niedziela, 17 maja 2015

Rozdział V



Witajcie :) Dziękuję wam za komentarze. Uwielbiam je czytać i zawsze się cieszę gdy pojawia się jakiś nowy. Ale dobra, nie po to tu jestem, żeby słodzić, tylko po to, żeby pisać kolejne rozdziały ;D więc zapraszam do czytania

Zatrzymali się przed sektorem γ. Tony chwilowo zmniejszył zabezpieczenia tego pomieszczenia, aby Avengersi i Sif mogli do niego swobodnie wchodzić. Zanim drzwi się otworzyły Stark coś sobie przypomniał.
- Zanim tam wejdziesz – zwrócił się do Asgardki. – Musisz o czymś wiedzieć…
Opowiedział jej o wszystkim, co wydarzyło się w nocy. Banner i Wilson przysłuchiwali się całej tej historii z mieszaniną zdziwienia i zaciekawiania. Dopiero, gdy Stark doszedł do tego, dlaczego Thor go zaatakował, wszyscy, oprócz Steve’a, spojrzeli na niego z niedowierzaniem. Tony urwał na chwilę. W korytarzu zapanowała zupełna cisza. Nawet Sif nie wiedziała, co ma o tym sadzić.
- Myślę, że mógł za tym stać Loki. – odezwał się po chwili Kapitan.
- Też na to wpadłem. – wtrącił Stark.
- To ma sens. – mruknął Bruce.
- Jeśli nas skłóci, łatwiej będzie mu podbić Ziemię. – dodała Wdowa.
- Myślicie, że on chce znowu zaatakować świat? – zdziwił się Sam.
- Albo zemścić się na nas – odezwał się Tony. – Wszystko jedno, Ziemia i tak ucierpi…
- Dlatego musimy go powstrzymać, zanim zaatakuje – przerwał mu Steve. – A do tego potrzebujemy Thora.
Kapitan otworzył drzwi sektora γ. Wszyscy weszli do środka. Jako ostatni szedł Tony. Steve zagrodził mu drogę ręką.
- Jesteś pewien, że powinieneś tam wchodzić? – zapytał.
- A co? – zdziwił się Stark, zatrzymując się, aby nie wpaść na Kapitana.
- Chyba nie muszę ci przypominać, że ostatnim razem prawie cię zabił – powiedział tamten.
- Uuuu… Masz rację. – zaczął Tony. - A nie, chwila, przecież on jest teraz zamknięty w celi.
Steve usiłował zachować spokój, ale arogancja Starka drażniła go jak mało co.
- To nie znaczy, że masz go denerwować. – powiedział. – Zaczekaj, aż mu wszystko wyjaśnimy. – Tony już otwierał usta, żeby mu przerwać, ale Kapitan nie pozwolił mu na to. – Możesz przecież obejrzeć naszą rozmowę, na którymś ze swoich komputerów.
Trudno było się nie zgodzić z logiką jego słów, ale Tony nie przywykł do przegrywania utarczek słownych z Kapitanem. To zawsze on miał ostatnie słowo. Nawet jeśli ostatecznie i tak robił to co zaproponował mu Steve, to i tak zawsze wychodziło na to, że Stark chciał tego od samego początku.
- Od kiedy jesteś szefem? – odparował Tony, na tyle szybko, że Kapitan nie mógł zauważyć chwili wahania.
- Od jakiegoś półtora roku, Tony – powiedział Steve, który powoli zaczynał tracić cierpliwość. Ostatnio Stark negował prawie wszystko, co ten wymyślił.  – Do tej pory ci to nie przeszkadzało. Drużyna i tak cię nie interesuje, wolisz siedzieć…
- Nie. – przerwał mu Tony – Ja pytam, od kiedy jesteś MOIM szefem w MOJEJ wieży?
- No właśnie. – Steve nie miał zamiaru dać za wygraną. – Twoje, twoje… Nic innego się nie liczy. Tylko ty i to co lubisz, to co masz ochotę robić… Nie obchodzi cię drużyna. Myślałem, że się zmieniłeś, odkąd się pierwszy raz spotkaliśmy, Tony, ale się myliłem.
- Po co poprawiać to, co doskonałe? – rzucił brunet.
- Oczywiście – Kapitan uśmiechnął się ironicznie – NIE JESTEŚ ideałem, Stark. Popełniasz błędy i musisz się z tym pogodzić.
- Jasne – odparował Tony. – A ty wszystko robisz dobrze. – wypowiedział te słowa z taką ilością sarkazmu, na jaką było go stać. A stać było go na wiele.
- Nie chodzi o to, żeby się nie mylić. – powiedział ze złością Steve. – Tylko o to, żeby wyciągać z tych pomyłek wnioski. A to cię przerasta.
- Nie masz nawet pojęcia… - zaczął Tony, ale w tym momencie drzwi sektora γ otworzyły się.

Sif, Wdowa, Sokół i Bruce weszli do sektora γ zostawiając Steve’a i Tony’ego z tyłu. Gdy tylko Banner przekroczył próg pomieszczenia, drzwi się zamknęły.
Thor nadal miotał się po celi, lecz gdy zobaczył Asgardkę, skamieniał.
- Sif, przybyłaś mi pomóc? – zwrócił się do kobiety. – A skąd wiedziałaś…
- Thor, posłuchaj mnie. – przerwała mu wojowniczka. – Przybyłam, abyś to ty ocalił Asgard.
Wygląd Thora momentalnie się zmienił: Gromowładny przestał przypominać dzikie zwierzę zamknięte w klatce, znów był bogiem piorunów, majestatycznym władcą Asgardu.
- Co się stało? – zapytał natychmiast.
- Twój brat przejął władzę. – odparła Sif, podchodząc bliżej do celi. Pozostali zostali z tyłu.
Thor popatrzył na nią z niedowierzaniem.
- Jak to jest możliwe, skoro on nie żyje? – Gromowładny zbliżył się do ściany celi.
- Uwierz mi, żyje i ma się lepiej niż kiedykolwiek. – powiedziała wojowniczka. – Powiem ci wszystko co wiem…
- Mów jak najszybciej.
Kobieta znów zaczęła swoją opowieść.
Wdowa jej nie słuchała, bardziej była zainteresowana tym co działo się na korytarzu. Stark i Rogers o coś się sprzeczali. Robili to odkąd się poznali, ale ostatnio jakoś częściej. Niezgodność charakterów, owszem, ale teraz przesadzali. To źle wróżyło drużynie. Jeśli nie przestaną się kłócić…
Natasha wróciła myślami do sytuacji w pomieszczeniu. Sif właśnie skończyła swoją opowieść.
- Muszę powstrzymać mego brata! – krzyknął Thor. – Przyjaciele, wypuśćcie mnie stąd.
- Tylko Tony może otworzyć tę celę. – odezwał się Banner.
Na dźwięk tego imienia, oczy Thora się zwęziły, a szczęka napięła. Widząc to Wdowa odezwała się:
- Thor, przemyśl to. – podeszła do celi. – Czy to nie oczywiste, że to Loki chciał nas skłócić? Postawić przeciwko sobie, aby mógł swobodnie podbić Ziemię, lub dla zwykłej zemsty?
- Masz słuszność – Gromowładny spojrzał na nią. – To by było do niego podobne. Znów sprawił, że zrobiłem dokładnie to, czego chciał… Ale w takim razie, gdzie jest moja córka?!
Sif nie wiedziała, że książę Asgardu ma dziecko, ale uznała, że nie pora na pytania.
- Nie wiem, Thor. – powiedziała Wdowa. – Być może, to Loki ją zabrał.
- Zapłaci mi za to. Za moją rodzinę! – uderzył pięścią w przejrzystą ścianę z taką siłą, że przez chwilę wydawało się, że wypadnie ona z ramy. – Wypuśćcie mnie!
- Zawołasz Starka? – Banner zwrócił się do Wdowy.
„Oczywiście ja” pomyślała z irytacją, ale skinęła głową i wyszła na korytarz.
- Jeśli skończyliście się już kłócić… - zwróciła się do Steve’a i Tony’ego, którzy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. – to może Stark wypuści w końcu Thora z tej klatki? – mimo, że była zirytowana zachowaniem mężczyzn, w jej głosie nie dało się tego usłyszeć.
- Już nie chce mnie zabić? – zapytał po chwili Tony.
- Oczywiście, że chce, dlatego masz go wypuścić. – powiedziała sarkastycznie Natasha. – Mógłbyś już to zrobić, zanim Thor zniszczy tę celę? – dodała, słysząc kolejne uderzenie w „plastikową” ścianę.
- Nie da rady jej… - zaczął, ale Wdowa spiorunowała go wzrokiem. – Dobra, już idę. – mruknął i zniknął w sektorze γ.
Kapitan także chciał tam wejść, ale Natasha złapała go za ramię, zatrzymując w korytarzu. Mężczyzna spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Nie obchodzą mnie relacje między tobą, a Starkiem. – powiedziała poważnie Wdowa. – Ale moglibyście zachowywać się poważnie, gdy Thor wariuje, a w pokoju obok jest Asgardka, która uważa nas za wojowników godnych bronić jej świata. Zamiast tego, kłócicie się jak głupie nastolatki. – Steve chciał coś powiedzieć, ale kobieta mu na to nie pozwoliła. – Nie obchodzi mnie kto zaczął, ani o co poszło. – odwróciła się na pięcie i weszła do sektora γ, pozostawiając zaskoczonego Kapitana na korytarzu.
Gdy tylko przekroczyła próg, została zepchnięta na bok, przez zdenerwowanego Thora, który właśnie został uwolniony i, jak podejrzewała Natasha, chciał jak najszybciej odzyskać swój młot – Mjolnir został na dachu AvengersTower – oraz dostać się do Asgardu, co może okazać się niemożliwe, jak wynikało z opowieści Sif.
Wszyscy poszli za Gromowładnym, Steve i Natasha także.
- Thor, tylko nie przywołuj teraz młota. – odezwał się Stark, który był najbliżej Thora. – Jeszcze lubię podłogi i sufity w wieży.
- A więc gdzie jest Mjolnir? – zniecierpliwił się bóg piorunów.
- Na dachu. – odparł Tony. – Właśnie tam idziemy.
Zatrzymali się przed drzwiami windy. Tony ją przywołał. Wszyscy weszli do środka. Po chwili byli już na górze.
Gdy tylko drzwi windy się otworzyły, Thor przywołał młot.
- Hajmdalu, otwórz Bifrost! – zawołał Gromowładny, stając na środku dachu.
- Thor, wiesz że to się nie uda. – Sif położyła mu dłoń na ramieniu.
- Wiem – odparł. - ale musiałem spróbować. To jedyne przejście, jakie znam, za wyjątkiem Tesseractu. – odwrócił się do niej.
- Więc jak dostaniemy się do Asgardu? – zapytała wojowniczka.
- Są jeszcze inne przejścia… – zaczął Thor. – Szczeliny między wymiarowe. Ale gdzie one są wie tylko ON. – pozostali od razu domyślili się o kogo chodzi.
Na dachu zapadła cisza. Między Avengersami – którzy stali przy drzwiach windy – a Asgardczykami stał Stark, który najwyraźniej przestał zwracać uwagę na cokolwiek, co się wokół niego dzieje. Był pogrążony w myślach. Nagle się odezwał.
- Jane prowadziła badania nad Bifrostem, prawda? – zapytał.
Wszyscy spojrzeli na niego, zastanawiając się, o co mu chodzi?
- Tak. – odparł po chwili Thor.
- Wiesz gdzie są wyniki? – kontynuował, bez wyjaśnień.
- Do czego zmierzasz, Tony? – wtrącił się Bruce, który chyba domyślał się odpowiedzi.
- Jeśli będę miał dość dużo danych, być może uda mi się stworzyć portal, lub choć odnaleźć jedną z tych szczelin międzywymiarowych. – może to nie była do końca jego dziedzina, ale w końcu był geniuszem i sobie z tym poradzi.
- Czyli chcesz otworzyć portal, podobny do tego, wytworzonego przez Tesseract? – Kapitan zwrócił się do Starka. – Jesteś pewien, że to dobry pomysł?
- To jedyne wyjście. – odparł Tony. – Co ty na to? – zwrócił się do Thora.
- Oszalałeś, Tony Starku. – odparł bóg piorunów. – Ale jeśli jest choć mała szansa na powodzenie twego planu, jestem gotów zrobić wszystko, co będzie konieczne, aby ci pomóc.
- Na razie potrzebuję tylko danych zebranych przez Jane. – odparł Tony.

