niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział VIII



Zapraszam na nowy rozdział, miłego czytania i komentowania.



Clint wybiegł za nią, zostawiając zaskoczoną resztę w salonie.
- Natasha, zaczekaj! – krzyknął, podbiegając do niej. Odwróciła się.
- Czego chcesz? – warknęła z wyraźnym rosyjskim akcentem.
Zatrzymał się i spojrzał na nią. Stali na środku korytarza.
- Co się dzieje? – w jego głosie było słychać troskę.
- Odczep się – odwróciła się gwałtownie.
Clint złapał ją za ramię. Wyszarpnęła je i zamachnęła się na niego.
- Ej! – krzyknął, uchylając się w ostatniej chwili.
- Nigdy mnie nie dotykaj – syknęła kobieta.
Odwróciła się i odeszła, zostawiając zszokowanego Hawkeye’a w pustym korytarzu.

Wdowa wymknęła się niepostrzeżenie na dach. W tym momencie na niebie pojawił się jet z białym orłem. Gdy przelatywał nad wieżą, spuścił drabinkę. Natasha ją złapała i weszła do maszyny. W środku nikogo nie było. Kobieta zajęła miejsce pilota.
- Jestem – zameldowała.
- Bardzo dobrze – na ekranie przed nią pojawił się dyrektor T.A.R.C.Z.A. – Na pewno nie wiedzą, że wyszłaś?
- Na pewno – odpowiedziała – Zapewniłam sobie kilka godzin spokoju – uśmiechnęła się w duchu. – A właściwie dlaczego miałam być sama? Czy razem nie bylibyśmy skuteczniejsi?
- Nie – powiedział ostro Fury – To delikatna sprawa, wymagająca dyskrecji, dlatego nie chciałem mieszać w to zielonego olbrzyma, ani gościa, którego ego nie mieści się na tym kontynencie. A tajemnice przed drużyną nie są mocną stroną naszego honorowego przyjaciela.
- A Barton? – zapytała po chwili. – Jemu mogłeś powiedzieć.
- Zrezygnował. Nie jest już agentem.
- Co? – Wdowa szybko się zreflektowała, później porozmawia o tym z Clintem. – Na czym polega misja?
- Dziś rano odkryliśmy, że ktoś włamał się do naszej bazy danych. Niektóre pliki zostały skopiowane. Jeden z nich miał zakodowany program śledzący, więc go namierzyliśmy. Masz dotrzeć do miejsca ukrycia danych i je odzyskać lub zniszczyć. Nie mogą dostać się w niepowołane ręce.
- Tak jest. – powiedziała Wdowa.
- Współrzędne celu zostały wprowadzone do twoje…- w tle było słychać jakieś hałasy – Co tam się dzieje? – Fury zniknął z ekranu. – Co jest do … Jak mogliście do tego dopuścić!? – kolejne hałasy i dyrektor wrócił na wizję. – Straciliśmy sygnał. Lecisz do ostatniego miejsca, z którego go odbieraliśmy. Miejmy nadzieję, że nie zdążą się przenieść. Prześlę ci dostępne informacje na temat docelowego budynku i miejsca ukrycia danych.
- Przyjęłam.
- Bez odbioru. – Fury się rozłączył.
Natasha przejrzała informacje o budynku, które od niego dostała. Znajdował się on w Waszyngtonie, w samym centrum. Trzeba było się tam jakoś niepostrzeżenie zakraść…
Zaczynało zmierzchać. Wdowa zbliżała się do miasta więc musiała włączyć maskowanie. Kilka minut później jej jet wylądował na dachu budynku w pobliżu celu.
Było praktycznie ciemno, mimo tego Natasha pozostawiła maskowanie aktywne. Szybko opuściła maszynę. Podeszła na skraj dachu i umieściła tam mały okrągły dysk. Ten wczepił się w podłoże, a potem wystrzelił linę z hakiem, który zaczepił o dach naprzeciwko. To był cel. Wdowa prześlizgnęła się po linię nad ulicą. Odczepiła hak, a lina się zwinęła.
„Muszę dostać się do środka” pomyślała.
Rozejrzała się, znalazła drzwi i do nich podeszła. Zamknięte. Ale nie na długo. Przyklęknęła przy nich i wyjęła zza paska urządzenie przypominające długopis. Przyłożyła je w miejscu, w którym powinien znajdować się zamek. Gdy nacisnęła guzik, pojawiła się słaba czerwona poświata i po chwili drzwi stanęły otworem. Natasha schowała kieszonkowy laser i weszła do środka. Dane znajdowały się we wschodniej części czwartego piętra. Nie było windy, więc dyskretne zejście jej szybem odpadało. Pozostały schody. Ruszyła nimi w dół. Gdy znajdowała się na półpiętrze, usłyszała odgłos kroków. Nie było się gdzie schować, więc sięgnęła po broń. W każdej ręce miała pistolet, gdy pojawili się przeciwnicy. Było ich czterech, zamaskowani tak, że nie było widać twarzy, każdy trzymał broń. Dwóch szło z góry, a dwóch z dołu. Wdowa strzeliła. Udało jej się położyć tych, którzy odgradzali jej drogę do celu. Ruszyła na dół. Wtedy padły strzały. Jeden z nich trafił ją w udo. Z rozdarcia w kostiumie zaczęła wypływać krew. Natasha odwróciła się i podskoczyła unikając kolejnych kul. Jeszcze w powietrzu wystrzeliła, powalając pozostałych. Ruszyła po schodach, za sobą słyszała dziwne, jakby elektryczne, skwierczenie, ale nie odwróciła się.
Udo dawało jej się we znaki. Nie miała ochoty na kolejną potyczkę, więc odnalazła kratkę wentylacyjną i wślizgnęła się do szybu. Czołganie nie było wiele lepsze od chodzenia, ale tu przynajmniej nie napatoczy się na tych „ochroniarzy”. Dostała się na czwarte piętro. Wyjrzała przez pierwszą kratkę. Pokój był pusty. Usunęła zabezpieczenie i wyskoczyła (otwór był pod sufitem) ze swojej kryjówki. Przy lądowaniu o mało się nie przewróciła. Syknęła z bólu.
Podeszła do jedynych drzwi w pomieszczeniu. Wyjrzała ukradkiem na korytarz. Kręciło się po nim kilkunastu „ochroniarzy”. Wdowa sięgnęła po granat soniczny, włożyła zatyczki do uszu, odbezpieczyła go i wyrzuciła za drzwi. Zamknęła je szybko i oparła się o nie plecami. Nastąpił wybuch. Natasha schowała zatyczki i wyszła na korytarz. Wszędzie leżeli nieprzytomni ludzie. Jednemu z nich spadła maska. To nie byli ludzie, to były ROBOTY. Wdowa usłyszała, że nadbiegają kolejne. Szybko weszła do kolejnego pomieszczenia.
Był tam tylko duży komputer.
„Chyba dotarłam do celu” pomyślała.
Wtedy dostrzegła ludzką sylwetkę w rogu. Było zbyt ciemno, żeby mogła zobaczyć coś więcej, ale dobyła broń. Nagle zapaliły się światła, a postać w kącie okazała się zbroją Iron Mana, tą, którą Tony pokazywał im dziś w salonie.
- Witaj, Wdowo. – odezwał się elektroniczny głos, pochodził ze zbroi.
- Czego chcesz? – warknęła kobieta, unosząc broń.
Mark 25 zaczęła się do niej zbliżać.
- Kim jesteś? – zapytała znów Wdowa.
- Teraz to nieistotne. – odpowiedział ten sam głos – Niedługo się dowiesz. Ale teraz ja zadam ci pytanie. Dlaczego tu przyszłaś? W dodatku bez wsparcia. Nie jesteś w stanie mnie powstrzymać – zbroja uniosła dłoń. – Nikt nie jest. – wystrzeliła.
Natasha w ostatniej chwili odskoczyła w bok, przeturlała się po podłodze i otworzyła ogień. Kule odbijały się od pancerza nie robiąc najmniejszych rys. Kobieta, nie przerywając ostrzału, zaczęła wycofywać się do okna.
- Nie uciekniesz mi. – kolejny wystrzał był celniejszy.
Wdowa dostała w ramię. Siła uderzenia odepchnęła ją do tyłu, a broń którą trzymała w lewej ręce, potoczyła się po podłodze. Kobieta upadła tuż pod oknem.
- To już koniec. – zbroja wycelowała prosto w jej głowę.
Nagle coś się stało. Ręka pancerza uniosła się do góry i strzał zniszczył okno. Natasha z trudem dźwignęła się na nogi. Nie zastanawiała się nad tym co zaszło, tylko wystrzeliła przez okno kolejną linę z hakiem i wyskoczyła.

