niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział VI



Hej. Przepraszam, że rozdział dopiero teraz, ale w zeszły weekend nie był jeszcze gotowy. Pojawi się tu coś dla wszystkich, którzy chcieli dowiedzieć się więcej o projekcie Protect. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba. Dobra kończę już wstęp i życzę miłego czytania :D

Phil siedział w swoim gabinecie. Właśnie dostał odpowiedź od Wdowy. Nie mogła przylecieć, a w sali treningowej czekało na nią dziesięciu kadetów. Coulson podniósł słuchawkę telefonu.
- May - powiedział. - poprowadzisz dzisiejszy trening.
- Tak jest, dyrektorze. - odparła kobieta.
Coulson się rozłączył.
Miał nie wielu agentów, ale tak było lepiej, przynajmniej na razie. Teraz potrzebował tylko zaufanych ludzi, takich, którzy go nie zawiodą. Nawet, jeżeli Hydra została pokonana, a co do tego nie miał całkowitej pewności, piętno ciążące na T.A.R.C.Z.A. pozostawało. Wszyscy kojarzyli agencję z organizacją terrorystyczną, która przeniknęła jej szeregi. Dlatego Coulson postanowił wszystko zacząć od początku, z zupełnie innej strony. Przez ostatni rok zajmował się głównie projektem Protect. Udało mu się odszukać i zwerbować, już około stu niezwykłych ludzi. Ich moce często były równie potężnie jak i niszczycielskie. Jednak po licznych treningach, zaczęli lepiej nad nimi panować. Teraz, według Coulson, byli już prawie gotowi do walki. Niedługo projekt miał ujrzeć światło dzienne. Na razie obejmował tylko Stany Zjednoczone, ale w przyszłości… no cóż, może się rozrośnie. Plan zakładał założenie placówek w dwudziestu największych miastach kraju (oprócz Nowego Jorku, który miał już swoich obrońców). W każdej bazie zamieszkałaby jedna drużyna Herosów, mieliby oni za zadanie ochraniać dany okręg. W razie większego zagrożenia, pojedyncze oddziały łączyłyby się w większe grupy.
Już wkrótce wszystko powinno być gotowe, a wtedy Phil wprowadzi projekt w życie. Jakiś czas temu przyszła do niego Czarna Wdowa. Najwyraźniej domyśliła się, jakie ma plany, ponieważ wyraziła pewne obawy odnośnie projektu. Zastanawiała się czy ludzie zaakceptują tak dużą ilość superbohaterów, czy nie zaczną obawiać się ludzi z mocami. On zbył ją, ale jej słowa zmusiły go do ponownego przemyślenia całej kwestii. Choć nachodziły go wątpliwości, nie miał zamiaru rezygnować z tego, co już osiągnęli.
Oprócz projektu Protect, agencja zajmowała się także odzyskiwaniem wszystkich pozostawionych przez Hydrę 0.84. Coulson nie chciał, aby te niebezpieczne przedmioty wpadły w niepowołanie ręce. Wszystkie odnalezione obiekty zostawały przewiezione do dobrze strzeżonego bunkra w Górach Skalistych. To było najbezpieczniejsze miejsce do ich przechowywania. Choć odnaleźli ich już ponad czterdzieści, według wykazu, który Phil znalazł w tajnych archiwach Fury’ego, nie była to nawet ćwierć wszystkich, wszystkich agent nie miał pewności czy lista jest kompletna.
W tym samym czasie dwa piętra niżej w sali narad, która była teraz pusta, ponieważ wszyscy agenci ruszyli w teren, na ekranie jednego z komputerów wyświetlił się komunikat o zagrożeniu w Nowym Jorku.

***

Natasha wylądowała na lądowisku dla helikopterów przy Mount Sinai Hospital.
- Wdowo, ty z Brucem polecisz do wieży i powiesz o wszystkim Pepper. - Kapitan zwrócił się do kobiety. - Sokół i ja zabierzemy Tony’ego do szpitala.
Gdy pozostali wysiedli, Natasha i Banner wystartowali. Już po chwili byli w wieży. Szli korytarzem najwyższego piętra, na którym znajdowała się sypialnia Tony’ego i Pepper. Właśnie przechodzili obok laboratorium, kiedy Wdowa nagle się zatrzymała.
- Powiedz jej sam. - odezwała się kobieta. - Muszę coś sprawdzić.
I zanim Bruce zdążył cokolwiek odpowiedzieć, skręciła w korytarz prowadzący do pracowni. Gdy tylko przed nimi stanęła, otworzył się. Zdziwiło ją to, bo co, jak co, ale prywatne laboratorium Starka powinno być dobrze zabezpieczone. Weszła do środka. Światła zapaliły się automatycznie, oślepiając ją na krótką chwilę. Gdy odzyskała wzrok, rozejrzała się po pomieszczeniu. Miało większość ścian ze szkła, właśnie dlatego tu przyszła. Gdy przechodzili koło pracowni, zauważyła w środku jakiś błysk światła, jakby ktoś w pośpiechu wyłączał holoekran głównego komputera. W pomieszczeniu jednak nikogo nie było, a wszystkie sprzęty wydawały się być na swoich miejscach, choć Natasha nie mogła mieć pewności, bo nigdy wcześniej tu nie była. Nagle usłyszała jakiś szelest dochodzący zza jednego ze stołów roboczych prze komputerze. Podeszła tam.
- Co ty tu robisz? - rzuciła ostro do osoby ukrytej za biurkiem.
Anne wstając uderzyła głową o blat.
- Auu - syknęła. - Nie twoja sprawa - odparła, rozcierając dłonią obolałą potylicę.
- Co tu robisz? - powtórzyła z naciskiem Wdowa.
- Ja… - zaczęła Anne, ukradkiem chowając coś do tylnej kieszeni spodni. - Potrzebowałam pewnego odczynnika.
- I szukałaś go w ciemnościach? - Natasha uniosła z niedowierzaniem brwi.
- Gdy go znalazła to mi upadł… - Anne mówiła zbyt szybko. - Potoczył się gdzieś i nie mogłam go znaleźć. A że ten odczynnik jest fluorescencyjny…
- Wystarczy. - przerwała jej Wdowa. - Nie wiem czy ty jesteś naiwna, czy po prostu uważasz mnie ze idiotkę, myśląc, że uwierzę w te kłamstwa. - kobieta nie krzyczała, jej głos był spokojny i dobitny.
- Ale ja.. - odezwała się Anne, ale znów nie miała szansy dokończyć.
- Kłamiesz i ja dobrze o tym wiem - weszła jej w słowo Wdowa.
W tym momencie zadzwonił jej komunikator. Spojrzała na ekran.
- Jeszcze do tego wrócimy. - powiedziała, przenosząc wzrok znów na Anne.
Sekundę ją lustrowała, po czym odwróciła się i wyszła z laboratorium.

Bruce zatrzymał się przed drzwiami prowadzącymi do sypialni Tony’ego i Pepper. Czuł się nieswojo, bo, choć bywał dosyć często na tym piętrze, tego pokoju jeszcze nigdy nie widział.
Zapukał.
- Proszę. - usłyszał kobiecy głos.
- Drzwi się otworzyły i zobaczył wnętrze sypialni.
Pokój był naprawdę duży. Utrzymany w jasnych barwach. Jedna ze ścian była całkowicie oszklona, widok jaki się za nią roztaczał był niesamowity. Można było objąć wzrokiem całą wschodnią część miasta. Naprzeciwko drzwi wejściowych znajdował się duży, także szklany regał wypełniony książkami, płytami i różnymi, bliżej niezidentyfikowanymi, przedmiotami przypominającymi części robotów. W centrum tego zbiorowiska stała przejrzysta gablota, w której znajdował się pierwszy reaktor łukowy Tony’ego. Po prawej były kolejne drzwi, najprawdopodobniej prowadzące do łazienki. Naprzeciwko okna stało duże podwójne łóżko, na którego skraju siedziała Pepper. Kobieta miała na sobie czarny, satynowy szlafroczek. Przechyliła lekko głowę i wycierała swoje długie, rude włosy.
Bruce wszedł do środka. Pepper spojrzała na niego. Widząc wyraz twarzy mężczyzny, zastygła w bezruchu.
- Co się stało? - zapytała, odkładając ręcznik na łóżko.
- Tony miał… - Banner zawahał się, szukając odpowiedniego słowa. - wypadek. - może to nie była do końca prawda, ale po co martwić ją jeszcze bardziej? - Jest w szpitalu.
Kobieta była blada. Już ona wiedziała co to za „wypadek”. Słyszała alarm, oznaczający misję...
- Jest bardzo źle? - zapytała przyciszonym głosem.
Z przedłużającego się milczenia swojego rozmówcy, wywnioskowała, że tak. Wstała z łóżka.
- Daj mi pięć minut. - powiedziała.
Banner wyszedł na korytarz. Stanął pod ścianą naprzeciwko drzwi sypialni. Zamyślił się. Po chwili czyjś dotyk przywrócił go do rzeczywistości. To Wdowa klepnęła go w ramię.
- Gdzie byłaś? - zapytał, patrząc na kobietę.
- Musimy się pośpieszyć. - powiedziała Natasha, jakby go w ogóle nie usłyszała. - Bo będzie za późno.
W tym momencie drzwi sypialni otworzyły się.
- Ruszajmy - powiedziała Pepper.