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział IV



Zapraszam na kolejny rozdział. Mam nadzieję, że trochę się wyjaśni :) Miłego czytania.

- Przez kogo? – zapytał Tony.
- Jak do tego doszło? – odezwał się Kapitan.
Banner nawet się nie poruszył, ale słuchał uważnie całej tej wymiany zdań. Sokół tylko uniósł głowę. Wdowa, która jak zwykle siedziała na barku, obserwowała całą sytuację w salonie.
- Przez Lokiego. – odparła Sif.
Wszyscy jak na komendę na nią spojrzeli.
- Przecież on nie żyje. – powiedzieli niemal równocześnie Avengersi.
W innej sytuacji pewnie by ich to rozbawiło, ale teraz nikomu nie było do śmiechu. Wszyscy myśleli, że mają na zawsze z głowy tego pokręconego, ogarniętego manią wielkości Asgardczyka.
- Jak mu się to udało? – Wdowa jako pierwsza się otrząsnęła.
- To dłuższa historia. – odparła Sif, siadając na kanapie.
Banner zajął miejsce obok niej, a Stark i Steve wybrali fotele.

Gdy w Asgardzie sytuacja się uspokoiła po inwazji Mrocznych Elfów, Thor wrócił na Ziemię aby być ze swoją ukochaną. Wszystko zdawało się całkowicie normalne, a życie biegło swoim torem. Czwórka wojowników nie miała zbyt wielu zajęć, bo we wszystkich królestwach panował pokój. Któregoś dnia, gdy akurat wspólnie ucztowali, przybył do nich jeden z rycerzy z wiadomością od Hajmdala. Strażnik chciał się z nimi spotkać.
Osiodłali konie i ruszyli na Bifrost.
- Witaj Hajmdalu! – odezwał się Volstagg, gdy dotarli na miejsce. – Czy coś się stało?
- Owszem. – odparł strażnik. – Odkryłem coś, co zagraża całemu królestwu.
- A więc wyjaw nam to, natychmiast! – zniecierpliwiła się Sif. – Co zagraża Asgardowi?
 Mężczyzna sprawdził czy są sami. Gdy się upewnił, że nikt ich nie podsłuchuje, powiedział zupełnie spokojnie:
- Jego król.
- To zdrada! – krzyknęli wojownicy, dobywając mieczy.
Strażnik nie uniósł swojej broni, stał bez ruchu.
- Nie jestem zdrajcą. – był całkowicie opanowany. – Zdrajca zasiada na tronie…
Wojownicy spojrzeli na niego z niedowierzaniem, nie opuszczając mieczy.
- Wyjaśnij – odezwała się Fandral.
- Nie wiem kiedy, ani w jaki sposób, Loki przejął władzę. – powiedział Hajmdal.
Czwórka wojowników schowała broń, choć nadal nie wierzyli strażnikowi.
- Mówisz, że to Loki zasiada teraz na tronie? – zapytała Sif. Szczerze mówiąc, była bliska stwierdzeniu, że strażnik oszalał. – Wszakże Thor przekazał nam wiadomość o jego śmierci.
- Hajmdalu, to niemożliwe. – wtrącił Hogun. – Jeszcze dziś rano widziałem Wszechojca.
- Czyżbyście zapomnieli, że Loki jest mistrzem manipu… - nagle urwał, a jego wzrok stał się nieobecny, po chwili znów spojrzał na wojowników. – Idą tu. – powiedział. – Straże króla chcą nas pojmać.
Wojownicy odwrócili się w stronę pałacu.
- Dowiedział się, że wiem o jego oszustwie, więc wtrąci nas do lochu, jako zdrajców, a sam pozostanie na tronie. – odezwał się Hajmdal. – Będzie mógł rządzić Asgardem i nikt mu nie przeszkodzi.
W tym momencie na drugim końcu Bifrostu pojawili się uzbrojeni jeźdźcy.
- Nie dopuścimy do tego! – zawołał Volstagg.
Oddział straży przybocznej Odyna, zatrzymał się tuż przed nimi. Jeden z rycerzy zsiadł z konia i podszedł bliżej.
- Lady Sif, Hajmdalu, Hogunie, Fandralu, Volstaggu mamy rozkaz was pojmać. – powiedział oficjalnym tonem.
- Z jakiego powodu? – zapytała wojowniczka.
- Z rozkazu Wszechojca. – odparł tamten.
Czwórka wojowników uniosła miecze, teraz już wiedzieli, że Hajmdal miał rację, to nie mógł być rozkaz Odyna. Strażnik mostu także dobył swojej broni.
W tym czasie pozostali rycerze zsiedli z koni.
- Nie chcecie podporządkować się rozkazowi króla?- zapytał dowódca straży.
Zanim ktokolwiek zdążył jeszcze coś powiedzieć, rozgorzała walka. Nie wiadomo kto zaczął.
Mimo, że Czwórka Wojowników należała do najlepszych w Asgardzie, niemal równie dobrze wyszkolonym rycerzom, mającym przewagę liczebną, udało się ich pokonać.
Bohaterowie Asgardu i jego strażnik zostali wtrąceni do lochu. Odebrano im broń i zamknięto w celi.
Hajmdal opowiedział im o tym jak wyczuł coś dziwnego w sali tronowej. Gdy tam zajrzał, przez chwilę widział na tronie Lokiego, zamiast Odyna. Był to tylko moment, ale strażnik był pewien, że Asgardem rządzi oszust.
Wojownicy bezskutecznie domagali się rozmowy z „Odynem”(mieli nadzieję, że uda im się ujawnić oszusta). Nie wiedzieli nawet za co „oficjalnie” zostali skazani, bo prawdziwym powodem zapewne było to, że Loki obawiał się, że odkryli jego manipulację.
Mijały kolejne dni, a oni wysłuchiwali coraz bardziej absurdalnych wersji ich „przewinienia”, które krążyły wśród strażników. Wojownicy próbowali im powiedzieć prawdę, ale kto słucha więźniów?
Tak więc czas płynął, a oni mieli coraz mniejszą nadzieję na odzyskanie wolności, oczywiście nie poddawali się, ale z lochów Asgardu po prostu nie dało się uciec (no chyba, że byłeś Przeklętym).
Któregoś dnia przyprowadzono kolejnych więźniów, ci jednak nie pochodzili z Asgardu.
- Hogunie, czy to nie twoi pobratymcy? – zapytał Volstagg.
- Nie jestem pewien. – odparł mężczyzna, którego Mdgardczycy zapewne nazwaliby Azjatą, spoglądając na nowoprzybyłych.
Nagle nowi więźniowie zaatakowali strażników. Wszystko zaczęło się dziać w jednej chwili. Do lochu wbiegli kolejni strażnicy, zabezpieczenia cel, z niewiadomego powodu, wyłączyły się. Więźniowie zaczęli przedzierać się w stronę wyjścia. Czwórka Wojowników i Hajmdal także skorzystali z okazji. Normalnie pomagaliby opanować bunt, ale teraz nic nie było normalne. Poza tym nie wiedzieli kto został słusznie skazany, a kogo zamknięto przez kaprys Lokiego.
Wpadli w sam środek walczącego tłumu. Szybko zostali rozdzieleni. Lady Sif i Hajmdal byli już prawie przy wyjściu, gdy jeden ze strażników ranił kobietę w ramię. Zanim któreś z nich zdążyło coś zrobić, pojawił się drugi strażnik. Jednak ten zamiast ich zaatakować, ogłuszył tego pierwszego.
- Chodźcie za mną. – rzucił i ruszył przed siebie.
Sif i Hajmdal niewiele myśląc, poszli za nim. W całym tym zamieszaniu  udało im się wydostać. Gdy byli już woli, kobieta odwróciła się w stronę lochu.
- Musimy po nich wrócić. – powiedziała.
- Nie uda nam się to. – odparł strażnik, wciągając ich za jeden z filarów, aby patrol który właśnie przechodził obok ich nie zauważył. – Jeśli zaraz nie opuścicie Asgardu, znów zostaniecie uwięzieni.