Weszła do jeta. Włączyła autopilota i poszła opatrzyć rany. Z uda nadal płynęła krew, a lewą ręką prawie nie mogła ruszać.
- Misja zakończona? – usłyszała głos dyrektora.
- Zakończona – podeszła do ekranu. - Ale porażką. – usiadła.
- Co? – Fury był wyraźnie zdziwiony.
- Nie udało mi się odzyskać danych. – oznajmiła kobieta ze znużeniem.
- Ale dla… - Natasha zakończyła połączenie.

Gdy dotarła do wieży, dochodziła północ. Wylądowała na tarasie. Jet odleciał, a ona otworzyła drzwi do salonu.
Niestety, Hawkeye, Kapitan i Bruce jeszcze nie spali.
- Gdzie byłaś? – zapytał Clint.
Natasha nie zdążyła odpowiedzieć, bo drugie drzwi do salonu otworzyły się z hukiem i staną w nich Stark.
- To wszystko była maja wina – powiedział…

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział VII



Zapraszam na nowy rozdział :)


Gdy Tony wszedł do salonu, prawie wszyscy już tam czekali.
- Gdzie jest Bruce? – zapytał Stark zebranych.
- Od rana jest w laboratorium – odpowiedział Kapitan, podnosząc się z fotela.
- Tak jak i ty – dodał Hawkeye.
Wdowa, co bardzo denerwowało Tony’ego, siedziała na barze.
- Z jakiego powodu zaszczyciłeś nas swoją obecnością? – wtrąciła nieco uszczypliwie.
- Chciałem wam coś pokazać – Stark puścił ton jej wypowiedzi mimo uszu. – Ale liczyłem, że Bruce też tu będzie…
- Ja po niego pójdę – zaoferował Steve.
- Dobrze, tylko się pospiesz – Tony podszedł do baru, a Kapitan opuścił pomieszczenie.

