Nie chcesz ich ratować?
- Oczywiście, że chcę, ale najpierw musimy mieć plan…
- Dość gadania – przerwała im Wdowa – Trzeba ruszać, bo ich nie dogonimy.

***

Jet wzbił się na odpowiednią wysokość i Tony włączył autopilota na maksymalną prędkość. Thor nerwowo krążył po pokładzie, Stark też nie mógł siedzieć bezczynnie.
Postanowił przejrzeć plany miejsca docelowego. Sam budynek był fortecą nie do zdobycia, pomijając zabezpieczenia, które pewnie zamontowała Hydra. Tony znalazł drogę wejścia, ale nie miał pojęcia, co tam mogą zastać.
W końcu maszyna zaczęła obniżać lot. Stark przejął stery. Włączył maskowanie i wylądował w stałym lądzie, na plaży. Był środek nocy, więc to, że ktoś będzie tamtędy przechodził było mało prawdopodobne. Wysiedli.
Tony spojrzał w stronę wyspy.
- To nie będzie łatwe zadanie. – powiedział.
- Ruszajmy – usłyszał za sobą głos Thora.
Zbliżyli się do wyspy. Było to dziwnie łatwe. Nie było żadnych straży, ani innych zabezpieczeń. To źle wróżyło.
Dostali się do środka. Natychmiast otoczyli ich żołnierze Hydry.
- Nic nie rób – szepnął Tony do Thora, bo ten już szykował się do ataku – Zabiorą nas do dziewczyn.
Gromowładny opuścił młot.
Zostali „zaprowadzeni” do jakiejś dziwnej sali. Kiedyś była to najprawdopodobniej więzienna stołówka, ale teraz wcale jej nie przypominała. Pomieszczenie było duże i prawie puste, nie licząc obrazów na ścianach i pięknego, czerwonego dywanu biegnącego od drzwi do podnóża podwyższenia, na którym stał duży złoty tron. Siedziała na nim jakaś kobieta, miała długie, czarne włosy, a ubrana była w piękną czerwoną suknię.
„Kim ona jest? O co tu chodzi?” zastanawiał się Tony.
Gdy ich zobaczyła, wstała.
- Odejdźcie – powiedziała władczym głosem do żołnierzy, a ci natychmiast opuścili pokuj.
- Gdzie jest Jane?! – zagrzmiał Thor.
- … i Pepper! – krzyknął Stark.
Kobieta się roześmiała.
- Jane czeka w domu na swojego męża, który ratuje świat – powiedziała. – A Pepper jest w hotelu w Waszyngtonie, bo jutro z samego rana ma spotkanie z kontrahentami. – spojrzała na Tony’ego – Wielki pan Stark dał się nabrać na tak banalny fotomontaż? – zaśmiała się.
Mężczyźni spojrzeli na siebie. Więc to wszystko była mistyfikacja, zwabiła ich tu… Tylko, po co? Co tu się dzieje?
Zmieszanie szybko ustąpiło miejsca gniewowi.
- Po co nas tu sprowadziłaś? – zapytał Stark, celując do niej z repulsora.
Thor uniósł młot. Nagle Tony poczuł, że jego stopy odrywają się od ziemi, a on zaczął się unosić bezwładnie w powietrzu.
- Hej, co ty robisz?! – krzyknął.
Usłyszał za sobą zdziwiony głos Thora.
- Nie lubię się powtarzać – powiedziała kobieta. – A jeszcze nie wszyscy gości dotarli, musisz cierpliwie poczekać na odpowiedź, Tony – zaśmiała się.
Iron Man upadł na podłogę. Nie mógł się podnieść, jakby coś ciężkiego przygniatało go do ziemi. J.A.R.V.I.S. sygnalizował duże przeciążenia zbroi.
- Coś… ty… zrobiła?
„Pancerz długo nie wytrzyma, zaraz wszystko się rozpadnie” pomyślał Stark.
- Panuję nad grawitacją. – powiedziała. – Ale o tym później…
Odwróciła głowę w stronę drzwi, z korytarza dobiegały odgłosy walki.
Nagle drzwi się otwarły, a do środka wpadła tarcza. Kobieta w ostatniej chwili się uchyliła, uwalniając jednocześnie Tony’ego i Thora. Tarcza odbiła się od tronu, rykoszetowała o ścianę i wróciła do właściciela. Tuż za Kapitanem do pomieszczenia wpadli Hawkeye, Wdowa i Sokół. Iron Man i Gromowładny wstali. Wszyscy zwrócili się w stronę kobiety.
- Kim jesteś? – zapytał ją Kapitan. – I gdzie są dziewczyny?
- Nie ma ich tu – pierwszy odezwał się Tony. – To była mistyfikacja.
- Cisza! – krzyknęła kobieta, w pomieszczeniu powiał lodowaty wiatr. – Jestem Omnis.
Avengersi uważnie ją obserwowali, nadal nie wiedzieli jakie dokładnie są jej zamiary.