- On ma rację. – odezwał się Hajmdal. – Potrzebujemy pomocy. Wiesz kogo trzeba sprowadzić.
- Oczywiście. – powiedziała kobieta, wyglądając zza kolumny, jednak szybko musiała z powrotem się schować, bo dostrzegła rycerzy. – Czyli musimy dostać się na Bifrost.
- Most jest strzeżony. – ostrzegł ich strażnik.
- Ilu? – od razu zapytała Sif.
- Nie wiem, ale we dwójkę nie dacie im rady. – odparł rycerz.
- Damy. – uśmiechnęła się wojowniczka. – Tylko potrzebujemy broni.
- Mam tylko to. – mężczyzna podał im miecz i sztylet.
- Na razie wystarczy. – powiedział Hajmdal. – Nadchodzą dwaj strażnicy.
Wojowniczka skinęła głową. Gdy rycerze przechodzili koło ich kryjówki, bez trudu ich obezwładnili i zabrali im broń.
- Nie mogę z wami iść. – odezwał się strażnik.
Nie było czasu na żadne pytania.
- Dziękujemy za twą pomoc. – powiedziała Sif i razem z Hajmdalem ruszyli w stronę Tęczowego Mostu.
Przejścia międzywymiarowego strzegło sześciu strażników. Uciekinierzy myśleli, że będzie gorzej. Gdy tylko zbliżyli się do końca mostu, cały oddział wyszedł im „na spotkanie”. Byli lepiej uzbrojeni od zbiegłych więźniów.
- To niezbyt sprawiedliwe… - odezwała się Sif, gdy stanęli naprzeciwko siebie. – dla was.
- Poddajcie się – powiedział dowódca, ignorując wypowiedź kobiety.
- Przepuśćcie nas. – zażądał Hajmdal.
Rycerze tylko się zaśmiali.
- Nigdy! – krzyknął dowódca. – Brać ich!
Strażnicy ruszyli do ataku. Sif i Hajmdal nie mieli zamiaru nikogo zabijać, przecież ci ludzie wykonywali tylko swoje zadanie. Jednak musieli się dostać do portalu, więc obezwładnili rycerzy. Wojowniczka powaliła trzech. Pozostali walczyli z Hajmdalem. Mężczyzna pokonał dwóch, trzeciemu udało się uciec.
- Mówiłam, że to niesprawiedliwe… - rzuciła Sif, przechodząc między nieprzytomnymi rycerzami. Strażnik mostu szedł za nią.
- Jeden zdołał uciec. – odezwał się mężczyzna, gdy byli już w środku.
- Mamy niewiele czasu. – odparła kobieta, rozglądając się po pomieszczeniu. – Zaraz wezwie kolejny oddział.
Hajmdal wyminął ją i sięgnął po coś, co leżało na podeście.
- Tu jest – powiedział pokazując miecz.
W tym momencie usłyszeli tętent końskich kopyt.
- Nadciągają. – odezwał się strażnik, otwierając most. – Idź pierwsza, ruszę za tobą.
Kobieta skinęła głową. Zanim jeszcze się teleportowała, usłyszała rycerzy, zatrzymujących się na końcu mostu. Nie mogła nic zrobić, bo Bifrost przeniósł ją.
Sif wylądowała w jakimś lesie, ale to nie był zwykły las. Gdy spojrzała w górę, ponad drzewami dostrzegła, wysoką pod niebo, wieżę. To zapewne była ta sama budowla, o której tyle razy opowiadał Thor, po pojmani Lokiego i powrocie do Asgardu. Prawdopodobnie tam będzie mogła go odnaleźć. Ruszyła w stronę budynku.

- I tak właśnie tu trafiłam. – zakończyła swoją opowieść Sif.
Avengersi uważnie jej słuchali. Nie mogli w to wszystko uwierzyć. Jakim cudem Lokiem udało się oszukać całą planetę?
- Czyli Loki siedzi na tronie Asgardu już od jakiś dwóch lat i nikt, oprócz Hajmdala, nie domyślił się tego? – odezwała się po chwili Natasha.
- Dwa lata… - powtórzyła w zamyśleniu Asgardka. – Minęły już dwa lata? – ale zanim ktokolwiek zdążył jej odpowiedzieć, otrząsnęła się. – Nie wiem czy ktokolwiek wie o tym. Dlatego muszę ukazać Asgardczykom oszustwo Lokiego. Miałam nadzieję, że Thor pomoże mi w tym, ale skoro go tu nie ma…
- Właściwie… - przerwał jej Tony, który zaczął wszystko rozumieć. Bóg kłamstw musiał planować atak na Ziemię, dlatego odstawił tę szopkę u Thora i zrzucił całą winę na Starka. Chciał skłócić Avengers, może miał nawet nadzieję, że pozabijają się nawzajem. Wtedy nikt by mu nie przeszkodził w podbiciu świata. – Thor jest w wieży.
Sif zerwała się z miejsca i podeszła do Tony’ego. Podniosła mężczyznę z fotela za koszulę.
- Jak śmiałeś mnie okłamać! – krzyknęła, unosząc go kilka centymetrów nad podłogę.
Tony próbował się uwolnić, jednak chwyt kobiety był zbyt mocny. Wszyscy Avengersi ruszyli w ich stronę.
- Uspokój się – wykrztusił Stark.
- Sif, puść go. – odezwał się Kapitan, który teraz stał koło kobiety. – Nie ma teraz na to czasu. – Asgardka spojrzała na niego, rozluźniła uścisk i Tony znów stanął na ziemi. – Zajmijmy się lepiej sprawą Asgardu.
- Masz rację, Stevie Rogersie. – powiedziała Sif, sięgając po miecz, który zostawiła na kanapie. – Prowadź więc do księcia Asgardu.

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział III

Na blogu jest już ponad 200 komentarzy, więc postanowiłam dodać jeszcze jeden rozdział w tym tygodniu, specjalnie dla moich stałych czytelników, zwłaszcza, że w zeszły weekend nie było :) Zapraszam do czytania.

Steve zjechał na dół. Tony zezwolił mu na wejście do sektora γ, więc wystarczyło, że przyłożył dłoń do skanera odcisków palców i drzwi się otworzyły.
Thor miotał się po celi. Wyglądał na mniej wściekłego niż jeszcze godzinę temu, ale nadal był wyraźnie zdenerwowany. Gdy zobaczył Kapitana, zatrzymał się w pół kroku.
- Wypuść mnie stąd! - zagrzmiał.
- Najpierw wyjaśnij mi, dlaczego zaatakowałeś Tony'ego? - Steve stanął naprzeciwko celi.
- Powinienem był go zabić! - Gromowładny uderzył pięścią w ścianę z taką siłą, że wszystko zadrżało. - Gdybyście się nie wtrącali, zapewne bym to zrobił.
- Thor, uspokój się. - Kapitan mówił dobitnie, ale spokojnie. - Co on zrobił?
- Co... - jego głos się załamał. Thor odwrócił się od Steve'a. Ten cierpliwie czekał, aż Gromowładny znów się odezwie - Zabił Jane i porwał Katrinę - mówił tak cicho, że Kapitan ledwie mógł go usłyszeć.
- To niemożliwe - powiedział Steve - To nie może być prawda, Thor. To jakaś pomyłka.
- Nie! - krzyknął Gromowładny, odwracając się - To był on - cisnął czymś w ścianę celi.
Steve spojrzał na złoto-czerwony kawałek metalu, który odbił się od szyby (choć to właściwie nie było szkło, tylko stworzony przez Tony'ego i Bruce'a specjalny polimer o niezwykłej wytrzymałości) i leżał teraz na środku celi.
- Czy to jest... - zaczął Kapitan.
- Fragment zbroi Iron Mana - przerwał mu Thor.  - To on to zrobił! - zagrzmiał bóg piorunów, Steve nie cofnął się nawet o krok. - Odebrał mi rodzinę.
- Pomyśl chwilę - powiedział. - Czy Tony mógłby zrobić coś takiego?