***

- A kto wyłączy telewizor? – Banner prawie nie słyszał głosu Starka.
Wreszcie naprawili jego laboratorium, mógł zacząć pracować nad tym co go spotkało, uwolnić się z tego ciała.
Dotarł na miejsce. Wejście do laboratorium numer 3 zostało zabezpieczone na wiele sposobów, tak aby nikt więcej nie mógł się do niego wedrzeć. Miało kod dostępu, skaner odcisków palców i spektralną analizę DNA*. Banner wykonał wszystkie polecenia i po chwili drzwi stanęły otworem.
„A więc Tony wprowadził też parametry Hulka.” pomyślał Bruce.
Wszedł do małego pomieszczenia przejściowego, gdzie wisiały kombinezony ochronne. Minął je obojętnie i otworzył kolejne drzwi. Za nimi było już właściwe laboratorium. Wyglądało jeszcze lepiej niż wcześniej. Stark dodał wiele nowych wynalazków i ulepszeń. Banner obszedł pomieszczenie, aby sprawdzić gdzie co jest.
Było duże. Na środku była jakby wyspa z laboratoryjnych stołów. Pod ścianami stały lodówki i rozmaite przyrządy. Za ścianą z szybą ze szkła ołowiowego znajdował się reaktor, w którym powstawało promieniowanie γ.
Bruce usiadł przy jednym ze stołów.
- J.A.R.V.I.S. – odezwał się po chwili.
- Tak jest, proszę pana – wszystkie ekrany w laboratorium się zaświeciły.
- Wykonaj testy i porównaj ze starymi wynikami. – Banner poprawił się na krześle.
Komputer przystąpił do dzieła: przeskanował go; mechaniczne ramię pobrało próbkę włosów; kolejne miało pobrać krew, jednak igła zamiast przebić skórę, wygięła się i pękła.
- No świetnie – mruknął Bruce, zbierając kawałki metalu. – Potrzebuję czegoś mocniejszego… Na razie przeprowadź pozostałe analizy, J.A.R.V.I.S. – poszedł na drugi koniec laboratorium.
Tam, na stole, stała klatka, a w niej była mała biała mysz.
- Dobrze, że nic ci się nie stało. – zajrzał do środka.
Jakiś czas temu stworzył mysz, która podlega takiej samej mutacji jak on. Kiedyś to ona przetestuje lekarstwo, ale dopiero gdy będzie ono teoretycznie bezpieczne.
- Póki nie poradzę sobie z nowym problemem, masz wolne. – uśmiechnął się.
- Analiza gotowa, proszę pana. – odezwał się J.A.R.V.I.S.
Banner podszedł do najbliższego ekranu. Widniało na nim zestawienie wyników z trzech prób.
- Jedyna wykryta zmiana to podwyższony poziom napromieniowania – powiedział komputer – Jest dwukrotnie wyższy, od pana normalnego. Pozostałe badania nie mogą zostać przeprowadzone. Brak możliwości pozyskania odpowiednich próbek.
- Wiem – Bruce opadł na krzesło, które niebezpiecznie zatrzeszczało. – W takim razie wyświetl pliki, nad którymi pracowałem w dzień wybuchu. - J.A.R.V.I.S. wykonał polecenie.
W laboratorium pojawiły się trójwymiarowe modele oraz holograficzne schematy i symulacje. Banner zagłębił się w gąszcz danych. Otworzył dokument, w którym miał zapisaną nową formułę na antidotum. Opracował ją tydzień temu, ale nie zdążył stworzyć preparatu. Postanowił to zrobić teraz.
Sięgnął po probówkę. Gdy tylko wziął ją do ręki, rozpadła się na drobne szkiełka. Spróbował jeszcze raz. Kolejne dziesięć probówek wylądowało w koszu. W końcu się poddał.
- J.A.R.V.I.S. potrzebuję twojej pomocy – powiedział.
Mechaniczne ramię przysunęło stojak z probówkami i wyjęło jedną z nich. Banner sięgnął po pierwszy substrat, przy okazji porozbijał buteleczki z innymi odczynnikami. Na stole pojawiła się kolorowa, sycząca i bulgocząca plama. Banner szybko zerwał się z miejsca. Na szczęście blat był zrobiony ze specjalnie spreparowanego metalu, w przeciwnym wypadku ziałaby w nim dziura. J.A.R.V.I.S. szybko usunął niebezpieczne chemikalia.
- Mam dość! – krzyknął Bruce i uderzył pięścią w stół z taką siłą, że ten zgiął się w pół, wydając ogłuszający hałas.
- Bruce? – zapytał niepewnie Steve, który właśnie wszedł do laboratorium. Miał na sobie kombinezon ochronny.
- Wszystko w porządku, Kapitanie – powiedział Banner z zakłopotaniem. – Jestem zbyt silny, żeby pracować w laboratorium. To frustrujące. – opadł na krzesło, tym razem zbyt gwałtownie, złamało się pod jego ciężarem i Bruce wylądował na podłodze.
Kapitan już do niego podchodził, ale ten szybko się podniósł. Spojrzał obojętnie na zniszczony mebel.
 - Co się tu sprowadza? – Bruce przeniósł wzrok na mężczyznę.
- Tony zwołał zebranie- oznajmił krótko Steve.
- J.A.R.V.I.S. dlaczego mnie nie poinformowałeś? – zapytał spokojnie Banner.
- Wyświetliłem informację na ekranie, proszę pana. – powiedział komputer – Nie chciałem panu przeszkadzać w pracy.
Bruce uśmiechnął się krzywo i odwrócił się do Kapitana.
- Możemy iść.