- Mam wiele niezwykłych zdolności, – kontynuowała - które pozwolą mi zaprowadzić na świecie porządek, usunąć wojny…
Wszystko jasne. Przejęcie władzy nad światem.
- Nie jesteś pierwsza, która uważa że może wszystko, bo ma władzę – powiedział Kapitan. – To nigdy nie kończy się dobrze.
- Jakiś czas temu odnalazłam ciekawą wzmiankę o Hydrze – kontynuowała, jakby go nie słyszała. – Odnalazłam tę organizację. Była zdezorganizowana i bliska upadku. Przejęcie władzy było zaskakująco łatwe. Na drodze do zawładnięcia światem stały mi jeszcze dwie rzeczy. Jedną z nich była T.A.R.C.Z.A. Jednak jej zniszczenie nie sprawiło mi większego problemu, ponieważ była całkowicie przesiąknięta wpływami Hydry. Zdobyłam bardzo ciekawe wynalazki, moi ludzie zaczęli fazę II – Projekt Stonoga: armia niezniszczalnych Superżołnierzy – Kapitan drgnął – zasilanych Extremis – Tony mimowolnie zacisnął pięści – i energią gamma. Był też projekty Visia. Oba zostały zniszczone. Jeden przez ciebie - spojrzała na Kapitana. - To mi jednak nie przeszkodziło we wprowadzaniu w życie fazy I – zniszczenia T.A.R.C.Z.A. i was, oraz przejęcia władzy.
- Nigdy ci na to nie pozwolimy. - powiedział Steve.
- Nie powstrzymacie mnie.
Omnis uniosła się w powietrze, jej włosy się rozwiały. Suknia wyglądała jakby była z wiatru, a wokół dłoni i stóp iskrzyły błyskawice. Z ramion spływała jej kaskadą długa peleryna zrobiona jakby z kropel wody i kryształków lodu.
- Teraz poznacie moją potęgę! – krzyknęła kobieta.
Po podłodze rozeszła się silna fala sejsmiczna. Iron Man, Sokół i Thor wzbili się w powietrze. Ziemia zaczęła się rozstępować. Na środku pokoju powstała olbrzymia przepaść.
Wdowa, Hawkeye i Kapitan ledwo mogli utrzymać równowagę. Pozostali przystąpili do ataku. Iron Man odpalił repulsory, ale Omnis stworzyła ścianę wody i ładunki tylko roztrysnęły się. Kobieta wywołała tornado, Tony został pchnięty z dużą siłą na ścianę. O mały włos nie wpadł do przepaści, jednak Kapitan w ostatniej chwili go złapał. Stark z trudem się podniósł.
- Dzięki, Steve. - powiedział i znów wzbił się w powietrze.
Kapitan, Wdowa i Hawkeye atakowali z ziemi, ale to nic nie dawało. Omnis bez problemu się przed nimi osłaniała. Atak bezpośredni nie był możliwy, ponieważ jeśli ktoś się do niej zbliżył, kobieta wywoływała tornado, ścianę wody lub lodu. Była bardzo potężna.
Thor wystrzelił w nią piorun, Omnis bez trudu go przekierowała. Grom trafił prosto w reaktor w zbroi Sokoła, niszcząc źródło zasilania. Mężczyzna zaczął spadać. Tony próbował go złapać, ale Omnis trafiła piorunem w najsłabsze miejsce jego zbroi (połączenie hełmu z tułowiem), co spowodowało spięcie i sparaliżowanie pancerza. Stark runął pod ścianą, a Sokół zniknął w czeluściach przepaści.
Thor znów wystrzelił piorun, tym razem kobieta przekierowała go w stronę Kapitana, ten jednak zasłonił się tarczą, grom się od niej odbił i trafił w sufit, w którym powstała wielka dziura. Podłoga znów zaczęła drżeć, tym razem tak mocno, że Avengersi nie mogli utrzymać równowagi. Thor zamachnął się młotem i rzucił w Omnis. Ta uchyliła się w ostatniej chwili, a Miolnira uderzył w ścianę.
- Teraz czas na ciebie – zwróciła się do Gromowładnego.
Ten próbował przywołać młot, jednak zanim zdążył to zrobić, opadł na ziemię. Omnis zmieniła wokół niego grawitację w taki sposób, że bóg piorunów nie mógł nawet wstać.
- To już wasz koniec – zawołała i zniknęła Avengersom z oczu.
Omnis uniosła się ponad budynek. Wywołała bardzo silne wstrząsy. Po kilku minutach Alcatraz runęło, a cała wyspa zaczęła znikać w morzu.
Kobieta wylądowała na plaży, na której stali żołnierze Hydry. Patrzyła na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą była wyspa. Słońce dopiero wstawało.
Omnis się zaśmiała.
- Avengersi nie żyją! – zawołała tryumfalnie.  