Sokół i Kapitan wynieśli z jeta nieprzytomnego Tony’ego. Na parkingu prawie natychmiast pojawili się sanitariusze. Jeden z nich zaczął wypytywać Steve’a i Sama. Pozostali położyli Starka na noszach i usztywnili mu szyję. Ktoś sprawdził mu puls.
- Zatrzymanie akcji serca. - powiedział młody sanitariusz. - Brak oddechu. Szybciej!
Po chwili byli już w jednej z sal szpitalnych. Lekarz rozpoczął masaż serca. Sanitariusz zaintubował Tony’ego.
- Przygotujcie defibrylator! - krzyknął.
Jedna z pielęgniarek podłączyła EKG, w powietrzu rozniósł się przeciągły pisk.
Sokół i Kapitan byli na korytarzu, widzieli wszystko przez okno. Gdy pielęgniarka ich zauważyła, szybko zasłoniła żaluzje. Teraz mogli się zorientować w sytuacji tylko na podstawie dźwięków wydawanych przez EKG. Było źle.
Sokół wysłał wiadomość do Wdowy.
Tym czasem w środku trwała walka o życie Tony’ego.
Sanitariusz wziął elektrody defibrylatora. Lekarz prowadzący masaż serca szybko odsunął się na bok.
- Ładuję do 200 - powiedział mężczyzna. - Uwaga! - wyładowanie.
Kilka nieregularnych piknięć i znów długi przeszywający dźwięk.
- Jeden miligram adrenaliny! - krzyknął lekarz.
Pielęgniarka szybko podała lek.
- ładuję do 300! - odezwał się znów sanitariusz. - Uwaga!
Tym razem EKG zaczęło wydawać z siebie regularne piknięcia.
- Wrócił rytm zatokowy. - powiedział lekarz z ulgą. - Trzeba przeprowadzić pełną diagnostykę.
Lekarz wyszedł na korytarz.
- Jestem doktor John Adams. - zwróciła się do mężczyzna czekających na jakieś wiadomości.
- Co z nim? - zapytał Steve.
- Pan Stark jest na razie stabilny. - odparł lekarz. - Chciałbym zadać panom kilka pytań. Może usiądziemy?
Mężczyźni zajęli miejsca.
- Co tam się stało?- zapytał Adams.
- Wszystko już opowiedziałem jednemu z sanitariuszy. - odparł Kapitan.
- Nie - lekarz jakby się zawahał. - Chciałbym wiedzieć dlaczego zaatakował tych ludzi.
Sam i Steve popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
- Skąd pan o tym wie? - odezwał się Sokół.
- Widziałem w telewizji. - odparł tamten - Więc dla…
- Nie wiemy - przerwał mu Sam.
- Ale chyba pan nie sądzi… - Kapitan nie dokończył, ponieważ w tej chwili na korytarzu pojawili się Bruce, Natasha i Pepper. Gdy ta ostatnia zobaczyła lekarza, szybko do niego podbiegła.
- Co z nim? - zapytała. - Gdzie on jest?
W tym momencie drzwi sali otworzyły się. Ze środka wyjechało łóżko otoczone przez grupę ludzi.
- Przewozimy go na badania. - jeden z sanitariuszy zwrócił się do lekarza.
Pepper spojrzała w tamtą stronę. Tony był zaintubowany i podłączony do wielu urządzeń. Był posiniaczony, miał podarte ubranie, a na skórze pozostały ślady zaschniętej krwi, oraz wbite odłamki szkła i metalu.
Pepper zasłoniła twarz dłońmi i szybko się odwróciła. Za nią stał Kapitan. Kobieta wtuliła się w niego, a on objął ją ramieniem. Zaczęła łkać.
- On z tego wyjdzie. - powiedział przyciszonym głosem. „Przynajmniej mam taką nadzieję” dodał w myślach.
- Po przeprowadzeniu wstępnej diagnostyki - lekarz zwrócił się do Pepper. - będę mógł pani powiedzieć coś więcej. Ale to może potrwać. Jeśli chce pani zaczekać, tu za rogiem jest bufet.
Kobieta zwróciła na niego zapłakaną twarz.
- Dziękuję, panie doktorze. - szepnęła.
Mężczyzna tylko się uśmiechnął i ruszył w sobie tylko znanym kierunku.
Pepper już się trochę uspokoiła i odsunęła się lekko od Kapitana. Pozostali Avengersi stali głębiej w korytarzu. Steve spojrzał na kobietę.
- Może wrócisz do domu? - zapytał. - Zostanę tu i będę cię informował.
- Nie. - odparła zdecydowanie Pepper. - Poczekam.
Kapitan odwrócił się do pozostałych.
- Wy wracajcie do wieży. - powiedział.
- A ty? - odezwał się Sokół.
- Zostanę z Pepper. - oznajmił Steve.
Avengersi pożegnali się i ruszyli do wyjścia.

Doktor John Adams wszedł do swojego gabinetu.
Jego myśli zaprzątały rozważania. Iron Man zaatakował bezbronnych ludzi, zaczął niszczyć Times Square, jednak z drugiej strony nie raz ocalił świat. Ale to był jego obowiązek, musiał to zgłosić. W końcu poczucie obowiązku przeważyło i lekarz sięgnął po telefon leżący na biurku. Wybrał numer.
- Tu jednostka główna policji stanowej - usłyszał głos w słuchawce. - W czym mogę pomóc…

niedziela, 26 października 2014

Rozdział V



Hej. Oto następny rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba :) Miłego czytania.

- Co robimy? - zapytał Sokół.
- Ja chyba wrócę do laboratorium. - odparła Anne i wyszła z pokoju.
Sam zdjął skrzydła i położył je na fotelu. Dlaczego to on musiał dostać najnudniejsze zadanie?
Usiadł na kanapie i włączył telewizor. Nie oglądał nic konkretnego. Czekał, aż coś się zdarzy: może go wezwą, a może ktoś jednak zaatakuje wieżę?
Nagle coś go tknęło.
- J.A.R.V.I.S. rzuć na ekran obraz z laboratorium nr 20.
- Tak jest, proszę pana. - odparł komputer i już po chwili w telewizorze pojawiło się odpowiednie nagranie.
- Co jest? - zdziwił się Sokół.
Pomieszczenie było puste. Ani śladu Anne. Sam postanowił to sprawdzić. Ruszył do windy.
„Może po prostu wyszła do łazienki” pomyślał, gdy winda zaczęła opadać.
Dotarł na miejsce. Chciał wejść do środka, ale…
- Nie prawidłowy skan dłoni. - powiedział J.A.R.V.I.S.. - Brak dostępu.
„Tony i te jego zabezpieczenia” pomyślał Sam.
- J.A.R.V.I.S…. - zaczął, ale przerwał mu dźwięk komunikatora.
Wzywali go. Szybko wrócił do salonu, założył skrzydła i opuścił wieżę.