- Jasne, że bym nie mógł! - Tony zerwał się z kanapy. - Ktoś mnie wrabia!
- Sir?  - odezwał się J.A.R.V.I.S.
- Co jest? - zapytał mężczyzna, spoglądając znów na ekran telewizora, który nie pokazywał już niczego.
- Pewna kobieta, zidentyfikowana jako Lady Sif, żąda wpuszczenia jej do wieży. - oznajmił elektroniczny głos.
- Pokaż obraz z kamery przy wejściu. - powiedział.
„Czy dzisiaj wszystko musi dziać się jednocześnie?” pomyślał spoglądając na telewizor, który ukazywał teraz zdenerwowaną Asgardkę.
- Po co tu przyszłaś? – zapytał Tony, a J.A.R.V.I.S. przekazał jego słowa.
Sif rozejrzała się, szukając źródła dźwięku. Ten świat był dla niej zupełnie nowy. Odwiedziła go może raz, czy dwa i nie znała się na ludzkich zwyczajach. W końcu, lekko zmieszana, zwróciła się do powietrza.
- Szukam Thora Odinsona – powiedziała. – Gdzie jesteś? – rozglądała się dookoła, znów szukając swojego rozmówcy.
- Wejdź do środka i zaczekaj na mnie. – odparł Stark.
Drzwi same się otworzyły. Kobieta niepewnie weszła do budynku. Nie była tchórzem, ale czuła się nieswojo w nieznanych sytuacjach. Cały czas trzymała w ręce miecz, gotowa odeprzeć ewentualny atak.
Tony ruszył do windy. Chwilę później był już na dole. Cały czas zastanawiał się skąd się tu wzięła to Asgardka i co jej powie. Nie mógł na „dzień dobry” wyskoczyć z tekstem w stylu „Hej! Zamknęliśmy Thora w celi, bo próbował mnie zabić” To mogłoby się źle dla niego skończyć. Musiał tę informacje jakoś delikatniej jej przekazać. Z resztą może najpierw dobrze by było dowiedzieć się, czego ona chce? Poco szuka Thora, skoro od przeszło dwóch lat nikt z Asgardu nie zjawił się na Ziemi.
Gdy Stark wyszedł z windy, zobaczył Sif stojącą na środku ogromnego hallu głównego AvengersTower i rozglądającą się ciekawie dookoła. Mężczyzna do niej podszedł.
- Kim jesteś? Gdzie książę Asgardu? – zapytała od razu kobieta.
- Nazywam się Tony Stark – przedstawił się. – A jeśli chodzi o Thora, to dłuższa historia. Chodźmy na górę. – mężczyzna ruszył w stronę windy.
- Ja muszę go niezwłocznie odnaleźć! – zawołała Sif, nie ruszając się z miejsca.
- Chodź ze mną, a wszystko ci wyjaśnię. – odparł Tony, odwracając się do niej.
Asgardka w końcu weszła do windy.
- Co to za dziwna komnata? – zapytała, gdy drzwi windy zamknęły się za nimi.
- Musimy dostać się na górę, a to nas tam zabierze. – wyjaśnił mężczyzna. – Salon. – rzucił do J.A.R.V.I.S.a.
Tony nie wytrzyma z drugim Asgardczykiem, który co chwila będzie pytał o najprostsze rzeczy, tak jak Thor. Choć ten w tej chwili znał prawie wszystkie „dziwne” ziemskie urządzenia i zwyczaje, głównie dzięki Jane.
Na szczęście winda już się zatrzymała. Weszli do salonu. Sif od razu się po nim rozejrzała.
- Gdzie Thor? – Zapytała, widząc, że w pomieszczeniu nikogo nie ma.
- To dłuższa historia. – powtórzył Stark podchodząc do barku. – Napijesz się czegoś? – zapytał, nalewając sobie Whisky.
- Nie ma czasu do stracenia, Tony Starku. – kobieta była zdenerwowana, podeszła do Tony’ego i wytrąciła mu szklankę z ręki, która roztrzaskała się o podłogę, zalewając wszystko dookoła alkoholem.
- Hej! – krzyknął Tony. – Dlaczego to zrobiłaś?
- Posłuchaj mnie, śmiertelniku… - Sif złapała go za koszulkę, nie zwracając uwagi na szkło chrzęszczące pod jej butami. – Albo zaraz zabierzesz mnie do Thora, albo…
- Thora tu nie ma, jak widzisz. – przerwał jej Stark, celowo mijając się z prawdą. – Ale wezwę resztę Avengers, na pewno będziemy w stanie ci pomóc, tylko się uspokój.
- Thor mówił, że jesteście walecznymi wojownikami… - powiedziała puszczając Tony’ego.
„Gdzie jest Thor?” zastanawiała się kobieta „Czyżby Hajmdal wysłał mnie nie tam gdzie powinien?”
- I miał rację. – odezwał się Stark, odsuwając się od niej na bezpieczną odległość. - J.A.R.V.I.S. obudź resztę i wezwij ich do salonu.
- Tak jest, sir. – odparł komputer.
Sif rozglądała się po pokoju, szukając źródła głosu.
- Tylko uważaj na Bannera. – dodał szybko Stark. – Na razie nie potrzebuję tu Hulka.
- Do kogo mówisz, Tony Starku? – zapytała Asgardka.
- Do mojego komputera. – odparł, wiedząc, że ta odpowiedź nie zadowoli wojowniczki i sprowadzi kolejne pytania.
Nie pomylił się.
- Kim jest ten Komputer? – odezwała się od razu Sif. – Gdzie on jest?
Stark już miał jej coś odpowiedzieć, gdy drzwi windy otworzyły się. Do pokoju weszła Wdowa, miała na sobie T-shirt i dresy.
- Chyba ci mówiłam, że masz mnie nie budzić. – zaczęła narzekać od wejścia. – Mam nadzieję, że masz jakieś dobre wyjaśnienie, bo jeśli to tylko twój kolejny… - w tym momencie jej wzrok padł na stojącą obok Tony’ego postać. Jej strój mógł pochodzić tylko z jednego miejsca. – Kim jest twoja Asgardzka znajoma? – zapytała Natasha.
- Przedstawiam ci Lady Sif. – powiedział Stark. – Waleczną wojowniczkę i przyjaciółkę Thora.
- Aha – Wdowa podeszła do nich. – Co cię tu sprowadza? – zwróciła się do kobiety.
- Opowie nam wszystko, gdy przyjdą pozostali. – wtrącił się Stark, zanim Sif choćby zdążyła otworzyć usta.

- Pan Stark wzywa wszystkich do salonu. – obudził go głos J.A.R.V.I.S.a.
- Mógłbyś być ciszej? – jęknął Sokół zakrywając głowę poduszką.
- To bardzo ważne, proszę pana. – powtórzył komputer.
Sam jeszcze chwilę leżał, głowa potwornie go bolała, a światło z okien, które odsłonił J.A.R.V.I.S., raziło go w oczy. Miał okropnego kaca.
W końcu, gdy komputer po raz piąty powtórzył, że sprawa nie cierpi zwłoki, zwlekł się z łóżka. Wciągnął jeansy, wyjął z szafy jakiś T-shirt i ruszył do wyjścia.

Bruce już nie spał. Miał jakieś dziwne przeczucie, coś było nie tak, ale nie wiedział co. Od dłuższej chwili kręcił się po łóżku, bezskutecznie próbując zasnąć, ale to nic nie dawało. Gdy w końcu postanowił wstać, w pokoju rozległ się głos J.A.R.V.I.S.a.
- Doktorze Banner? – komputer mówił bardzo cicho.
Mężczyznę zawsze bawiło, gdy maszyna próbowała go obudzić. Tak jakby Banner nie używał budzika. Nagłe wyrwanie ze snu, nie sprawiało, że od razu zamieniał się w Hulka, ale gdy Tony się na coś uprze, to mu nie przemówisz do rozsądku. Tak więc gdy potrzebował go wcześnie rano lub w nocy, sam przychodził go obudzić albo wysyłał któregoś z Avengers.
Coś musiało się stać, skoro dzisiaj budził go J.A.R.V.I.S.
Dwie minuty później Bruce był już ubrany i wyszedł na korytarz, akurat w tej samej chwili gdy Sokół otworzył drzwi swojej sypialni.