Dziesięć minut później, po zakończeniu odkażania, Kapitan i Banner weszli do salonu.
- No nareszcie – odezwał się Tony wychodząc zza baru ze szklanką w ręce. – Możemy zaczynać? – odłożył ja na stół i podszedł do ekranu wiszącego na ścianie. - J.A.R.V.I.S. – komputer wyświetlił odpowiedni materiał; nagranie z korytarza na najwyższym piętrze.
- Co to było? – zapytała po chwili Wdowa.
- Zbroja Iron Mana – odpowiedział Hawkeye zanim Tony zdążył otworzyć usta. – Ale jakaś dziwna.
- Jakim cudem to zobaczyłeś? – Stark był pod wrażeniem.
- Z jakiegoś powodu mam ksywkę Hawkeye – uśmiechnął się Clint.
- Masz rację, to zbroja Iron Mana – powiedział Tony. Dokładnie Mark 25, którą zniszczyłem kilka tygodni temu.
- Skoro jest zniszczona, to po co nam ją pokazujesz? – zapytał Banner.
- Bo to nagranie pochodzi z dnia wybuchu – oznajmił Stark.- Ktoś odtworzył moją zbroję i użył jej, żeby się tu włamać.
- Ale kto? – zapytał Kapitan.
- Jak bym wiedział, to byśmy tu nie siedzieli i nie strzępili języków, tylko byśmy go dopadli – zirytował się Tony. – Ale tu nie chodzi o zbroję tylko o to, co ją napędza. J.A.R.V.I.S. – na ekranie pojawiło się zbliżenie. – Reaktor łukowy.
- Nie dobrze – mruknął Steve.
- Dlaczego? – zapytał Hawkeye.
- Reaktor łukowy jest niezależnym źródłem energii. Akurat ten – Stark wskazał na ekran – jest zasilany palladem, przez co nie jest tak wydajny i produkuje toksyczne związki, a rdzeń szybko się zużywa. Ale jakiś czas temu udało mi się stworzyć pierwiastek, który daje więcej mocy…
- Na szczęście „on” go nie ma. – powiedziała Wdowa.
- To nie do końca prawda. – zaczął Tony. – W schowku za moją pracownią była makieta i maszyna potrzebne do syntezy, a teraz ich nie ma…
- Jeśli nasz wróg będzie mógł produkować ten pierwiastek – wtrącił Banner – to będzie miał praktycznie nieograniczone zasoby energii, którą można zasilać cokolwiek, np. broń.
- Masz rację – Bruce – powiedział Stark – Wprawdzie rozszyfrowanie modelu pierwiastka i skalibrowanie maszyny trochę „mu” zajmie ale… Więc trzeba „go” jak najszybciej zidentyfikować i odnaleźć.
- Czy za atakiem na instytut robotyki też „on” stoi? – zapytała Wdowa.
- Jeszcze nie wiem – odpowiedział Tony – Zebrałem kilka „próbek” tych robotów, ale nie mogę ich w żaden sposób powiązać z pozostałymi zdarzeniami; jedynym co łączy je, drony i zbroję to brak możliwości namierzenia źródła sygnału kierującego maszynami. Jednak mogę się domyślać, że jest ono takie samo we wszystkich przypadkach.
Stark sięgnął po szklankę, ale Wdowa była szybsza. Wylała jej zawartość do doniczki pobliskiej rośliny.
- Ej. To bardzo droga whisky – jęknął Tony.
- Stark, skup się na problemie- Natasha odstawiła szklankę na stół.
- Nie mogę nic więcej zrobić – zaczął Tony.
- Wielki pan Stark nie ma pomysłów? – Wdowa włożyła w każde słowo tyle sarkazmu na ile ją było stać.
- Co cię ugryzło? – zapytał Hawkeye.
Wszyscy patrzyli na kobietę ze zdziwieniem.
- теряться [teryat'sya] – wyszła trzaskając drzwiami.



* spektralna analiza DNA – taki pomysł, nie istnieje (polega na rozpoznaniu DNA bez konieczności pobierania próbki)
** теряться – (j. rosyjski) spadajcie

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział VI



Hej! dzisiaj tak wyjątkowo, nowy rozdział, dlatego że nie dodałam żadnego w weekend:) Więc miłego czytania.


Kolejny tydzień mijał spokojnie.
Avengersi wprowadzili się do StarkTower, na co Pepper namówiła Tony’ego. Zajęli przedostatnie piętro, najwyższe pozostało prywatą częścią wieży przeznaczoną tylko dla Starka i Potts. Hawkeye i Wdowa często znikali na całe dnie, Kapitan spędzał je w Sali Treningowej, a Tony przesiadywał w laboratorium, pracując nad reaktorem łukowym zbroi, który został uszkodzony podczas rozbłysku elektromagnetycznego, sama zbroja także nadawała się do naprawy.