Kapitan, Wdowa i Bruce byli w jecie, Tony leciał obok nich. Po chwili dotarli na miejsce. Było gorzej niż myśleli.
Na ulicy było mnóstwo ludzi. Wszyscy uciekali i krzyczeli. Wpadali na siebie. A wszystkiemu była winna grupa ludzi w żółtych kombinezonach. Co chwilę strzelali z jakiejś nieznanej broni, to w stronę tłumu, to do budynków. Fragmenty billboardów i odłamki szkła z rozbitych ekranów były wszędzie.
Avengers wylądowali na dachu One Times Square. Wysiedli z jeta.
- Tony, podrzucisz Wdowę i mnie na dół, - zarządził Kapitan. - A ty Bruce… wiesz co masz robić.
Natasha i Steve już po chwili byli na ziemi. Zajęli pozycje miedzy uciekającym tłumem a napastnikami. Chronili ludzi przed atakami. Iron Man pozostał w powietrzu, starał się zepchnąć agentów A.I.M. pod ścianę budynku.
Nagle usłyszeli z góry potężny ryk. Chwilę później na ulicę spadła „zielona gamma bomba”*
Hulk ruszył wprost na wrogich agentów. Część z nich otworzyła ogień, pozostali rozbiegli się w popłochu. Ci strzelający także szybko zauważyli, że to bez sensu i rzucili się do ucieczki zanim Hulk zdążył do nich dotrzeć. Wydawało się, że zwyciężyli. Iron Man wylądował, Hulk stał z tyłu. Po chwili dołączyli do nich Kapitan i Wdowa. Na placu nadal było sporo ludzi, ale teraz spokojnie szli.
- Dobra robota - powiedział Steve. - Wracajmy do…
W tym momencie koło ucha świsnął mu ładunek z repulsora.
- Co ty wyprawiasz, Stark?! - krzyknął ze zdziwieniem Kapitan.
Iron Man nic nie powiedział, tylko wzbił się w powietrze. Wyminął oszołomionych Avengersów i poleciał w stronę grupki rozmawiających ludzi.
Nikt nie wiedział co się dzieje. Dlaczego Iron Manowi odbiło? Ale nie było czasu się nad tym zastanawiać.
Kapitan błyskawicznie znalazł się pomiędzy Iron Manem a cywilami. Przyjął ładunek z repulsora piersiowego na tarczę. Tony nie przerywał ataku, jakby myślał, że może ją przebić.
- Hulk… - Steve, nadal odpierając ataki, spojrzał tam, gdzie przed chwilą stał zielony olbrzym, ale zobaczył Bannera, który był lekko nieobecny, jak zawsze po przemianie. - Wdowo, wezwij Sokoła!
- Już to zrobiłam. - odparła natychmiast rudowłosa, chowając komunikator.
Korzystając z tego, że Iron Man był zajęty walką z Kapitanem, wskoczyła mu na plecy i wycelowała swoje elektrożądła w połączenie hełmu z resztą zbroi. Mimo, że użyła najwyższego napięcia, nic się nie stało.
Iron Man gwałtownie się odwrócił i kobieta z impetem runęła na ziemię. Na chwilę zrobiło jej się ciemno przed oczami.
- Uważaj! - Sokół w ostatniej chwili odciągnął ją na bok.
Tam gdzie była jej głowa, ziała teraz głęboka dziura w asfalcie.
- Dzięki. - odparła Natasha, przyciągając Sama do siebie.
Ładunek minął go o kilka centymetrów.
- Nawzajem - uśmiechnął się. - Co tu się dzieje. Dlaczego…
- Nie wiem. - przerwała mu Wdowa. - Ale trzeba go powstrzymać.
Sokół wzbił się w powietrze, a Wdowa wyjęła pistolety. Oddała kilka strzałów, jednak kule odbijały się od zbroi nie pozostawiając nawet rysy.
Kapitan robił wszystko, aby Iron Man nie mógł zaatakować przechodniów. Część z nich szybko opuściła plac, ale byli też tacy, którzy stali i patrzyli na to co się dzieje.
Sokół zaatakował z góry. Iron Man odwrócił się w jego stronę i błyskawicznie oddał strzał. Sam się uchylił, ale ładunek przeszył skrzydło. Mężczyzna stracił równowagę i uderzył o ścianę pobliskiego budynku. Osunął się na ziemię.
Banner w końcu doszedł do siebie. Nie mógł uwierzyć w to, co się działo na placu. Coś się poruszyło w cieniu między budynkami. Bruce spojrzał w tamtą stronę…

- Dobra robota - powiedział Kapitan.
Tony poczuł, że coś dziwnego dzieje się z jego zbroją. Najpierw nie mógł się ruszyć, potem jego ręka sama uniosła się w górę.
- Wracajmy do… - Steve urwał nagle, bo koło ucha świsnął mu ładunek z repulsora.
- Co ty wyprawiasz, Stark?! - krzyknął.
- Nie wiem, nie mam kontroli nad zbroją. - odparł Tony, ale go nie usłyszeli.
- Mikrofon też nie działa?! - Stark był zirytowany. - Co jest, do cholery, z tym pancerzem?
W tym momencie wzbił się w powietrz. Zobaczył, że leci w stronę grupki ludzi.
„Nie” przemknęło mu przez głowę.
- J.A.R.V.I.S zresetuj system, teraz! - krzyknął.
- Polecenie odrzucone. - usłyszał komputerowy głos.
- Polecenie głosowe: Anthony Edward Stark kod: 4-6-9, reset pancerza. - spróbował znów Tony.
Za chwilę będzie dość blisko, aby oddać strzał, a nadal nie miał kontroli nad zbroją.
- Brak dostępu - powiedział J.A.R.V.I.S - Przekierowanie mocy do repulsora piersiowego.
Nie mógł w żaden sposób zatrzymać zbroi. Na szczęście w ostatniej chwili pojawił się przed nim Kapitan, jego tarcza bez trudu powstrzymała atak.
- Hulk… - zaczął Steve.
Tony nie mógł się odwrócić, żeby zobaczyć na co patrzy Kapitan. Nie miał czasu się nad tym zastanawiać.
- Wdowo, wezwij Sokoła. - odezwał się po chwili Steve.
Kobieta coś odpowiedziała, ale Stark nie dosłyszał co. Postanowił uwolnić się ze zbroi.
- J.A.R.V.I.S… - zaczął, ale w tym momencie poczuł silne uderzenie w plecy. Po chwili zobaczył Wdowę upadającą na asfalt. Od razu domyślił się co próbowała zrobić.
- J.A.R.V.I.S otwórz pancerz - zwrócił się do komputera.
- Poleceni odrzucone. - powtórzył elektroniczny głos.
- Do jasnej cholery, zdejmij ze mnie tę zbroję! - krzyknął Stark
Dostrzegł leżącą na ziemi Wdowę. Kobieta wglądała na oszołomioną. Tony poczuł, że jego ręka się unosi. W tym momencie coś śmignęło i kobieta zniknęła. Ładunek zrobił dziurę w asfalcie.
To Sokół, zdążył w ostatniej chwili. Teraz rozmawiał z Natashą. Zbroja znów strzeliła. Kobieta przyciągnęła Sama do siebie, chroniąc go przed atakiem.
Tarcza Kapitana trafiła Iron Mana prosto w głowę. Zbroja się odwróciła w jego stronę. Steve złapał tarczę. Pancerz zaczął atakować, jednak Kapitan bez trudu odbijał każdy ładunek.
Tony usłyszał głuche uderzenia, trochę przypominające deszcz. Domyślił się, że to Natasha do niego strzela.
„Nie zniszczą jej od zewnątrz” pomyślał Stark.
Wdowa stała przed budynkiem. Pancerz strzelił w jeden z ostatnich całych billboardów na tej ulicy. Reklama zwaliła się z hukiem na ziemię. Kobieta nie zdążyła uskoczyć i gruzy przygniotły jej nogi. Tony zaczął się do niej zbliżać, ale w tym momencie zaatakowali go Sokół i Kapitan. Zbroja wystrzeliła w stronę Sama. Ładunek przebił jego skrzydło. Stark zobaczył tylko, że mężczyzna stracił kontrolę nad lotem, bo pancerz już się obrócił do atakującego od tyłu Steve’a. Jego tarcza odbiła się i upadła kilkanaście metrów dalej. Kolejny ładunek z repulsora trafił Kapitana prosto w brzuch. Mężczyznę odrzuciło w tył. Uderzył plecami o asfalt.
Iron Man ruszył w stronę Wdowy, która nie mogła się wydostać spod resztek billboardu.
„Zabije ją” pomyślał Tony.
Zostało jedno wyjście. Nie chciał tego robić, ale nie miał wyboru. Oby zadziałało. Powinno. Ten system był najlepiej zabezpieczony. Wahanie nie trwało nawet ćwierć sekundy.
- Polecenie nadrzędne. - powiedział Stark. - Kod aktywacyjny: omega 44, dezaktywacja 5-8-23-1944.
- Polecenie zaakceptowane. - usłyszał głos komputera. Autodestrukcja pancerza z 3… 2… 1…

Z cienia coś się wyłoniło. Tylko na chwilę. Banner pomyślał, że mu się wydawało. To była ogromna, kwadratowa… głowa? Nie, pomyślał, niemożliwe. Nie mógł się nad tym zastanowić, bo usłyszał wybuch.