- Wypuść mnie, Kapitanie! – zagrzmiał, po raz kolejny, Thor.
Steve nie był wstanie w żaden sposób do niego dotrzeć. O Starku można było powiedzieć wiele rzeczy: był arogancki, nie liczył się z nikim, zależało mu tylko na rozgłosie (choć ostatnio może trochę mniej), ale Kapitan nigdy by nie uwierzył, że Tony byłby zdolny do morderstwa. To wszystko nie trzymało się kupy. I niby jeszcze porwał Katrinę? Nie, nie, to niemożliwe. Bo gdzie ona by teraz była?
Próbował to wytłumaczyć Thorowi, ale do niego nic nie docierało. Cały czas był wściekły i nie chciał słuchać. Steve mu się nie dziwił. W takiej sytuacji on także straciłby nad sobą kontrolę. To musiało być okropne dla Gromowładnego i nie mógł go winić, że gdy znalazł dowód, to chciał się zemścić.
Po kolejnym uderzeniu w przejrzystą ścianę celi i krzykach Thora, że ma go natychmiast wypuścić, Kapitan uznał, że powtarzanie po raz kolejny, że Tony nie mógł tego zrobić jest bezcelowe. Bez słowa odwrócił się i ruszył w stronę drzwi.
- Kapitanie – odezwał się nagle J.A.R.V.I.S., zatrzymując go w pół kroku. – Pan Stark wzywa pilnie wszystkich Avengers do salonu.
- Przyjąłem, J.A.R.V.I.S. – odparł Steve. – Już idę. – opuścił sektor γ.

Wdowa spojrzała na podłogę za barkiem Tony’ego.
- Co tu się stało? – zapytała, wskazując na potłuczone szkło.
- Upuściłem szklankę. – odparł Tony, który teraz siedział na fotelu. Obok niego, na kanapie, miejsce zajęła Sif.
Wdowa wiedziała, że Stark kłamie, ale zanim zdążyła mu to wytknąć, do salonu weszli Sam i Bruce.
- Co się stało? – zapytał naukowiec.
Sokół, bez słowa go wyminął i usiadł na podłodze w najciemniejszej części salonu.
- Kac-gigant? – rzucił w jego stronę Stark.
- I to jaki – jęknął Sam. – Pierwszy i ostatni raz.
Tony tylko się uśmiechnął. Wstał z fotela i podszedł do Bruce’a.
Zanim zdążył odpowiedzieć na jego pytanie, drzwi windy znów się otworzyły i do środka wszedł Kapitan.
- No to tera jesteśmy wszyscy. – powiedział Tony, wracając do kanapy. – Przedstawiam wam Lady Sif, z Asgardu.
- Tak naprawdę poszukuję Thora – powiedziała kobieta, wstając. – Ale skoro go tu nie ma… - Kapitan i Wdowa popatrzyli wymownie po sobie, ale oboje uznali, że Tony wiedział co robi, okłamując Asgardkę. – Potrzebuję pomocy. Asgard został podbity.

sobota, 2 maja 2015

Rozdział II



Witajcie po tej dłuższej przerwie. Cały zeszły weekend spędziłam w Poznaniu na Pyrkonie, dlatego nie było rozdziału. Świetna impreza, polecam każdemu, kto się interesuje taką tematyką. :) A teraz zapraszam na drugi rozdział.

Tony w ostatniej chwili zrobił unik, przed atakującym go bogiem piorunów. Thor minął go dosłownie o włos.
„Co jest, kurde?” pomyślał Stark. „Co mu odbiło? Dlaczego mnie atakuje?”
W tym momencie poczuł mocne szarpnięcie w bok.
- Co jest?! – krzyknął i zobaczył piorun przeszywający powietrze w miejscu, w którym przed chwilą był. – Dzięki, Sokole. – powiedział, patrząc na mężczyznę, który właśnie uratował mu życie.
Ten tylko się uśmiechnął i zaczął spadać.
„Co znowu?”  przemknął Starkowi przez głowę, gdy zanurkował za przyjacielem.
Udało mu się go złapać tuż nad dachem AvengersTower i spowolnić jego upadek na tyle, że mężczyźnie nic się nie stało, gdy opadł na dach. Iron Man wylądował obok niego.
- Co się stało? – to pytanie skierował bardziej do J.A.R.V.I.S.a, niż Sokoła, który ociężale podniósł się do pozycji siedzącej, ale wydawał się jakiś nieobecny.
W tym momencie drzwi windy otworzyły się i na dach weszli: Czarna Wdowa i Kapitan Ameryka. Steve w jednej chwili znalazł się obok Tony’ego i Sama, chroniąc ich przed kolejnym piorunem. Thor nie dawał za wygraną.
- Czym go tak wkurzyłeś? – zapytał Kapitan, nie odwracając się do Starka, bo cały czas wypatrywał kolejnego ataku.
- Czemu zakładasz, że to moja wina? – odparł tamten.
W tym momencie podeszła do nich Natasha.
- On jest kompletnie pijany. – rzuciła, patrząc na Sokoła.
Zanim zdążyła dodać cokolwiek więcej, Thor wylądował na dachu, kilka metrów od nich. Wdowa pomogła wstać Sokołowi i teraz cała czwórka stała obok siebie, naprzeciwko wściekłego Gromowładnego.
- Stark, zapłacisz mi za to, co zrobiłeś! – zagrzmiał.
- Nie twoja wina? – zapytał Steve na tyle cicho, że Thor nie mógł go usłyszeć.
- A co zrobiłem? – Tony, całkowicie ignorując Kapitana, zwrócił się do Gromowładnego.
I to był błąd. Thor rzucił w niego Mjolnirem. Stark nie zdążył się odsunąć, czy chociażby zasłonić. Młot trafił go prosto w reaktor łukowy. Siła uderzenia odrzuciła go kilka metrów w tył. Tera cieszył się, że zamontował barierki na brzegu tarasu, bo zatrzymał się na jednej z nich unikając nieprzyjemnego upadku.
Thor przywołał młot i ruszył stronę Starka, który właśnie się podnosił, ale drogę zastąpił mu Kapitan.
- Nie wiem co się stało, ale nie chcemy z tobą walczyć. – powiedział, Gromowładny zatrzymał się na chwilę i spojrzał na niego. – Jesteśmy przyjaciółmi. Jeśli nam wyjaśnisz…
Ale Thor już go nie słuchał, ominął go i ruszył w stronę Tony’ego, który właśnie wstał na nogi.
- Skoro chcesz mnie zabić, to chociaż powiedz mi dlaczego? – odezwał się Iron Man, ale Gromowładny nie zwrócił na to uwagi, tylko ponownie zaatakował.
Tony wzbił się w powietrze.
- Nie chcę z tobą walczyć. – odezwał się.
Gromowładny ruszył za nim w pościg.
- Walcz o swe życie, Stark! – zagrzmiał.
Tony uciekał, unikając co chwilę błyskawic. Nie miał zamiaru odpowiadać na ataki, Thor był częścią jego drużyny i Stark chciał się za wszelką cenę dowiedzieć, dlaczego mu odbiło, a atakowanie go na pewno by w tym nie pomogło. Gromowładny tylko jeszcze bardziej by się rozzłościł.
Iron Man zrobił gwałtowny zwrot. Thor, który leciał szybciej od niego (Tony nie rozwinął maksymalnej prędkości) potrzebował kilku dodatkowych metrów, aby zawrócić. Stark, korzystając z okazji, spróbował ponownie dowiedzieć się, o co ta cała awantura.
- Co ja ci zrobiłem? – zapytał. – Cały czas siedziałem w warsztacie.
- Nie kłam, Stark! – ryknął Gromowładny i wystrzelił w jego stronę piorun.
Tony nie zdążył zrobić uniku, siła uderzenia pchnęła go wprost na jeden z pobliskich budynków. Szyba, w którą trafił, roztrzaskała się na drobne kawałki i posypała w dół na ulicę. Ludzie, którzy byli na dole, rozbiegli się w panice.
„Jak ja kocham, to, że to miasto nigdy nie śpi.” pomyślał ironicznie Tony i postanowił odciągnąć boga piorunów z powrotem nad AvengersTower, gdzie nie będzie stanowił zagrożenia dla cywili.
Wygrzebał się z odłamków szkła i znów wzbił w powietrze.