*************************************************************************

Dodaję rysunek mojego autorstwa przedstawiający Omnis. 

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział IV



Oto nowy rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Miłego czytania.
PS.: Niedługo 1000 odwiedzin. Dzięki, że jesteście.


 - Tony! – Pepper wpadła do salonu.
Stark siedział rozparty na kanapie z nogami na stoliku i oglądał telewizję. Słońce chyliło się ku zachodowi.
- Już biorę nogi – powiedział, zdejmując je ze stołu – Nie musisz krzyczeć.
- Nie o to chodzi – kobieta stanęła przed nim, zasłaniając telewizor.
- Tak? To, o co? – Tony próbował zobaczyć, co jest na ekranie.
- Słyszałam twoją rozmowę z Kapitanem…
Mężczyzna wyłączył telewizor i spojrzał na nią.
- Tony, jak możesz mnie obarczać winą, za przejęcie władzy przez Hydrę? – mówiła ostrym tonem.
Stark wstał, był kompletnie zbity z tropu.
- Przecież ja cię niczym nie obarczam. – podszedł do Pepper, ale ona od razu się cofnęła.
- Jak to nie? – jej głos był twardy, pełen wyrzutów. – Powiedziałeś Kapitanowi, że nie chcesz mnie narażać. Zrozum, ja nie jestem dzieckiem, nie musisz mnie bronić przed całym światem.
- Wiem. – Tony chciał ją objąć, ale kobieta złapała go za nadgarstki.
- Nie rób tego – powiedziała, mężczyzna opuścił ręce. – Posłuchaj mnie uważnie. – kobieta ujęła go za podbródek i zmusiła do patrzenia sobie w oczy. – Wiele razy pytałam cię, dlaczego przestałeś być Iron Manem, ale milczałeś. Teraz już wiem. Jeśli to przeze mnie…
 - Nie – przerwał jej gwałtownie. – To nie twoja wina. Tak, kocham cię. I tak, chcę cię chronić. Ale to była moja decyzja, tylko moja.
Stali naprzeciwko siebie w milczeniu.
- Tony – Pepper przerwała ciszę. – Odpowiedz mi na jedno pytanie: Czy lubiłeś być Iron Manem?
- Yyy… - kobieta spojrzała na niego wyczekująco.
- Tylko szczerze – dodała.
- Tak – powiedział w końcu. – Lubiłem to.
- W takim razie zrób coś dla mnie i znów załóż zbroję. – pocałowała go i wyszła z pokoju.
Stark nie do końca wiedział, co to było, ale jego dziewczyna chciała, żeby był bohaterem, a na słuchaniu jej jeszcze nigdy źle nie wyszedł.
Wszedł do windy i zjechał do podziemi. Na dole były tajne pomieszczenia, w których składował różne wynalazki. Podszedł do jednych z drzwi. Wprowadził kod dostępu i przeszedł kilka kolejnych zabezpieczeń. Gdy drzwi w końcu się otworzyły, zobaczył swoją zbroję. Założył ją.
- J.A.R.V.I.S. namierz jeta, którego wziął Kapitan – powiedział.
Po chwili na wyświetlaczu w zbroi pojawiły się dane. Tony opuścił wieżę.
Po jakimś czasie znalazł się koło jeta. Nawiązał połączenie.
- Witaj, Kapitanie. – powiedział.
- Tony, a co ty tutaj robisz? – usłyszał zdziwiony głos Steve’a.
- Wracam do drużyny – odrzekł. – Dokąd lecicie?
- Wdowę, Sokoła i Hawkeye’a zaskoczyła burza i nie mogą wystartować. - Kapitan krótko opowiedział Starkowi o ataku na Natashę.
Jego ostatnie słowa zagłuszył grzmot. Ta burza była bardzo dziwna. Chmury znajdowały się tylko nad niewielką częścią lasu i mimo południowego wiatru nie przesuwały się.
Wylądowali na jakiejś polanie, w bezpiecznej odległości od burzy. Był późny wieczór. Kapitan i Thor wyszli z jeta.
- Thor zajmij się tym – powiedział Steve, wskazując na chmury.
Gromowładny wzniósł się w niebo.
- Tony ty zostań tu.
- Dlaczego? – zdziwił się Stark.
- Masz metalową zbroję… - zaczął Kapitan.
Tony się zaśmiał.
- Moja zbroja już od dawna jest odporna na pioruny – powiedział.
- W takim razie my pójdziemy szukać pozostałych. Zaraz wrócę. – Steve zniknął w jecie.
- Po chwili pojawił się znowu. Miał już na sobie swój kostium, a w ręce trzymał tarczę. Ruszyli w stronę części lasu nękanej przez burzę. Okazało się, że jest gorzej niż myśleli. Pioruny uderzały praktycznie nieprzerwanie. Kapitan w ostatniej chwili zasłonił się, przed jednym z nich, tarczą. Tony także włączył osłonę, gromy co chwilę w nią uderzały. W końcu dotarli do jeta i helikoptera. Najpierw zajrzeli do wraku, ale nikogo tam nie było. Podeszli do śmigłowca, ale zanim zdążyli do niego wejść, rozległ się huk i maszyna stanęła w ogniu. Obaj odskoczyli w ostatnie chwili.
- Mam nadzieję, że ich tam nie było – powiedział Steve.
Tony przełączył kamerę w zbroi na podczerwień. Rozejrzał się.
- Trzy osoby są w jaskini, jakieś 400 m w tamta stronę – wskazał kierunek.
Ruszyli w drogę. Tony dotarł tam pierwszy, ponieważ leciał. Wylądował przed wejściem do jaskini. W środku byli Wdowa, Sokół i Hawkeye.
- Nieźle się wpakowaliście – przywitał ich Stark.