Do Wdowy zbliżał się Iron Man. Kobieta ze wszystkich sił próbowała się uwolnić, jednak to na nic. Zbroja uniosła rękę. Natasha zasłoniła głowę ręką. Usłyszała wybuch i poczuła drobne odłamki raniące jej skórę. Po chwili przestały. Opuściła rękę. Wokół niej leżało mnóstwo złotych i czerwonych kawałków metali. Iron Mana nigdzie nie było. Do kobiety podbiegł Kapitan. Pomógł jej się wydostać. Nie była w stanie sama ustać, musiała się na nim podeprzeć.
- Co się stało? - zapytała.
Wtedy go zobaczyła. Stark leżał wśród odłamków. Wyglądał okropnie. Miał podarte ubranie, był cały poraniony i brudny. Nad nim stał Banner.
- Czy on żyje? -zapytała Natasha.
- Tak - odparł Bruce. - Ale jeśli zaraz nie otrzyma pomocy, będzie źle.




* zaczerpnięte z serialu Avengers - Zjednoczeni

niedziela, 19 października 2014

Rozdział IV



Hej. Sorki, że w zeszłym tygodniu nie dodałam rozdziału, ale nie zdążyłam go napisać :(  Teraz jest wreszcie gotowy, więc go dodaję. Miłego czytania ;)

Anne weszła do laboratorium
Nie potrzebnie otworzyła się przed Bannerem. Zawsze miała za długi język. A teraz, tłumione przez ostatnie kilka lat, obawy powróciły.
Usiadła przy jednym z blatów roboczych i ukryła twarz w dłoniach.
Bała się. Odkąd u jej matki zdiagnozowano tę chorobę, dziesięć lat temu, Anne bała się, że i ona ją ma. Było to bardzo prawdopodobne. Po kilku latach się przebadała. Jej obawy się potwierdziły. Jej matka była wtedy w zaawansowanym stadium pląsawicy.
Od tego czasu postanowiła, że znajdzie lekarstwo. Długo studiowała, gruntownie poznała mechanizmy dziedziczenia chorób genetycznych. Po ukończeniu nauki poszukiwała laboratorium, w którym mogłaby prowadzić badania, jednak żadne jej nie przyjęło. W końcu dostała ofertę. Dało jej to nadzieję. Wkrótce po rozpoczęciu badań zmarła matka Anne, miała zachłystowe zapalenie płuc typowe dla tej choroby. Kobieta kontynuowała swoją pracę.
Teraz urządzenie było już prawie gotowe, jednak jeśli nie wypełni zadania, będzie to oznaczało koniec i dla jaj badań i dla przyszłości.
Anne gwałtownie się otrząsnęła. Dość tych rozmyślań. Jest już tak blisko i nic jej nie powstrzyma. Wyleczy się. Będzie mogła żyć jak każdy człowiek.
Już dawno nie pozwalała sobie na takie rozmyślania. Spychała obawy w głąb, aby jej nie przeszkadzały. Mało kto w ogóle wiedział, że jest chora.
„Skup się na pracy” pomyślała.
Zaczęła tworzyć listę potrzebnych rzeczy do odbudowania komory. Gdy skończyła, spojrzała na zegar. Dochodziła północ.
- J.A.R.V.I.S. prześlij ten plik na komputer Tony’ego. - Anne ziewnęła przeciągle. - Ja idę spać.
Opuściła laboratorium. Weszła do windy. Dopiero po chwili zauważyła, że nie jest sama.
- Dlaczego jeszcze nie śpisz? - zapytała Wdowa.
Anne szybko się odwróciła. Widząc kobietę uśmiechnęła się.
- Przestraszyłaś mnie. - powiedziała - Byłam w laboratorium. A ty, co tu robisz?
- Jadę na górę. - odparła Natasha.
- Gdzie byłaś? - drążyła Anne.
Ale w tym momencie winda się zatrzymała. Wdowa szybko ją opuściła i zniknęła w swoim pokoju.
„Ona jest dziwna” pomyślała Anne i poszła do siebie.

***

Nazajutrz Tony wstał bardzo wcześnie. Tego dnia Pepper wracała z Europy, a on chciał zrobić jej niespodziankę na lotnisku.
Przebrał się i wziął jeden z samochodów.
Samolot Pepper miał wylądować o ósmej, kobieta wolała latać w nocy. Stark opuścił wieżę o siódmej. W prawdzie do lotniska nie było daleko, jednak Pepper leciała prywatnym samolotem, więc godzina przylotu mogła ulec zmianie.
Tony po drodze kupił jeszcze ulubione kwiaty kobiety.
Gdy dojechał na miejsce, Pepper była już przed budynkiem, a obok niej, trzymając wszystkie bagaże, stał Happy Hogan, szef ochrony.
Stark zatrzymał się przed nią. Opuścił dach samochodu.
- Podwieźć panią? - zapytał.
- Tony, co ty tu robisz? - zdziwiła się.
Mężczyzna wysiadł z samochodu i pocałował ją.
- Dobrze, że już wróciłaś - uśmiechnął się.
Otworzył przed nią drzwi. Wsiedli do środka.
- A co zemną? - zapytał Nappy.
- Wynajmiesz taksówkę i odwieziesz bagaże panny Potts do wieży. - odparł Stark, odpalając silnik.
Odjechali.
- Mam coś dla ciebie - powiedział po chwili Tony. Sięgnął do tyłu i wyjął duży bukiet.

***

Już prawie od tygodnia nic się nie działo. Avengersi nie wyruszyli na żadną misję, A.I.M. się nie pokazywało. Postanowili, że Anne następnego dnia wróci do siebie. Kobieta wydawała się zadowolona z tej decyzji.
Czwartkowy wieczór zapowiadał się spokojnie. Anne pracowała, jak zwykle, w laboratorium, gdy zadzwonił jej telefon. Spojrzała na ekran. „Numer zastrzeżony”. Wzięła urządzenie i weszła do łazienki - jedynego miejsca bez kamer. Odebrała. Chwilę słuchała w milczeniu.
- Tak jest. - odparła - Dzisiaj. Zadanie zostanie wykonane.
Rozłączyła się i schowała telefon do kieszeni.

Wdowa była w swojej sypialni.
Ostatnio Coulson coraz częściej ją wzywał. Nic o tym nie mówił, ale ona czuła, że już niedługo Projekt Protect ujrzy światło dzienne. Od jakiegoś czasu miała obawy czy to nie jest przesada, czy tyle grup superbohaterów nie wystraszy ludzi, zamiast dać im poczucie bezpieczeństwa. Mówiła o tym Philowi, ale on nie chciał słuchać. Uznał, że dramatyzuje. To było śmieszne. Ona nigdy nie dramatyzowała.
Teraz siedziała na łóżku. Jej komunikator znów zabrzęczał. Spojrzała na ekran.
Za 20 minut, tam gdzie zwykle.
P.C.
W tym momencie rozległ się alarm. Natasha szybko odpisała:
Nie dzisiaj. Misja.
C.W.
i pobiegła się przebrać.

Sokół i Kapitan trenowali. Robili to każdego popołudnia. Tego dnia zeszło im dłużej niż zwykle.
Steve właśnie rzucił tarczą, gdy coś usłyszał. Odwrócił się, nasłuchując, co to takiego.
- Kapitanie, uważaj! - Sokół w ostatniej chwili odbił tarczę, która wracała do właściciela.
- Dzięki, Sam. - powiedział Steve, podnosząc przedmiot z podłogi. - Coś się dzieje, to chyba alarm.
- Masz rację - odparł Sokół i oboje ruszyli do salonu - tam zawsze się zbierali przed misją.

Banner i Stark nadal pracowali nad jakimś wynalazkiem. Gdy przerwał im dźwięk alarmu, byli w laboratorium Tony’ego.
- Coś się dzieje w mieście. - odezwał się Stark. - Idziesz z nami?
- Najpierw zobaczymy o co chodzi - odparł wymijająco Bruce.
- Ok.
Tony szybko włożył zbroję, a raczej ona sama założyła się na niego.