Kapitan próbował porozmawiać z Thorem, a Wdowa w tym czasie odprowadziła Sama do windy. Wsadziła go do środka, mężczyzna nie był w stanie nawet sam ustać na nogach.
- Mam nadzieję, że jakoś dotrzesz do swojej sypialni. – rzuciła, wciskając odpowiedni guzik.
Drzwi się zamknęły i winda ruszyła, a Wdowa podeszła do Kapitana.
Teraz tylko oni pozostali na dachu.
- Masz pojęcie, o co tu chodzi? – zapytał Steve.
- Takie jak ty. – mruknęła kobieta. – Tony wywalił mnie z łóżka w środku nocy, a teraz gania się z Thorem po Manhattanie.
- Obudził cię? – zdziwił się Kapitan, który miał na sobie spodnie od dresu i T-shirt (gdy Stark ich wezwał, nie miał czasu się przebrać, chwycił więc tylko tarczę i ruszył na dach.), patrząc na Wdowę ubraną w pełen kostium, teraz już bez logo S.H.I.E.L.D., a za to z logo Avengers.
- Szybko się przebieram – rzuciła tylko, wiedząc, że nie może powiedzieć mu prawdy.
A prawda była taka, że tuż po „spotkaniu” dostała wiadomość od Coulsona i musiała się z nim spotkać. Jakieś tam sprawy organizacyjne odnośnie, prawie już wdrożonego, projektu Protect. Wróciła jakieś dziesięć minut przed tym, jak Tony ich wezwał.
Steve chciał jeszcze coś powiedzieć, ale w tym momencie nad wieżą znów pojawili się Tony i Thor. Gromowładny trafił Iron Mana młotem. Stark uderzył o powierzchnię dachu z niezłym impetem. Zanim zdążył się podnieść, bóg piorunów znów chciał zaatakować, ale zamiast tego wypuścił z ręki Mjolnir i upadł na dach. Steve odwrócił się do Wdowy, która stała tuż za nim z wyciągniętym pistoletem. Tony podszedł do Gromowładnego.
- Co mu zrobiłaś? – zapytał, wskazując na leżącego bez ruchu Asgardczyka.
- Spokojnie. – powiedziała kobieta, chowając broń. – To tylko Icer. – widząc ich miny, dodała – Pistolet z silną substancją usypiającą.
- Trzeba go stąd zabrać. – powiedział Steve.
Razem z Iron Manem podnieśli nieprzytomnego Thora i zarzucili sobie jego ręce na ramiona.
- Musimy go gdzieś zamknąć. – orzekła Wdowa. – Jak się obudzi, znowu może wpaść w szał.
- W takim razie jedziemy na dół. – powiedział Stark.
Wszyscy wsiedli do windy (nie było w niej Sokoła, więc musiał się jakoś dostać do sypialni). Natasha już otwierała usta, żeby powiedzieć J.A.R.V.I.S.owi, na które piętro chcą jechać, ale ubiegł ją Tony.
- Sektor γ – powiedział.
- Sir, to jest sektor zamknięty. – odparł komputer. – Kapitan Ameryka i Czarna Wdowa nie mają upoważ…
- Nie kłóć się ze mną. – zirytował się mężczyzna. - Sektor γ.
Winda ruszyła, a J.A.R.V.I.S. więcej się nie odezwał.
- Co to jest sektor γ? – zainteresował się Kapitan.
- Zobaczysz – odparł tylko Stark.
Po chwili byli już na miejscu. Drzwi windy otworzyły się i ich oczom ukazał się długi korytarz. Na jego końcu znajdowały się ciężkie, metalowe drzwi. Kapitan i Iron Man wyszli pierwsi, wlokąc nadal nieprzytomnego Thora, zaraz za nimi szła Wdowa.
Stark zatrzymał się przed drzwiami. Rękawica jego zbroi złożyła się odsłaniając dłoń. Przyłożył ją do skanera odcisków palców. Następnie wpisał kod, wtedy jakaś wiązka zeskanowała jego twarz - maska pancerza automatycznie się otworzyła.
- Rozpoznawanie zakończone. – odezwał się J.A.R.V.I.S. – Witam, panie Stark.
Drzwi otworzyły się. Za nimi było duże, prawie puste pomieszczenie. Jedynym co się w nim znajdowało, była cela o przezroczystych ścianach.
„Trochę podobna, do tej w której zamknęliśmy Lokiego” pomyślała Wdowa.
Tony i Kapitan wprowadzili Thora do środka i położyli go na podłodze.
- Kiedy to zbudowałeś? – zapytał Steve, gdy drzwi celi zamknęły się.
- To nie był mój pomysł. – odparł Stark. – Ja tam lubię Hulka.
- Skoro nie twój, to czyj? – zdziwił się Steve.
Szli z powrotem w stronę windy. Gdy Gromowładny się obudzi, J.A.R.V.I.S. ich poinformuje, a to może jeszcze potrwać.
- Bannera. – wtrąciła Wdowa.
Obaj mężczyźni jednocześnie na nią spojrzeli.
- Skąd wiesz? – zapytał Tony.
Właśnie weszli do windy.
- Piętro mieszkalne – rzuciła Natasha do J.A.R.V.I.S.a – Łatwo się było domyślić. – zwróciła się do Starka.
- Taa, Bruce jest najbardziej przewrażliwiony na punkcie utraty kontroli nad Hulkiem – mruknął mężczyzna.
- To ten sam projekt co na Helicarierze? – zainteresował się Kapitan.
- Ulepszony wspólnymi siłami. – uśmiechnął się Tony.
Steve chciał coś jeszcze dodać, ale w tym momencie winda się zatrzymała. Natasha i Kapitan pożegnali się i wysiedli.
- Laboratorium. – powiedział Tony.
Zostawił zbroję w pracowni i powlókł się do sypialni. Gdy się położył, dochodziła czwarta nad ranem.

***

- Sir, Thor się obudził. – ze snu wyrwał go elektroniczny głos J.A.R.V.I.S.a.
- Co? Która godzina? – jęknął Tony.
- Czwarta trzydzieści cztery czasu wschodniego. – odparł komputer.
- Nie dadzą pospać. – mruknął Stark, zwlekając się łóżka.
Zważając na to, że Gromowładny o coś go obwiniał, o coś na tyle poważnego, że próbował go zabić, Tony wolał na razie trzymać się od niego z daleka. Po chwili namysłu, zwrócił się do J.A.R.V.I.S.a.
- Obudź Wdowę i Kapitana. – powiedział.
Bruce i Sokół i tak nie wiedzieli co się stało w nocy, więc nie było sensu ich budzić.
Stark szybko założył spodnie i koszulkę. Wyszedł z sypialni i ruszył do salonu, który praktycznie od zawsze (odkąd Avengersi się wprowadzili) służył za centrum operacyjne.
Po chwili do pokoju weszli zaspani: Steve i Natasha.
- O co chodzi? – ziewnęła kobieta.
- Thor się obudził – odparł Tony, wstając z fotela. – Któreś z was musi się dowiedzieć dlaczego w nocy mu odbiło.
Oboje spojrzeli na niego z tym samym pytającym wyrazem twarzy.
- Ja do niego nie pójdę. – zaczął wyjaśniać. – Jakbyście nie zauważyli, próbował mnie zabić, więc raczej mi nic nie powie.
- W sumie masz rację – przyznała Wdowa. – Idziesz ty czy ja? – zwróciła się do Steve’a.
- Może lepiej ja pójdę. – odparł blondyn. – Thor ci nie ufa.
- Jak możesz tak mówić? – zapytała ze sztucznym oburzeniem Natasha i zanim którykolwiek z mężczyzn zdążył się odezwać, dodała. – Możesz iść. Ja wracam do łóżka. – ruszyła do windy. Gdy do niej weszła rzuciła jeszcze. – Nie waż się więcej mnie budzić.
Drzwi się zamknęły.
Tony usiadł na kanapie i położył nogi na stoliku do kawy.
- Idziesz? – zapytał, patrząc na Steve’a, który nadal stał na środku salonu.
- Tak, tak. – odparł tamten i wyszedł z pokoju.
Stark włączył telewizor.
- J.A.R.V.I.S., pokaż obraz z kamery w sektorze γ – powiedział.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział I