Banner się nudził. Jego laboratorium nadal było w rozsypce, chociaż trwały już prace naprawcze. Nie mógł pracować, ani wychodzić, bo ludzie zaczęliby uciekać, więc całymi dniami snuł się po StarkTower jak wielki, zielony duch.
Właśnie siedział przed telewizorem, w salonie z tarasem, gdy do pokoju wpadł Stark.
- Gdzie Pepper? – zapytał idąc do drzwi.
Nie czekając na odpowiedź złapał za klamkę. Zatrzymał się i odwrócił, jakby dopiero do niego dotarło, kto siedzi na kanapie.
- A ty, dlaczego nie jesteś w laboratorium? – zwrócił się do Bruce’a.
- Bardzo zabawne, Stark. – warknął tamten, przenosząc wzrok z ekranu na mężczyznę.
- Nie rozumiem – Tony był zdziwiony. – Naprawili je wczoraj wieczorem.
- I nie raczyłeś mi o tym powiedzieć?! – krzyknął Banner zrywając się z kanapy, prawie przewrócił stolik, który przednią stał. Przepchnął się w drzwiach koło Starka i popędził korytarzem.
- A kto wyłączy telewizor – zawołał za nim Tony, ale nie uzyskał odpowiedzi – J.A.R.V.I.S. – rzucił wychodząc.

Pepper była w swoim biurze na pięćdziesiątym piętrze. Właśnie skończyła telekonferencję z zarządem, siedziała za dużym mahoniowym biurkiem i wypełniała elektroniczne dokumenty. Nagle drzwi przed nią się otworzyły. Do pomieszczenia wszedł Stark.
- A tak zapukać? – dziewczyna wyjrzała zza ekranu.
- To w końcu moje biuro – uśmiechnął się Tony. Pepper już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale mężczyzna był szybszy – Mam do ciebie ważne pytanie…
Rudowłosa wyszła zza biurka i stanęła przednim.
- To jakie to pytanie? – uśmiechnęła się.
- Wiesz gdzie jest makieta mojego ojca?
- Myślałam, że została zniszczona razem z naszą willą. – dziewczyna była zaskoczona.
- Przewiozłem ją tu kilka tygodni wcześniej. – oznajmił – Była w schowku za moją pracownią. Ale już jej tam nie ma.
- A po co ci ona? – Pepper była zaciekawiona.
- Właściwie chodzi mi o maszynę, która stała razem z nią w schowku – Tony potarł skronie. – No nic to idę szukać…
- Jaka maszyna? – dziewczyna przysiadła na skraju biurka.
Stark stał już przy drzwiach. Odwrócił się.
- I tak nie wiesz gdzie jest. – wyszedł.

Tony wrócił do pracowni. Bardzo go zastanawiało gdzie podziały się makieta i urządzenie.
- J.A.R.V.I.S. sprawdź czy ktoś, oprócz mnie i Pepper, tu wchodził. – podszedł do biurka.
- Nie, sir – odpowiedział po chwili komputer. – Wykryłem błąd! Tydzień temu, po wybuchu, gdy pan opuścił pracownię nastąpiło zakłócenie w działaniu systemu kamer i alarmów.
- Czy było takie samo jak to wcześniejsze? –Stark był naprawdę zdenerwowany, ktoś sobie drwił z JEGO zabezpieczeń!
- Tak, dokładnie takie samo, sir – potwierdził J.A.R.V.I.S. – Odtwarzam nagranie.
Na ekranie pojawił się wybiegający z pracowni Tony. Po kilkunastu sekundach puste pomieszczenie zniknęło, a ekran stał się czarny. Minutę później wszystko wróciło do normy.
- Mamy potężnego wroga. – powiedział Stark, chodząc w tę i powrotem po laboratorium. – Ale on nie może być nieomylny – Tony’emu wpadło coś do głowy. – Sprawdź nagrania z kamer na korytarzach tego piętra, dziesięć minut przed i dziesięć po wybuchu.
Aby nie tracić czasu otworzył holograficzne ekrany. W najbliższym czasie planował ulepszenie zabezpieczeń wieży. Zaczął przeglądać różne dane i projekty. Rozrzucał hologramy po całym pomieszczeniu. Nie trwało to jednak długo.
- Wykryto obecność intruza, sir. – odezwał się po kilku minutach J.A.R.V.I.S. – Jednak nie uruchomił żadnych alarmów. Odtwarzam nagranie…
Na ekranie pojawił się pusty korytarz z drzwiami do laboratorium Tony’ego. Po kilku minutach drzwi się otwarły, a korytarzem przemknął jakiś cień, jednak zbyt szybko, aby Stark mógł go rozpoznać.
- Znajdź ujęcie z intruzem i powiększ – powiedział.
Komputer wykonał polecenie. Na ekranie pojawił się odpowiedni kadr. Tony zaniemówił, nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Przy drzwiach pracowni była jedna z JEGO zbroi. Mark 25, która kilka tygodni temu została zniszczona z pozostałymi modelami. Nic dziwnego, że alarm nie zareagował, w końcu intruzem był Iron Man.
- J.A.R.V.I.S., dlaczego ta zbroja nadal działa?! – Tony stał oparty o biurko i patrzył z niedowierzaniem na ekran.
- Nie wiem, sir – odpowiedział komputer – Wszystkie modele uległy autodestrukcji.
- Skoro tak, to ta zbroja była tu zaledwie tydzień temu?! – był wściekły. Odetchnął głęboko. – Jesteś wstanie przeanalizować pancerz na podstawie nagrania? – wyprostował się.
- Tak jest, sir – komputer chwilę milczał – Jest to model zbroi Iron Mana zbliżony do Mark 25, ale poddany pewnym modyfikacją. Ma własne źródło zasilania: reaktor łukowy z rdzeniem z palladu. Został też wyposażony w rakiety średniego i krótkiego zasięgu, oraz wiązkę, wysyłającą wirus odpowiedzialny za awarie kamer.
- A kto jest w środku? – zapytał Stark ze zniecierpliwieniem.
- Nie wykrywam żadnej istoty żywej. – oznajmił J.A.R.V.I.S.
- To kto kieruje tą zbroją!? – Tony uderzył pięścią w stół.
- Brak danych. Brak możliwości dokonania analizy.
Stark gwałtownie odwrócił się od ekranu. O mały włos nie wpadł na Pepper, która stała za nim.
- Nie słyszałem, kiedy weszłaś. – objął ją.
- Tony, przyszłam tu tylko na chwilę – oswobodziła się z jego ramion. – Zaraz mam spotkanie zarządu. Chciałam tylko zobaczyć, co u ciebie, bo siedzisz tu od rana.
- Wszystko w porządku – skłamał Stark.
- Wiem, że to nie prawda. – jej wzrok mówił „Tony nie kłam” – Widzę, że jesteś zdenerwowany, przed chwilą prawie rozwaliłeś stół. Co się dzieje?
Stark uśmiechnął się blado i opadł na krzesło za nim. Odwrócił się do komputera i włączył kadr z nagrania. Pepper spojrzała na zdjęcie.
- To twoja nowa zbroja? – zapytała rudowłosa.
- Nie – Tony pokręcił głową. – Wręcz przeciwne. To Mark 25, najnowsza ma numer 43.
- Przecież zniszczyłeś wszystkie zbroje – Pepper patrzyła na niego nieufnie.
- Tak myślałem – Stark podparł głowę ręką – Nie wiem skąd ona się tu wzięła.
Pepper nachyliła się nad jego ramieniem i pocałowała go.
- Nie martw się – szepnęła mu do ucha. – Na pewno rozwiążesz ten problem… A może pozostali ci pomogą?
- To… - zaczął Tony – Właściwie to nie jest zły pomysł. – wstał.
- W takim razie zwołaj drużynę, a ja pędzę na spotkanie, bo się spóźnię – pocałowała go w policzek i wyszła.
- J.A.R.V.I.S. zwołaj wszystkich do salonu – powiedział, opuszczając pracownię.