Pięć minut później cała piątka była na górze.
- J.A.R.V.I.S. co się dzieje? - zapytał Stark.
- Wybuchły zamieszki na Times Square. - odparł komputer.
- A coś dokładniej? - Tony zaczynał być zniecierpliwiony.
- Według policyjnych raportów ok. czterdziestu ludzi, w żółtych kombinezonach, zaczęło wszystko niszczyć.
- Po prostu niszczą? - zdziwił się Stark. - Bez żadnego celu?
- To mi wygląda na zasadzkę. - odezwał się Kapitan.
- To na pewno jest zasadzka. - powiedziała Wdowa.
- Ale nie możemy pozostać bierni… - zaczął Steve.
- I nie zostaniemy. - przerwał mu Tony. - Wygląda na to, że chcą nas odciągnąć od wieży. Zapewne planują…
W tym momencie do pokoju weszła Anne.
- Co się dzieje? - zapytała zebranych. - Co to był za alarm?
- A.I.M. znów dało o sobie znać. - odezwał się Sokół.
- Zaatakowali na Times Square… - dopowiedział Banner.
- Nie ma czasu. - przerwał mu Stark. - Kapitan, Wdowa… Bruce? - spojrzał na naukowca, ten tyko skinął głową. - Bruce i ja wyruszamy do miasta. Sokole - zwrócił się do sama. - ty zostaniesz tutaj w razie by jakiś oddział A.I.M. zaatakował wieżę.
- Dobrze. - odparł tamten.
- A nie będzie wam potrzebny? - wtrąciła się Anne. - AvengersTower jest dobrze zabezpieczone. Nawet gdyby ktoś próbował się tu dostać, to mu się to nie uda, a z resztą… - urwała, widząc, że wszyscy utkwili w niej spojrzenia. - Ja tylko… zastanawiałam się czy w czwórkę dacie sobie radę.
Wdowa i Kapitan wymienili ukradkowe spojrzenia. Coś tu nie grało. Dlaczego Anne chciała się pozbyć wszystkich z wieży? Ale nie było czasu się nad tym zastanawiać.
- Poradzimy sobie. - powiedział tylko Steve. - Ruszajmy.
Iron Man wyleciał przez balkon. Pozostali weszli do windy. W salonie zostali tylko Sam i Anne.

niedziela, 5 października 2014

Rozdział III



Już jest następny rozdział. Ma nadzieję, że uda mi się wstawiać kolejne w miarę regularnie, ale ostatnio nie mam kiedy pisać. Na razie życzę miłego czytania :)

- Siostra? - zdziwili się Avengersi.
- Przyrodnia. - wyjaśnił Stark.
- Dlaczego wcześniej o niej nie wspomniałeś? - zapytał Banner, siedzący na kanapie.
-Wszyscy patrzyli na Tony’ego, który podszedł do krzesła, obrócił je tyłem i usiadł na nim okrakiem.
- Bo sam się dowiedziałem kilka dni temu. - odparł. - Przeglądałem stare rzeczy mojego ojca i znalazłem nagranie. Tak w skrócie: Howard nie był zbyt wierny. Miał romans z Alice Carter, nie wspomniał gdzie ją poznał. Anne urodziła się już po śmierci moich rodziców. - zakończył.
- Nie sądzisz, że to naciągane? - odezwała się Natasha. - Znajdujesz jakieś nagranie, z którego dowiadujesz się, że masz siostrę i kilka dni później, nie wiadomo skąd, ona pojawia się przed twoimi drzwiami…
Stark milczał.
- Coś w tym może być. - wtrącił Sokół - W końcu ty jej wcale nie znasz.
- Skąd w ogóle możesz wiedzieć, że to ona? - dodał Kapitan.
- Widziałem zdjęcie jej matki, jest do niej bardzo podobna. - oparł Tony. - Nie mogłem jej odmówić pomocy. Ale nie martwcie się - jego ton stał się dość opryskliwy. - J.A.R.V.I.S. cały czas ją obserwuje. Nie jestem naiwny, nie pozwoliłbym…
W tym momencie w pokoju pojawiła się Anne.
- Co się dzieje? - zapytała, gdy wszyscy na nią spojrzeli.
- Nic takiego. - powiedział Stark, który właśnie dostrzegł szansę na wywinięcie się z tej niezbyt przyjemnej rozmowy. - Ja właśnie wychodziłem. Mam dużo pracy w laboratorium. Bruce, dobrze by było, żebyś wkrótce przyszedł. - ruszył do windy.
Wdowy już nie było w salonie, wyszła niezauważona przez nikogo. Kapitan i Sokół także wstali.
- Mam jeszcze coś do zrobienia - rzucił Sam i wyszedł z pokoju.
- Do jutra. - powiedział tylko Kapitan i także opuścił pomieszczenie.
Bruce i Anne zostali sami.
- Co to była za masowa ewakuacja? - spytała ze śmiechem kobieta.
- Nie mam pojęcia. - Banner z zakłopotaniem potarł skronie.
- To wszystko jest takie… nierealne. - powiedziała Anne, siadając na kanapie. Bruce wybrał fotel. - Rano jeszcze byłam zwykłym naukowcem, a teraz… Jakieś pościgi, jety… A to wszystko przez maszynę, która miała uratować mi życie.
Bruce spojrzał na nią pytająco.
- Mam chorobę Huntingtona - wyznała. - Za 10 może 20 lat pojawią się objawy. A potem czeka mnie powolna utrata kontroli nad własnym ciałem… - urwała. - Nie wiem dlaczego ci to mówię. - pokręciła z zakłopotaniem głową, wstała i ruszyła w stronę windy.
- Dokąd idziesz? - zapytał Banner.
Ona odwróciła się do niego.
- Do laboratorium - odparła. - Muszę przygotować listę części potrzebnych do odbudowania komory covertera.
- Mogę ci pomóc? - wstał z kanapy.
- Wolałabym być sama - powiedziała cicho. - Z resztą Tony chyba cię potrzebuje.
- Masz rację - lekko skinął głową.
Anne zniknęła za drzwiami windy.

Kapitan postanowił się trochę przejść, więc poszedł do swojej sypialni, przebrać się w normalne ubrania i zostawić tarczę. O mały włos nie wpadł na Wdowę, gdy wychodził z pokoju.
- Dokąd się wybierasz? - zapytała kobieta. - Znalazłeś sobie w końcu jaką dziewczynę?
- Czy ty nigdy nie przestaniesz? - odparł ze zniecierpliwieniem. - A ty dokąd idziesz?
- Na cmentarz. - odparła cicho. W tym momencie bardzo się cieszyła, że nie była ubrana w swój kostium.
- Yhm. - Steve nie wiedział co powiedzieć.
Z kłopotu wyciągnęła go Natasha.
- Do jutra. - rzuciła i ruszyła korytarzem.
- Do zobaczenia. - usłyszała za sobą głos Kapitana.
Weszła do windy. Jednak zamiast zjechać na dół, wjechała na górę. Stanęła w drzwiach prowadzących na taras. Nie po raz pierwszy się wymykała. Miała na tę specjalny gadżet. Podłączyła smartfona do sieci budynku. Specjalna Aplikacja zastąpiła widok z kamer na żywo, nagraniem wykonanym wcześniej. Działała tyko kilka minut, ale to wystarczało.
Włączyła komunikator.
- Gotowe. - powiedział.
Nad budynkiem pojawił się jest. Zawisł w powietrzu i spuścił drabinkę. Wdowa szybko weszła do środka.
- Co tak długo? - zapytał Coulson.
- Musiałam spławić Kapitana. - odparła.
- Ok. - odparł, siadając za sterami. Ona zajęła miejsce obok.
- Dokąd lecimy? - zapytała.
- Tam gdzie zwykle. - powiedział.