A oto nowe opowiadanie, mam nadzieję, że wam się spodoba i że nikt nie będzie chciał mnie zabić :D  (nic nie zdradzę)  Miłego czytania.
PS.: Za tydzień Pyrkon w Poznaniu. Ktoś się wybiera?
Od prawie pół roku nic wielkiego się nie działo. Były jakieś małe misje, ale nic poważniejszego. Dlatego Avengersi bardzo rzadko widywali Thora, który mieszkał z rodziną w Nowym Meksyku. Ostatnio widzieli się na roczku Katriny, jakieś trzy miesiące temu, więc postanowili urządzić sobie małe spotkanie w wieży.
Wszyscy rozsiedli się w salonie. Wszyscy oprócz gospodarza, którego nie dało się zwabić do pokoju nawet za pomocą Whiskey. Od dłuższego czasu pracował nad nową zbroją, więc wpadł tylko się przywitać i znów zniknął w warsztacie.
- A więc zdrowie naszego nieobecnego przyjaciela! – zakrzyknął Thor, podnosząc swój kufel piwa. Gromowładny nie miał na sobie swojej zbroi z peleryną. Był ubrany w zwykły T-shirt i jeansy. Włosy miał sczesane w kitkę. Gdyby nie Mjolnir leżący obok jego fotela, trudno byłoby w nim rozpoznać boga piorunów.
- Za Tony'ego! - odpowiedzieli pozostali i zaczęli się śmiać.
Byli już trochę wstawieni. Tylko Banner nie pił alkoholu, z oczywistych powodów. Wszyscy siedzieli w salonie w AvengersTower i rozmawiali o wszystkim i o niczym. Na blacie stolika do kawy stało kilka pustych butelek po winie, piwie i whiskey, oraz wiele pełnych.
Około północy Thor wstał - zważywszy na to, ile wypił, powinien już dawno leżeć pod stołem, ale stał dosyć pewnie - i oznajmił, że wraca do domu.
- Jesteś pewien, że dasz radę? - zapytał Steve, który po prostu nie mógł się upić.
- Nie martw się, Kapitanie. - odparł Thor, kierując się w stronę tarasu.
Banner, Wdowa i Steve poszli za nim. Natasha nie zdradzała objawów upojenia, choć nie wypiła mniej od Sokoła, który teraz spał rozłożony na kanapie. Zatrzymali się przy drzwiach.
- Do zobaczenia - pożegnali się z Gromowładnym.
- Do zobaczenia, przyjaciele. - odparł Thor i wyruszył w drogę powrotną do domu.
Pozostali wrócili do salonu. Kapitan podszedł do sofy i potrząsnął Sokoła za ramię.
- Wstawaj i idź do siebie. - powiedział.
Sam jęknął, ale zwlókł się z kanapy.
Avengersi poszli do swoich sypialni, z wyjątkiem Bruce'a. On udał się na najwyższe piętro.
Pepper wyjechała na tydzień  na jakąś konferencję, czy coś, do Chicago, ale zanim opuściła AvengersTower, poprosiła Bannera, aby przypominał Tony'emu, że nawet "geniusz, playboy, milioner, filantrop" musi czasem spać. Tak więc doktor, co wieczór, zwracał Starkowi uwagę, że ten pracuje cały dzień i może dobrze by było, gdyby poszedł już do sąsiedniego pokoju.
Bruce zatrzymał się przed laboratorium. Metalowe zasłony na szklanych ścianach zostały zamknięte, tak że nie było widać wnętrza pomieszczenia.
„Oczywiście, nadal tam siedzi” pomyślał Banner, gdy zauważył, że ściany laboratorium nie są przezroczyste.
Mężczyzna zbliżył oko do skanera siatkówki, następnie wprowadził kod dostępu i zatwierdził go odciskiem palca. Drzwi otworzyły się z cichym syknięciem. Doktor wszedł do środka.
Jakiś czas temu, Tony zrobił całkowite przemeblowanie w tym pomieszczeniu. Stoły laboratoryjne stały teraz pod jedną ze ścian. Druga była zajęta przez komputer główny, który w tamtej chwili był wyłączony. Środek laboratorium był pusty, nie licząc zbroi ustawionej na podeście. Pomieszczenie wydawało się opuszczone, jakby Tony dawno z niego wyszedł. To było bardzo dziwne, zważywszy na to, że osłony szyb były zamknięte. Banner powoli przeszedł przez pokój.  Gdy zbliżył się do zbroi, ta nagle się poruszyła. Bruce odskoczył do tyłu, jak oparzony.
- Stark, nie strasz mnie. - zaczął głęboko i powoli oddychać.
Tony zdjął hełm i spojrzał na niego.
- Chyba nie zamierzasz zielenieć?  - zapytał niepewnie, nie odkładając trzymanej części pancerza.
- Nie, raczej nie - odparł Bruce, uśmiechając się na widok miny Starka.
- Ok, powiedzmy, że ci wierzę - Tony zdjął zbroję, która po chwili sama ustawiła się na podeście.
Stark podszedł do komputera i wstukał kilka znaków.
- Po co przyszedłeś?  - rzucił do Bannera, nie odwracając wzroku od holo-ekranu, który pojawił się od razu, gdy Tony podszedł do urządzenia.
- Żeby ci powiedzieć, że jest już północ. - odparł tamten.
- I co z tego? - zapytał Stark, podchodząc do zbroi, nadal nie patrzył na swojego rozmówcę. - Kontynuuj...
- Nie uważasz, że skoro wczoraj w ogóle nie spałeś, to dzisiaj powinieneś się chociaż zdrzemnąć? - Bruce patrzył na plecy Tony'ego.
- Skąd wiesz... - zaczął, odwracając się do doktora. - J.A.R.V.I.S. zdradziłeś mnie? -  nagle zwrócił się do komputera.
- Pan od tygodnia prawie nie śpi -  odparł elektroniczny głos - A odkąd wyjechała panna Potts, średnia dobowa pańskiego snu wynosi pięć minut.
- Mam rozumieć, że od pięciu dni nie spałeś? - zapytał z niedowierzaniem Banner.
- Muszę jeszcze skalibrować ostatnie funkcje zbroi. - to brzmiało bardziej, jakby mamrotał sam do siebie, niż odpowiadał na pytanie.
Ukucnął przy zbroi i zaczął coś przy niej majstrować.
- Masz godzinę. - powiedział Bruce, kierując się do drzwi. - J.A.R.V.I.S. potem wyłącz wszystkie światła.
Jak Tony zabierał się do nowego projektu, to zapominał o wszystkich podstawowych potrzebach. Chyba tylko Pepper potrafiła wtedy na niego wpłynąć, ale oczywiście musiała wyjechać i to Banner musiał robić za niańkę.
- Moje polecenia są nadrzędne. - rzucił Stark, ale doktor zdążył już wyjść z laboratorium.

***

Thor wylądował przed swoim domem. Nigdy nie lubił konwencjonalnych środków transportu, latanie było przyjemniejsze.
Jeszcze zanim wszedł do środka, coś go zaniepokoiło - w salonie świeciło się światło. O tej porze Jane powinna dawno spać, a ona nigdy nie zapomniała o gaszeniu światła. Gromowładny, pełen obaw, otworzył drzwi. Od razu skierował się do salonu.
To, co zobaczył w środku, sprawiło, że zamarł w pół kroku, a Mjolnir wypadł mu z rąk. Dłuższą chwilę nie był w stanie się ruszyć. W końcu wbiegł do środka i uklęknął przy Jane. Kobieta leżała na podłodze, twarzą do ziemi. Gdy Thor delikatnie ją odwrócił, zobaczył, że jego ukochana ma głębokie rozcięcie na czole.
- Jane - Thor lekko nią potrząsnął.
Kobieta nie otwierała oczu i nie oddychała. Na dywanie, w miejscu gdzie leżała, była plama krwi.
Gromowładny wiedział, że powinien wezwać lekarza. Gdy Jane pierwszy raz zostawiła go samego z Katriną, dała mu całą listę numerów, pod które ma dzwonić, gdyby coś się stało.
Przytulił swoją żonę, delikatnie przeniósł ją na kanapę i sięgnął po telefon. Wezwał pogotowie i poszedł do pokoju dziecięcego, aby sprawdzić czy Katrinie nic się nie stało.
Wszedł do pomieszczenia. Było nieduże. Przy ścianie, na której były drzwi, stała szafa i kolorowy regał. Zabawki były porozrzucane po całym dywanie, który imitował trawę. Ściany przypominały niebo. Pod oknem stało łóżeczko - było puste...
- Katrina - zawołał Thor. - Katrina!
Zaczął beznadziejnie sprawdzać pozostałe pokoje, ale dziewczynki nigdzie nie było.
Gromowładny wrócił do salonu. Dopiero teraz dostrzegł ślady walki, jaka rozegrała się w tym pokoju. W kilku miejscach, na ścianach i regale z książkami, widniały ślady po pociskach energetycznych. Odłamki wazonu, który do tej pory stał na stole przed kanapą, walały się wszędzie. Fotele były poprzewracane.
Zanim Thor zdążył choćby pomyśleć o tym, co zobaczył, zabrzmiał dzwonek do drzwi. Do domu weszli ratownicy.
Gromowładnemu wydawało się, że to wszystko, to tylko zbiór wyrwanych z kontekstu scen. Minęli go jacyś ludzie, po chwili pochylali się nad Jane. Coś do niego mówili, ale on zrozumiał tylko trzy słowa: "ona nie żyje".
"To nie możliwe. To nie może być prawda." myśli przelatywały przez jego głowę szybciej niż błyskawice, którymi tak często miotał. Wszystko zlewało się w kolorowy szum.
Jego córki nigdzie nie ma, jego żona nie żyje, a on jest bezsilny.
Opadł na kolana na środku salonu, nie zwracając uwagi na sanitariuszy, którzy spojrzeli na niego. Z gardła Thora dobył się przeciągły jęk rozpaczy.
Nagle bóg piorunów zauważył coś pod stołem. Odepchnął ratowników, którzy chcieli sprawdzić czy nic mu nie jest, i nadal wpatrywał się w ten kawałek metalu.
Złoto-czerwony kawałek metalu.
Podniósł go. Żal i bezsilność natychmiast zostały zastąpione przez niepohamowany gniew.
„Zapłaci mi za to najwyższą cenę” pomyślał Gromowładny.
Wstał i przywołał Mjolnir. Sanitariusze z mieszaniną zdziwienia i strachu patrzyli na błyskawicę rozbijającą okno. Zbroja zaczęła okrywać ciało Thora. Majestatyczny i groźny bóg piorunów wypadł z domu i wzbił się w niebo, które zasnuły burzowe chmury. Sklepienie co chwila przeszywały błyskawice.