niedziela, 23 marca 2014

Rozdział V



Hej! Sorki, że dopiero teraz dodaję notkę, ale tak wyszło. W tym rozdziale postaram się umieścić więcej opisów, bo zauważyłam, że moje opowiadanie bardziej przypomina streszczenie (za mało formy J) Piszcie w komentarzach, co uważacie ;)


Pepper wróciła nad ranem. Była w służbowych sprawach w Waszyngtonie.
Było jeszcze ciemno, gdy jej limuzyna – Tony nie kazał jaj jeździć taksówkami - zatrzymała się pod StarkTower. Dziewczyna wysiadła, a kierowca zabrał jej bagaże.
- Zanieś je do salonu – powiedziała, kierowca skinął głową – Dziękuję.
Pepper weszła do wieży. Ruszyła do sypialni. Łóżko było zasłane, wszystko wyglądało tak jak przed jej wyjazdem.
„Tony pewnie znowu spędził całą noc w laboratorium” pomyślała i poszła to sprawdzić.
Zastała go tam, śpiącego na siedząco z głową na stole. Podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu.
- Obudź się – szepnęła łagodnie – W łóżku będzie ci wygodniej.
Tony uchylił powieki, mrugnął kilka razy, po czym podniósł się i przeciągnął, ziewając.
- Cześć kochanie – odwrócił się i ją pocałował – Już wróciłaś?
- Przed chwilą – uśmiechnęła się rudowłosa. – Gdy nie zastałam cię w sypialni, wiedziałam, że będziesz tutaj – wzrok Pepper padła na części rozłożone na stole. – A co to jest?
 - Nie ważne – odpowiedział Stark, wstając. Stanął za nią i objął w pasie. – Stęskniłem się – szepnął jej do ucha.
- Przecież nie było mnie tylko pół dnia – obróciła się w jego ramionach i spojrzała mu w oczy.
- I całą noc – uśmiechnął się do niej.
- Te akurat spędziłeś tutaj – Pepper pochyliła się ku niemu.
Ich usta dzielił zaledwie centymetr, gdy zabrzęczał komunikator w kieszeni Starka. Rudowłosa odsunęła się. Tony ze złością wyjął urządzenie. Miał ochotę roztrzaskać je o ścianę. Ale tego nie zrobił. Urządzenie nadal wydawało irytujący dźwięk.
- No odbierz – powiedziała Pepper. W jej głosie nie było gniewu. – Może to coś ważnego.
Chyba miała rację, bo gdy Stark w końcu odebrał, na ekranie wyświetlił się napis PILNE!
- Włamanie do instytutu robotyki na Manhattanie, sir – oznajmił J.A.R.V.I.S.
Tony opuścił rękę z komunikatorem. Rudowłosa do niego podeszła.
- No leć – pocałowała go w policzek i wyszła z laboratorium.
Stark westchnął i staną na środku pracowni.
- J.A.R.V.I.S. zbroja.
Części pancerza zaczęły latać po całym pomieszczeniu. Chwilę później Iron Man już leciał nad rozświetlonym miastem.
Kiedy dotarł do zaatakowanego instytutu, zawisł na chwilę nad budynkami. Akurat tu musiało być zupełnie ciemno.
- Włącz noktowizor – zwrócił się do komputera.
- Tak jest, sir. – po chwili Tony widział jak w dzień.
Rozejrzał się po okolicy. Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku. Trzy budynki ustawione w podkowę na około małego placu. Żadnych oznak włamania. Nagle główne drzwi środkowego budynku wyleciały z hukiem ze ściany i wylądowały na środku placyku. Z wnętrza wyszedł prawie trzymetrowy robot, zamiast ramion miał dwa duże miecze, a jego głową był mały dysk ze świecącymi na czerwono oczami. Za nim wybiegło kilka mniejszych, żółtych botów. Tony wylądował kilkanaście metrów od nich.
- Co tu się dzieje? – zapytał.
Zamiast odpowiedzi otrzymał grad pocisków. Szybko poderwał się do lotu i włączył osłonę. Lasery Żółtych odbijały się od niewidzialnej tarczy, a robot bezskutecznie wymachiwał w powietrzu ostrzami próbując dosięgnąć Iron Mana. Ten otworzył ogień. Jego repulsory nie robiły wrażenia na maszynie, więc przeniósł ostrzał na Żółtych. Słabsze strzały odbijał się od nich nie pozostawiając najmniejszych uszkodzeń.
- Odpal repulsor piersiowy – krzyknął Stark do komputera.
 Duża dawka energii trafiła w jednego z przeciwników, który rozpadł się na kawałki. Wskaźniki na wyświetlaczu w hełmie Tony’ego zaczęły mrugać.
- Sir, zbroja nie ma dość energii, aby utrzymać funkcję osłony, lotu i kontynuować ostrzał. – oznajmił J.A.R.V.I.S. – Poziom mocy poniżej 50%.