 Rok temu, jakiś miesiąc po śmierci Clinta, Natasha dostała wiadomość:
Spotkaj się ze mną w Central Parku
P.C.
Gdy znalazła się w parku, podszedł do niej mężczyzna ubrany w jeansy i koszulę. Dopiero po chwili rozpoznała Coulsona, którego nigdy wcześniej nie widziała go ubranego inaczej niż w garnitur.
- Przejedziesz się ze mną? - zapytała tylko.
Ona skinęła głową i ruszyli do samochodu.
- Widzę, że Lola nadal na chodzie. - powiedziała.
- Oczywiście. - agent się uśmiechnął, wsiadając do czerwonego kabrioletu.
Natasha zajęła miejsce pasażera. Phil ruszył.
- A więc dlaczego chciałeś się spotkać? - zapytała.
- Dostałem pewne zadanie i chciałbym żebyś pomogła mi je zrealizować. - odparł.
- Nie możesz powiedzieć wprost? - Wdowę zaczynały już irytować te niedomówienia.
- Zaraz ci wszystko wyjaśnię. - skręcił gwałtownie i wjechał na parking podziemny.
Zatrzymał się na miejscu SH17d. Koło samochodu pojawił się statyw z jakimś ekranem. Coulson przyłożył do niego dłoń. Nagle Natasha poczuła, że opadają. Gdy tylko samochód zniknął pod ziemią, tajne wejście się zamknęło. Wkrótce winda się zatrzymała. Phil znów uruchomił silnik. Przed nimi ciągnął się długi tunel. Ruszyli w drogę. Po chwili znów musieli się zatrzymać, bo światło tunelu przesłaniała metalowa ściana z białym orłem.
- Naprawdę chcesz się znów w to bawić? - zapytała Natasha, gdy Phil wyszedł z samochodu.
- To nie jest zabawa. - odparł, podchodząc do skanera siatkówki.
Po chwili jej oczom ukazał się ogromny hangar. Stały w nim jety, jeepy i kilka pojazdów pancernych. Na ścianie za nimi także widniał symbol T.A.R.C.Z.Y.
Zaparkowali. Coulson wysiadł i przeszedł kilka kroków, po czym odwrócił się i spojrzał na Wdowę.
- Nie idziesz? - zapytał.
- Idę, idę. - otworzyła drzwi i wsiadła.
Szli korytarzem.
- I co? Zamierzasz reaktywować T.A.R.C.Z.Ę.? - odezwała się po chwili. - Ona już jest martwa. Wszystkie tajemnice zostały ujawnione…
- Dlatego zaczniemy od nowa. - zatrzymał się przed drzwiami.
Tym razem agent wprowadził jakiś kilkunasto cyfrowy kod - to miejsce było lepiej zabezpieczone niż Triskelion.
Weszli do środka. Znaleźli się w centrum dowodzenia. Było tam mnóstwo ekranów, oraz stół holograficzny. Przed komputerem siedziała jakaś dziewczyna. To musiała być Skye. Nawet się nie odwróciła, kiedy weszli.
- T.A.R.C.Z.A. przestała istnieć. - Coulson podjął przerwany wątek. - Ale ludzie nadal jej potrzebują. Dlatego musimy ją odbudować. Fury przekazał mi dowództwo, dlatego mam zamiar się tym zająć. Ziemię należy chronić, nie tylko przed najazdami z kosmosu, ale także przed zagrożeniami lokalnymi.
- Mówisz zupełnie jak on - odezwała się Natasha. - I co zamierzasz zrobić?
- Naprawić reputację agencji. - odparł.
- Jak?
- Projekt Avengers był dobrym pomysłem - zaczął. - dlatego należy go kontynuować na większą skalę. Wprowadzić w życie Projekt Proteck.
- Proteck? - powtórzyła Wdowa.
- Będziemy na całym świecie wyszukiwać ludzi obdarzonych niezwykłymi umiejętnościami. - wyjaśnił Phil. - Następnie zostaną poddani treningowi. Gdy będą gotowi zostaną przydzieleni do obrony różnych miejsc na całym świecie. Nie będziemy już wszystkiego ukrywać przed ludźmi, niech widzą swoich bohaterów.
- A do czego ja ci jestem potrzebna? - zapytała Natasha.
- Będziesz trenowała „nowych bohaterów” - odparł. - Żaden inny agent nie ma tak dużego doświadczenia…

Od tego czasu, średni raz w tygodniu, widywała Coulson. Pomagała mu w organizacji agencji, a od jakiegoś czasu zaczęła trenować młodych rekrutów. Jeszcze dużo pracy prze nimi.
Teraz lecieli do bazy, za kolejną sesję treningową.


niedziela, 28 września 2014

Rozdział II



Hej. Dzisiaj nowy rozdział. Miłego czytania :)

- Bruce zabierz Anne ma na dół. - zarządził Stark.
- Sokół, ty z Tonym zajmiecie się jetami. - odezwał się Kapitan. - Wdowa i ja będziemy bronić cywilów.
- Tak jest. - Sokół zasalutował, rozłożył skrzydła i wyleciał przez taras.
Pozostali ruszyli do windy. Natasha i Steve wysiedli na parterze. Carter, Banner i Stark zjechali pod ziemię. Gdy drzwi windy znów się otworzyły, Tony ruszył prosto do zbrojowni, a pozostała dwójka do pobliskiego laboratorium.
Po wydarzeniach sprzed roku, Stark zbudował nową zbroję. Była czerwono-złota tak jak Mark 3, ale zewnętrzny wygląd to wszystko, co łączyło Mark 44 ze starym modelem. Nowy pancerz zrobiony był ze stopu tytanu, złota i wibranium, które Tony kupił od króla Wakandy, po tym jak Avengersi udaremnili przemyt tego kruszca do Stanów. Stark dodał także drugie źródło zasilania: pierwsze znajdowało w napierśniku, drugie zostało ukryte z tyłu hełmu, osłaniała je metalowa płytka. Zbroja miała tryb podwodny, oraz kosmiczny (zbiornik tlenowy wystarczał na 3 godziny, a był niewidoczny). Tony ulepszył tryb kamuflażu i rozpraszanie wsteczne. Poprawił także prędkość lotu, pancerz wyciągał do 10 Macha, a po wyjściu z atmosfery nawet więcej. Uzbrojenie też uległo zmianie: repulsory zostały wzmocnione oraz wyposażone w opcję sonicznego ataku, laser był zasilany bezpośrednio z reaktora (mocy wystarczało na 2 godziny), pojawiły się rakiety zamrażające, dymne i wiele innych…
Stark szybko założył zbroję i dołączył do pozostałych. Gdy wyszedł na ulicę, zobaczył Sokoła latającego w pobliżu jetów, oraz Kapitana i Wdowę robiących wszystko, aby ochronić cywilów.
Iron Man dołączył do Sama.
- Musimy je stąd odciągnąć, zanim przebiją się przez barierę energetyczną wieży… - powiedział, strzelając do jednej z atakujących maszyn, ładunek odbił się od niej i rozproszył w powietrzu. -…albo, co gorsza zaatakują ludzi na dole.
- Tylko jak je powstrzymamy? - zapytał Sokół, także oddając kilka strzałów w stronę wroga.
- Jeszcze nie wiem. - odparł Tony. - Ale na razie… Uważaj! - pociągnął go w górę, bo jeden z jetów ich zaatakował. - No, wreszcie nas zauważyli. - dodał, gdy pozostałe maszyny przeniosły na nich ostrzał. - To zagramy w berka. - uśmiechnął się pod maską i ruszył w górę.
Sam leciał za nim. Wszystkie samoloty rzuciły się w pościg. Iron Man co chwilę się odwracał i strzelał z repulsorów, to jednak nie wiele dawało.
- Mam pomysł. - odezwał się nagle. - Rozdzielimy się. Leć nad East River…
Ruszyli w przeciwne strony. Tak jak przewidział Stark, maszyny także podzieliły się na dwie grupy. Gdy byli już nad rzeką, Tony skierował się wprost na Sokoła.
- Chyba wiem co chcesz zrobić… - usłyszał Sama w komunikatorze. - …i nie podoba mi się to.
Stark puścił tę uwagę mimo uszu. - W górę na trzy. - powiedział. - Raz… - bohaterów dzieliło 200m - Dwa… - 100m - Trzy! - o mało co się nie zderzyli, podrywając lot w górę, ale zadziałało.
Jety nie były tak zwinne i rozbiły się. Wybuch był na tyle silny, że odrzucił Sokoła i Iron Mana w tył, na szczęście udało im się ustabilizować lot zanim uderzyli w ziemię. Szczątki maszyn opadły do rzeki.
- Dobra robota. - powiedział Stark.