***
Stark nie wziął sobie do serca rady Bruce’a. Mimo, że J.A.R.V.I.S. rzeczywiście wyłączył światła, mężczyzna od razu ponownie je włączył i wrócił do pracy. Zbroja teoretycznie była już gotowa, ale Tony chciał mieć pewność, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Mark 45 miała być najlepszym dotąd stworzonym pancerzem (jak każdy inny przed nim).
Stark właśnie, po raz piąty, sprawdzał regulację mocy repulsorów, gdy usłyszał grzmot, dziwnie blisko wieży.
Przez chwilę pomyślał, że to Thor się popisuje, ale skoro Banner truł mu głowę o to, że ma iść spać, to ich małe spotkanko musiało się już skończyć - Tony spojrzał na zegarek – i to z dwie godziny temu. Uświadomienie sobie tego, trochę go zaniepokoiło. Odwrócił się w stronę komputera głównego.
- J.A.R.V.I.S. co się dzieje na zewnątrz? – zapytał.
- Nad miastem rozpętała się potężna burza, sir. – odparł elektroniczny głos. – Żadne prognozy jej nie przewidziały.
- Przeprowadź skan sygnatur energetycznych – powiedział Stark, podchodząc do komputera. – Sprawdź czy to jest zjawisko naturalne, czy raczej Asgardzkie.
J.A.R.V.I.S. milczał dłuższą chwilę, mężczyzna wpatrywał się w holo-ekran, na którym były dane odnośnie zbroi, ale wcale ich nie widział. Po prostu czekał.
Właściwie, choć głośno by tego nie przyznał, chciał aby ta burza okazała się czymś więcej. Już pół roku nic się nie działo. Jasne, czasem było jakieś zadanie: udaremnienie napadu lub zapobiegnięcie jakiemuś wypadkowi, ale prawdziwej misji nie było od dawna. Nikt nie próbował przejąć władzy nad światem lub chociaż podbić jakiegoś miasta…
Z zamyślenie wyrwał go głos J.A.R.V.I.S.a
- Ta burza nie jest tworem naturalnym, sir. – powiedział komputer. – Wykryłem, w jej centrum, sygnaturę energetyczną nie pochodzącą z tej planety. Rozpoznano: Mjolnir – Właściciel: Thor Odinson.
Tony gwałtownie się wyprostował.
- Thor tak po prostu wywołał burzę? – zastanawiał się na głos. – To do niego nie podobne. Może coś się stało? J.A.R.V.I.S. pokaż widok miasta.
Na ekranie pojawiły się obrazy z kamer na dachu. Rzeczywiście, Gromowładny zbliżał się do wieży. Sądząc po towarzyszącej mu burzy, musiał być nieźle wkurzony.
Tony przywołał pancerz, który od razu się na niego założył. Udało mu się stworzyć nową technologię – interface – która pozwalała na kontrolowanie (także zdalne) zbroi za pomocą myśli. Na razie był to prototyp, ale działał nieźle.
- Obudź pozostałych – rzucił Stark do J.A.R.V.I.S.a, gdy tylko przyłbica pancerza się zamknęła. - Oprócz Bannera. – dodał szybko. Nie potrzebował Hulka. Przynajmniej na razie.
Mężczyzna otworzył dach laboratorium, to było jedno z wielu unowocześnień w tym pomieszczeniu. Po chwili był już nad wieżą, spojrzał jak dach powraca na swoje miejsce. W tym momencie usłyszał głos Thora.
- Zaiste, zginiesz dzisiaj, Stark! – krzyknął Gromowładny.

sobota, 4 kwietnia 2015

Epilog



To już jest koniec tego opowiadania. Mam nadzieję, że wam się podobało. Wkrótce zacznie się ukazywać nowe. A teraz życzę miłego czytania. I Wesołych Świąt.

Kobieta, która mnie skuła, prowadziła mnie teraz przez mroczne korytarze samolotu. W końcu otworzyła jakieś drzwi. Moim oczom ukazał się przeciętnej wielkości pokój. Jego ściany były wyłożone czarnymi, sześciokątnymi płytkami. Na środku pomieszczenia stał nie duży stół i dwa krzesła, naprzeciw siebie. Od razu rozpoznałam pokój przesłuchań.
Agentka wprowadziła mnie do środka i przykuła do jednego z krzeseł. Mogłabym ją przed tym powstrzymać i spróbować uciec, pewnie nawet by mi się to udało, ale zważywszy na moją obecną sytuację i mając w pamięci słowa Bartona, postanowiłam zachować spokój.
- Zostaniesz tu, póki dyrektor nie zdecyduje co dalej.  – oznajmiła oschłym głosem agentka. – Nie próbuj żadnych sztuczek.
Wyszła. Zostałam sam w tym jasno oświetlonym pokoju. Zastanawiałam się co dalej? Co jeśli Barton się mylił i jego szef wcale nie zaproponuje mi posady w agencji? Czy po prostu mnie zabiją, a może zamkną w jakimś tajnym więzieniu? Nie miałam w zwyczaju rozczulać się nad sobą, więc szybko ucięłam te myśli.
Nie wiem jak długo tam siedziałam. W końcu drzwi znów się otworzyły. Do pomieszczenia wszedł wysoki, ciemnoskóry mężczyzna. Miał na sobie długi, skórzany płaszcz i przepaskę na oku.
„Fury” przemknęło mi przez myśl.
Mężczyzna usiadł na krześle naprzeciwko mnie.
- W końcu się spotykamy. – powiedział.
Milczałam. Wolałam poczekać na rozwój sytuacji.
- Wolisz się nie odzywać? – zapytał, wstając. – Jak chcesz. W takim razie ja będę mówił. – Zaczął chodzić po pomieszczeniu. – Nie raz już atakowałaś moją agencję. Zabiłaś wielu moich agentów. Byłaś całkowicie nieuchwytna. Dlatego nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że teraz jesteś tu: skuta i całkowicie bezbronna? – urwał, czekając na moją odpowiedź, gdy jej nie uzyskał, kontynuował. – Jak agentowi Bartonowi udało się namówić cię do opuszczenia Rosji, a tym bardziej do braku oporu przy aresztowaniu?
Fury jeszcze dłuższą chwilę zadawał mi pytania typu: „jak?” i „dlaczego?”. Jego zachowanie mnie dziwiło, z tego co mówił Clint, ta rozmowa miała należeć do nieprzyjemnych, ale na razie było całkiem znośnie.
Po kolejnych, pozostawionych bez odpowiedzi, pytaniach, dyrektor S.H.I.E.L.D. zatrzymał się przede mną i uderzył pięścią w stół.
- Nadal będziesz milczeć?! – stracił nad sobą panowanie, albo chciał żebym tak myślała.
Nawet nie drgnęłam. Spokojnie na niego patrzyłam. W tym momencie do mnie podszedł. Nie wiedziałam co zamierza, ale nie miałam zamiaru okazać nawet cienia niepokoju. Mężczyzna rozkuł mi ręce. To mnie zaskoczyło. Roztarłam obolałe nadgarstki i spojrzałam na Fury’ego, który znów siedział na krześle.
- Masz coś co do mnie należy. – powiedział.
Dobrze wiedziałam co ma na myśli. Sięgnęłam do wewnętrznej kieszeni mojej kurtki i wyjęłam PenDrive. Położyłam go na stole, cały czas trzymając na nim palec. To było moje jedyne zabezpieczenie. Jedyne czego on mógł ode mnie chcieć.
- To jedyna kopia. – oznajmiłam.
- W takim razie mam dla ciebie propozycję – odparł, także wyjmując coś z wewnętrznej kieszeni. Były to dwa płaskie pudełka. Oba jednolicie czarne. – Oto ona. – powiedział, otwierając jeden z futerałów. Moim oczom ukazała się odznaka S.H.I.E.L.D. – A to warunek. – zanim zdążyłam otworzyć usta, otworzył drugie pudełko. W nim była prosta, czarna bransoletka. Po chwili rozpoznałam co to jest.
- Bransoletka z lokalizatorem? – zapytałam.
Fury skinął głową.
- Blokuje też wszystkie urządzenia komunikacyjne, oprócz tych należących do S.H.I.E.L.D. – oznajmił. – Gdy zakończysz okres próbny, zdejmiemy ją. Wybór należy do ciebie.
„Tak, a jeśli nie zdecyduję się na dołączenie do agencji, to mnie zamkniecie.” pomyślałam, ale bez słowa uniosłam rękę, puszczając PenDrive.
Dyrektor szybko zapiął na niej bransoletkę lokalizującą, jakby robił to niepierwszy raz, i podał mi odznakę, a przenośną pamięć schował do kieszeni.
- W trakcie okresu próbnego będziesz latała z transportem jako obstawa, a później zobaczymy. – powiedział.
I tak właśnie zaczęłam pracować dla S.H.I.E.L.D.
Nie wiem, czy dyrektor robił to celowo, czy nie, ale praktycznie zawsze, zwłaszcza na początku, współpracowałam z Bartonem. Zdobywaliśmy kolejne poziomy równocześnie i bardzo szybko. Aż do siódmego. Fury nie ufał nam na tyle, aby pozwolić na dostęp do najważniejszych informacji, dlatego pewnie nigdy nie zdobędziemy ósmego poziomu.

- Clint już rok tu leży, tylko dlatego, że znów ocalił mi życie. – Wdowa zakończyła swoją opowieść.
Razem z Pepper stały nad grobem Bartona. Tego dnia przypadała pierwsza rocznica jego śmierci. Kobiety spotkały się, gdy Potts przyszła na cmentarz, aby złożyć kwiaty na grobie. Natasha była tam od rana.
Początkowo milczały, jednak po jakimś czasie Natasha zaczęła opowiadać o swoim pierwszym spotkaniu z Clintem. Sama nie wiedziała dlaczego. W końcu nie była zbyt otwartą osobą, a mówienie o sobie w ogóle do niej nie pasowało. Jednak Pepper okazała się świetną słuchaczką.