Tony wylądował i to był błąd. Robot błyskawicznie – poruszał się bardzo szybko jak na swój rozmiar – zaatakował. Uderzył Starka z taką siłą, że ten wyleciał w powietrze i uderzył w ziemię kilkanaście metrów dalej. Tony szybko poderwał się do lotu. Gdy był już poza zasięgiem maszyny, odpalił mini rakiety. Wszystkie trafiły w robota, ale nie wiele zdziałały, na pancerzu powstało tylko nie duże pęknięcie. Żółci nie poddawali się chociaż ich broń była nieskuteczna wobec pola siłowego Starka. Iron Man po raz kolejny wystrzelił z repulsora piersiowego i zniszczył jednego z nich.
- Osłona wyłączona, sir – oznajmił komputer – Rezerwa mocy na wyczerpaniu, poniżej 35%.
Tony szybko przeanalizował sytuację. Było źle z tendencją do fatalnie. Tamci mieli przewagę liczebną i jeszcze ten robot, jego tarcza nie działała, a mocy było coraz mniej. W tym momencie oberwał pierwszym pociskiem. Odrzuciło go do tyłu, na zbroi pojawiły się rysy. Udało mu się wyrównać lot tuż prze ponownym spotkaniem z ziemią. Wzniósł się wyżej. W tym czasie jeden z Żółtych wystrzelił samonaprowadzającą rakietę.
„Po mnie” pomyślał Tony, robiąc unik. Zaczynało świtać. Stark co chwilę robił uniki, ale uparty pocisk wciąż koło niego krążył.
„Rakieta ma czujnik ciepła” przemknęło mu przez głowę.
- J.A.R.V.I.S. schłodź zbroję do temperatury otoczenia – krzyknął, uchylając się w ostatniej chwili.
- Zadanie wykonane, sir – oznajmił komputer. – Poziom mocy poniżej 20%.
Pocisk nie mógł namierzyć Starka, więc wybrał nowy cel. Niestety był to pobliski wieżowiec. Tony ruszył w pościg, rakieta nie mogła trafić w budynek, miałoby to katastrofalne skutki. Iron Man nie miał szans na dogonienie pocisku, był zbyt daleko. Nagle stało się coś dziwnego, tuż przed osiągnięciem celu, rakieta zmieniła trajektorię i wybuchła w powietrzu. (J.A.R.V.I.S. wyłączył schładzanie zbroi). Po chwili Stark dostrzegł co było tego przyczyną. Na dachu nie wysokiego budynku, w pobliżu wieżowca, stał Hawkeye. To jego strzała zmieniła tor lotu pocisku. Po chwili pojawił się czarny jet, który zgarnął Clinta.
Tony był tak zdziwiony tym co się stało, że nawet nie zauważył kiedy Żółci wystrzelili kolejną rakietę. Tej nie zdołał uniknąć. Siła eksplozji pchnęła go z ogromnym impetem na dach jednej z części instytutu, cudem było to, że nie zrobił w nim dziury.
- Uszkodzenia pancerza 60% - odezwał się J.A.R.V.I.S. – Poziom mocy poniżej 15%.
To zabolało. Stark podniósł się z trudem. Jego zbroja była w wielu miejscach popękana i powyginana. Podszedł na skraj dachu i spojrzał w dół.
Żółci byli w odwrocie, Wdowa i Hawkeye zasypywali ich gradem pocisków. Kapitan i – co najbardziej zdziwiło Tony’ego – Banner walczyli z robotem. Zielony atakował z dużą siłą, ale maszyna była zbyt szubka, unikała większości jego ciosów. Stark szybko do nich dołączył.
- Dobrze was widzieć! – krzyknął, oceniając sytuację.
Żółci pokonani, zostały tylko iskrzące szczątki, ale z robotem nie było tak łatwo. W prawdzie nie miał dział, ale był siny, bardzo szybki i wytrzymały, a jego ostrza mogły nieźle poranić.
„Trzeba opracować jakiś plan” pomyślał Tony.
- Dobra – krzyknął Stark – Hawkeye, strzała z liną!
Clint dobrze wiedział co ma robić. Wycelował i strzelił. Lina oplotła nogi robota i ten zwalił się z hukiem na ziemię.
- Wdowa, Hawkeye unieruchomcie ramiona! Kapitanie, Bruce – wy nogi!
Tony wycelował w jednostkę centralą i odpalił maksymalną moc repulsora. Robot znieruchomiał.
- Poziom mocy poniżej 5% - oznajmił J.A.R.V.I.S. – Funkcja lotu wyłączona.
Stark spadł na ziemię, ale udało mu się wylądować na własnych nogach. Zbroja znów nadawała się do naprawy.
- Dobra robota – powiedział do reszty. – Dzięki za pomoc.
- Nie ma za co – odpowiedział Hawkeye – To co wracamy? – wszyscy ruszyli do jeta.
Kapitan złapał Tony’ego za ramię.
- Nadal uważasz, że nie powinniśmy reaktywować drużyny? – zapytał.
- Może to nie jest zły pomysł… – zaczął Stark.
- Tony, ty nadajesz się na przywódcę – przerwał mu Steve – Dzisiaj to udowodniłeś.