Wdowa i Kapitan wybiegli z wieży. Na ulicy wybuchła panika. Ludzie rozbiegali się we wszystkie strony. Nad ich głowami latały jety i ostrzeliwały AvengersTower, które było otoczone barierą energetyczną. Gdzieś w górze był także Sokół, próbował powstrzymać atakujące maszyny.
Natasha i Steve zaczęli kierować ludzi z dala od walczących. Po chwili pojawił się Iron Man. Razem z Samem odciągnęli jety z dala od ulicy. Jedna z maszyn zahaczyła skrzydłem o billboard. Reklama zaczęła się niebezpiecznie chwiać, aż w końcu spadła. Na dole stała mała dziewczynka. Płakała i ściskała różowego, pluszowego królika. Kapitan ruszył w jej stronę. Porwał dziecko na ręce i zabrał stamtąd w ostatniej chwili, bo tam gdzie stała, leżały teraz resztki zniszczonego billboardu.
Podbiegła do nich jakaś kobieta.
- Dziękuję ci. - powiedziała do Steve’a, zabierając dziecko. - Uratowałeś moją córeczkę.

Banner włączył zabezpieczenia wieży i opadł na fotel na kółkach. Anne stała przy wejściu do laboratorium.
- Co się dzieje na zewnątrz? - zapytała, wchodząc do pomieszczenia.
 - Zaraz zobaczymy… - odparł Bruce.
Sięgnął po myszkę od komputera, kliknął kilka razy i na ekranie pojawili się walczący Avengers.
Anne usiadła koło Bannera i zaczęła się przyglądać się nagraniu. Bruce był niespokojny.
- Co jest? - Anne spojrzała na niego.
- Chciałbym im pomóc - odparł. - Ale jeśli stracę nad „nim” kontrolę, mogę bardziej zaszkodzić…
Carter milczała przez chwilę. Nagle przyszedł jej do łowy pewien pomysł.
- Boisz się utraty kontroli nad Hulkiem… - zaczęła. - A gdybyś już nie musiał się bać?
- Nie rozumiem - Banner podniósł na nią oczy.
- Myślę, że jeśli wprowadzę odpowiednie dane do mojej maszyny, będę mogła „wyleczyć cię” z Hulka. Oczywiście, jeśli będziesz tego chciał.
Bruce nie wiedział co powiedzieć. Od dawna pracował nad lekarstwem. Teraz, być może, będzie mógł pozbyć się Hulka na zawsze. Nie będzie się obawiał kontaktów z ludźmi…
- Myślisz, że to możliwe? - zapytał.
- Chyba tak - odparła. - Moje urządzenie zostało stworzone, aby naprawiać defekty genetyczne. Wyniki prób były bardzo obiecujące…
Banner spojrzał na ekran. Jety zniknęły.
- Chyba już koniec - zmienił temat. - Chodźmy na górę.
Wyszli z laboratorium i wsiedli do windy. Na parterze weszli do niej pozostali Avengersi.
- Po nich. - powiedział Tony.
- Ale wkrótce wrócą. - dodał Kapitan.
Stark zwrócił się do Anne.
- Myślę, że powinnaś tu zostać - oznajmił - Przynajmniej na razie.
 - Ale moja praca… - zaczęła.
- Tu też możesz pracować. - przerwał jej Tony. - W tym budynku jest 10 pięter laboratoriów. Znajdę dla ciebie jakąś pracownię. - uśmiechnął się.
Zatrzymał windę na piątym piętrze. Wysiał i skinął na Anne. Ta ruszyła za nim. Reszta pojechała na górę.
Stark zatrzymał się przed drzwiami z tabliczką „Laboratorium nr 20”, otworzył je. Oczom Anne ukazało się najwspanialsze laboratorium, jakie kiedykolwiek widziała. Było tam wszystko.
- Może być? - zapytał Tony.
- Jest świetne. - odparła z zachwytem.
- Nie widziałaś mojego. - uśmiechnął się Stark. - Twoje urządzenie już tu jest…
- Tylko jednostka główna - odezwała się kobieta. - Komora niezbędna do przeprowadzenia zabiegu została w mojej starej pracowni.
- Myślę, że już jej tam nie ma. - odparł Tony. - AIM na pewno ją zabrało. Jesteś w stanie ją odbudować?
- Jeśli będę miała wszystkie części, to tak. - stwierdziła.
- Prześlij mi potem listę. - powiedział. - A właśnie, przestawiłem tu zabezpieczenia. Tylko ty i ja możemy wejść do tego laboratorium. A teraz pokażę ci twój pokój.
Wjechali na przedostatnie piętro, jednak zamiast wejść do salony, wyszli z drugiej strony. Szli korytarzem.
- To jest pokój Kapitana. - Tony wskazywał na kolejne drzwi. - To Wdowy, Ten Bruce’a, a ten Sokoła. - doszli do końca korytarza. - Tutaj zamieszkasz ty.
Stark otworzył drzwi. Pomieszczenie było ładnie urządzone. Anne weszła do środka. Nagle poczuła się strasznie zmęczona. Słońce jeszcze nie zaszło, a ona nie miała siły się ruszyć. Stała na środku pokoju.
- Wracam do salonu. - powiedział Tony, wychodzą z pomieszczenia i zamykając drzwi.

- Tony, o co tu chodzi? - zapytał Kapitan, gdy mężczyzna zjawił się w salonie. - Kim ona jest, bo nie uwierzę, że to córka jakiejś znajomej…
Stark westchnął głęboko.
- To moja siostra - powiedział.

czwartek, 18 września 2014

Rozdział I



Hej! Wreszcie nowe opowiadanie (trzecie na tym blogu, choć chronologicznie jest ono czwarte). Przepraszam wszystkich, że nie pisałam ponad miesiąc, proszę wybaczcie mi. Zanim wymyśliłam opowiadanie, minęło trochę czasu, a potem zaczęła się szkoła i nauka. Ketrin, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin(trochę spóźnione :D). Życzę miłego czytania.