***

Thor dotarł do chmur burzowych. Zakręcił młotem i wywołał silny wiatr, to jednak nic nie dało.
- Co to za diabelska burza, na Odyna? – wykrzyknął.
Jeden z piorunów o mało go nie trafił. To przelało czarę. Thor był wściekły.
- Na potęgę Asgardu! Na potęgę Miolnira! – uniósł młot.
Gromy zaczęły zbierać się wokół niego. Gdy było ich dość, Thor odesłał je z powrotem w chmury. Niebo przeszyła ogromna błyskawica, jednak nie uderzyła w ziemię. Na chwilę zrobiło się jasno, jakby był dzień. A potem chmury rozwiały się. Niebo było czyste, gwiazdy migotały.
Thor wylądował koło jaskini.
- To nie była zwykła burza – powiedział do Avengersów, którzy właśnie wyszli z pieczary. – Stały za nią jakieś złe moce.
- Miolnira ty jak zwykle o czarach – skwitował Tony. – To było zjawisko fizyczne. Dziwne, nawet bardzo, ale nie magiczne.
Kapitan stanął między nimi, bo Thor wyglądał jakby miał wielką ochotę walnąć Starka młotem w czaszkę.
- Uspokójcie się – powiedział. – Lepiej się stąd wynośmy, zanim pogoda znów się zmieni.
- Lecimy do StarkTower – Tony odwrócił się i ruszył w stronę jeta.
Reszta poszła za nim.
Dochodziła północ, gdy wylądowali na dachu wieży. Coś było nie tak. Zawsze po zmroku światła na budynku się zapalały, a teraz wieża była zupełnie ciemna. Winda także nie działała. Nie mogli wejść do środka.
- J.A.R.V.I.S. podłącz się do systemów wewnętrznych StarkTower. – powiedział Tony.
- Sir, to nie możliwe. – odpowiedział po chwili komputer. – Jednostka centralna w wieży została zniszczona.
- Włącz systemy awaryjne.
- Systemy włączone.
Wieża rozbłysła, a winda się otworzyła. Weszli do środka.
- Coś się stało – powiedział Stark – Musimy uważać.
Winda zatrzymała się na najwyższym piętrze. Avengersi znaleźli się w salonie. Gdy tylko Tony przekroczył próg pomieszczenia, włączył się telewizor wiszący na ścianie. Stark spojrzał na ekran. Stanął jak wryty.
- Nie - szepnął.