Minął już ponad rok od walki z Hydrą i śmierci Clinta. Avengersi mieszkali w StarkTower, które jakiś czas wcześniej zmieniło nazwę na AvengersTower, a nazwisko Tony’ego na budynku zastąpiła wielka litera „A”.
Tego dnia nie działo się nic nadzwyczajnego. Kapitan i Sokół trenował, robili to bardzo często. Czarną Wdowę trudno było spotkać, znikała gdzieś na całe dnie, praktycznie z nikim nie rozmawiała. Pojawiała się tylko wtedy, gdy wyruszali na misję. W takiej sytuacji nigdy nie zawodziła.
Banner i Stark od rana siedzieli w laboratorium. Pracowali nad jakimś wynalazkiem. W pomieszczeniu panowała absolutna cisza, jedynym dźwiękiem był szum wentylatorów chłodzących komputery. Tony zajmował się podzespołami, Bruce sprawdzał coś na holo-padzie.
- Sir. - odezwał się nagle J.A.R.V.I.S.
Stark upuścił to, co akurat trzymał. Podzespoły potoczyły się po stole i zniknęły gdzieś pod nim.
- Co się stało? - warknął, schylając się po urządzenia.
- Pod budynkiem czeka kobieta - odparł komputer - Została zidentyfikowana jako Anne-Marie Carter jest…
- Carter… - zaczął cicho - Nie ważne. Czego chce? - Tony wynurzył się spod stołu.
- Domaga się wpuszczenia do środka.
Bruce podniósł wzrok znad tableta i poprawił okulary, które zsunęły mu się na czubek nosa.
- Wyświetl nagranie z kamery przed wejściem. - zarządził Tony.
Na ekranie pojawił się obraz. Kobieta, wyglądała na dwadzieścia kilka lat, miała rude kręcone włosy sięgające połowy pleców. Nosiła okulary w fioletowych oprawkach. Wyglądała na bardzo zdenerwowaną i … przestraszoną?
- Potrzebuję pomocy - mówiła szybko. - Ścigają mnie…
- Wpuść ją - powiedział Stark. - I wezwij wszystkich do salonu.
Ruszył do windy, Banner zaraz za nim. Gdy drzwi się za nimi zamknęły, Bruce odezwał się:
- Co się dzieje? - zapytał - Znasz tę kobietę?
- Wydaje mi się, że kiedyś znałem jej matkę. - powiedział w zamyśleniu. - Była bardzo zdenerwowana i to, że ją ktoś ściga... Chyba warto jej wysłuchać.
- Masz… - drzwi windy otworzyły się zanim Bruce zdołał powiedzieć coś więcej.
Do środka wszedł Steve.
- Co się dzieje? - zapytał Kapitan. - Dokąd wy jedziecie?
- Na parter. - odparł krótko Stark.
- Po co? - zdziwił się tamten. - Przecież spotkanie zwołałeś na górze.
- Ktoś na nas czeka na dole… - odparł ogólnikowo Tony, nadal był pogrążony w swoich myślach.
Bruce chciał wyjaśnić sytuację Kapitanowi, ale w tym momencie winda się zatrzymała. W holu głównym czekała na nich kobieta. Chodziła niespokojnie w te i powrotem, co chwilę zerkając na torbę położoną pod ścianą. Avengersi podeszli do niej. Przybyszka zatrzymała się w pół kroku.
- Dziękuję, że chcecie mnie wysłuchać… - powiedziała. Nie spuszczała wzroku z pakunku.
- Chodźmy na górę, do salonu, tam nam pani wszystko dokładnie wyjaśni. - wtrącił Stark.
Naukowcy ruszyli w stronę windy. Kobieta obróciła się i podeszła do torby. Pakunek musiał być bardzo ciężki, bo miała problemy żeby go podnieść.
Kapitan zbliżył się do niej.
- Może pomogę? - zaproponował.
- Dziękuję - rudowłosa się uśmiechnęła.
Steve zabrał torbę.
- Co jest w środku? - zapytał.
- To, przez co tu jestem. - odparła tajemniczo.
Szybko dotarli do pozostałych, wszyscy weszli do windy. Gdy ruszyli, Tony zwrócił się do kobiety:
- Nazywa się pani Anne-Marie Carter? - zapytał.
- Tak. - powiedziała. - A skąd pan wie?
- Mój komputer ma system identyfikacji twarzy… - rzucił. - Znała pani może Alice Carter?
- Owszem, tak miała na imię moja matka - Anne spojrzała pytająco na Starka. - A o co chodzi?
- Znałem ją kiedyś… - odparł krótko.
- Aha.
W tym momencie drzwi windy otworzyły się i ich oczom ukazał się salon. Sokół zajął jeden z foteli, a Wdowa usiadła na barku.
- Mówiłem ci, że masz tam nie siadać. - powiedział Stark wchodząc do pomieszczenia. Natasha zsunęła się bez słowa i stanęła pod ścianą.
Pozostali także wyszli z windy. Banner wybrał drugi fotel. Kapitan i Anne podeszli do kanapy. Steve odłożył torbę i usiadł koło niej. Tony przysunął sobie krzesło.
- Może nam pani wyjaśnić sytuację? - zapytał.
- Mówcie mi Anne - uśmiechnęła się. - Jestem biotechnologiem i genetykiem. Pracuję w Institute of Biotechnology and Genetic Engineering in New York. Od dłuższego czasu pracuję nad pewnym urządzeniem. Wyniki testów były bardzo obiecujące.
Dziś rano, jak zwykle, poszłam do pracy. Gdy weszłam do mojego laboratorium, w środku czekało już na mnie dwóch mężczyzn. Byli ubrani w czarne garnitury.
- Co panowie tu robią? - zapytałam szorstko. - Tu nie wolno wchodzić.
Pierwszy odezwał się blondyn.
- Dzień dobry - powiedział. - Chcieliśmy się z panią spotkać. Zostaliśmy tu skierowani.
Coś mi tu nie grało. Często przyjmowałam różnych ludzi, ale zawsze w moim gabinecie. Do mojej pracowni nikomu nie było wolno wchodzić. Badania, które prowadziłam, póki co były tajne. Wyniki miały zostać opublikowane po zakończeniu testów.
- Konsultacje i spotkania odbywają się w moim biurze. - odezwałam się. - Proszę umówić spotkanie z moją sekretarką.
- Ależ my nie jesteśmy zwykłymi interesantami... - zaczął brunet.
- Więc co was tu sprowadza? - byłam coraz bardziej zirytowana, przeszkadzali mi w pracy.
- Mamy dla pani propozycję nie do odrzucenia. - powiedział blondyn.
- Nie do odrzucenia? - powtórzyłam, ta sytuacja miała w sobie coś groteskowego.
- Owszem - potwierdził drugi. - Nie znajdzie pani osoby, która by się nie zgodziła. - to ostatnie zdanie zabrzmiało jakoś złowieszczo.
 - Proszę stąd natychmiast wyjść. - powiedziałam ostro. - Bo wezwę ochronę.
- Nawet nas pani nie wysłuchała… - zaczął brunet.
- Natychmiast. - powtórzyłam z naciskiem.
Ruszyli do drzwi.
- Jeszcze tu wrócimy - blondyn spojrzał na mnie. - Ale wtedy nie będzie już tak miło…
Wyszli z pomieszczenia.
Opadłam ciężko na pobliski fotel.
Co to miało być? Czyżby kolegom z laboratorium obok się nudziło i zrobili mi kawał? Słyszałam o tym, że różne „podejrzane” organizacje lubią werbować naukowców, ale to nie mogło być… A może jednak?
W tych mężczyznach było coś niepokojącego.
Spojrzałam na moje urządzenie. Zajmowało prawie pół pomieszczenia, ale główna podjednostka była mała. Zaczęłam ją rozłączać. Skopiowałam wszystkie dane na dysk przenośny i usunęłam z komputera twardy dysk. Właśnie pakowałam najważniejszy fragment maszyny(bez niego była bezużyteczna)do specjalnej torby, gdy usłyszałam jakiś hałas i wystrzały na korytarzu. Zabrałam pakunek, ledwie mogłam go podnieść, i ruszyłam do tylnego wyjścia. Gdy zamykałam za sobą drzwi, zobaczyłam jak do pomieszczenia wpadają jakieś postaci. Rzuciło mi się w oczy, że były ubrane na żółto, ale nie miałam czasu dokładniej się im przyjrzeć.
Dotarłam do swojego samochodu i ruszyłam w drogę. Najpierw nie wiedziałam, co mam zrobić, jednak szybko przypomniałam sobie, że nie dawno w wiadomościach mówili grupie superbohaterów super bohaterów z Nowego Jorku. Skierowałam się do AvengersTower. Po chwili zauważyłam w lusterku, że ktoś za mną jedzie. Może to dziwne, ale mieli na sobie żółte stroje pszczelarskie. Udało mi się ich jakoś zgubić i dotarłam tu. - zakończyła opowieść Anne.
- Pszczelarze AIM. - odezwała się Wdowa.
- Myślisz, że to oni? - zapytał Kapitan.
- Co to jest AIM? - odezwał się Stark.
- Organizacja terrorystyczna, która zrzesza naukowców. - wyjaśniła krótko Natasha.
- Dlaczego wybrali akurat ciebie? - zapytał Banner.
- Do czego służy twoje urządzeni? - dodał Tony.
- Jest to Converter DNA - zaczęła wyjaśniać. - Wykorzystuje zmodyfikowaną technologię laserową, do naprawiania lub wymiany uszkodzonych fragmentów genów w genomie. W ciągu kilku godzin jest w stanie przeprowadzić tę operację we wszystkich komórkach ludzkiego organizmu. Oznacza to, że można by wyleczyć każdą chorobę genetyczną, każdą mutację.
- Po co AIM urządzenie leczące ludzi? - zdziwił się Kapitan.
Stark pierwszy znalazł odpowiedź.
- Bo ono nie tylko leczy ludzi. - powiedział. - Przy niewielkiej modyfikacji umożliwiłoby dowolną ingerencję w ludzki genom. Mam rację? - spojrzał na rudowłosą, ta kiwnęła głową.
Steve nie bardzo rozumiał. Z wyjaśnieniami pośpieszył Banner.
- Dowolne przekształcenie ludzkiego organizmu. - zaczął. - Być może nawet odtworzenie mutacji jaka zmieniła mnie w Hulka lub efektu wywołanego przez Serum Super Żołnierza.
- Czyli w nieodpowiednich rękach jest bardzo groźne. - podsumował Kapitan.
- Jak wszystko. - odparł Tony. - Ale masz rację. Wyobraź sobie całą armię Hulków…
- Oni zrobią wszystko, aby to zdobyć. - odezwała się nagle Wdowa.
- Dlatego potrzebuję waszej pomocy.
Stark spojrzał na swój „zegarek”
- Zaraz będziemy mogli się wykazać. - powiedział. J.A.R.V.I.S. wykrył intruzów. Do wieży zbliżają się cztery jety.

wtorek, 16 września 2014

Avengers

Wiem, że dawno się nie odzywałam. Ostatnio ma sporo na głowie. Sorki. Na rozdział będziecie musieli jeszcze trochę poczekać, ale na pocieszenie wstawiam własnoręczne rysunki z drużyną :)