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział IV



Ten rozdział dodaję w niedzielę, bo miałam małą blokadę. Na początku tygodnia dobrze mi się pisało i pomyślałam, że skończę wcześniej albo będzie dłuższy. Ale w piątek okazało się, że nie wiem jak zakończyć rozdział i wreszcie skończyłam go, kosztowało mnie to trochę wysiłku, z soboty na niedzielę w nocy.
A teraz zapraszam do czytania i komentowania.



Tony wszedł do salonu. Bruce zajmował całą kanapę, Kapitan siedział w fotelu, a Wdowa na barze. Tony usiadł na drugim fotelu. Właśnie otwierał usta, żeby coś powiedzieć, gdy na tarasie pojawił się jakiś kształt. Do pomieszczenia wszedł Hawkeye.
- Mam nadzieję, że się nie spóźniłem – powiedział, siadając koło Wdowy.
- Nie spóźniłeś? Ale na co? – zapytała.
- Na odprawę – odpowiedział zdziwiony. – Przecież wznawiamy drużynę.
- Skąd wziąłeś taki pomysł – zapytał Stark, odwracając się do niego.
- A co? Nie reaktywujemy drużyny?
- Nie – odpowiedział Tony.
- A właściwie, dlaczego nie? – Kapitan wstał – Ktoś zaatakował Wdowę i podłożył bombę w twoim laboratorium, Tony – spojrzał na niego. – Trzeba to wyjaśnić.
- Najwyraźniej ktoś ma coś do nas – wtrąciła Natasha – Musimy ustalić kto, zanim zaatakuje resztę…
Bruce milczał, Nie chciał mieszać się w tę rozmowę, chciał wrócić do laboratorium i rozpocząć badania. Było mu obojętne czy drużyna znów zacznie działać, ale reszcie tak zależało…
 - Jaką bombę? – zapytał Hawkeye.
Tony opowiedział kolejny raz co się stało. Miał już dosyć powtarzania tego samego w kółko.
- I dlatego powinniśmy reaktywować drużynę – wtrącił Steve na końcu wypowiedzi Starka.
- Kapitan ma rację – przytakną Clint.
Wdowa także pokiwała głową. Banner nadal milczał.
- To nie jest dobry pomysł – oznajmił Stark. Wolał pracować sam, tak było lepiej.
Bruce wstał. Podszedł do drzwi. Tam, jakby zmieni zdanie, odwrócił się i skinął na Tony’ego.
- Zaraz wracamy – oświadczył tamten, wychodząc.

Szli korytarzem.
- O co chodzi? – zapytał Stark.
- O moje laboratorium – powiedział.
- Nie sądzę, żeby nadawało się do użytku. Wymaga poważnych napraw. A żadne inne nie jest przystosowane do twoich badań.
- Rozumiem – Banner zamyślił się na chwilę. – Dlaczego nie chcesz wznowienia…
- Drużyny? – przerwał mu Tony, przystając. Bruce zatrzymał się obok niego. – My nawet nie byliśmy drużyną. Zorganizowaliśmy się na chwilę, bo była inwazja. To, że ją opanowaliśmy niczego nie zmienia…
- Właśnie, że zmienia. – Banner mówił spokojnie. - Sprawdziliśmy się w sytuacji zagrożenia, poradziliśmy sobie z nim. Chcesz tego, czy nie, byliśmy wtedy drużyną.
- Ale nie ma już inwazji. Koniec.
- Stark nie zachowuj się jak dziecko! – Bruce złapał go za ramiona. – Przestań używać wymówek. Zastanów się, dlaczego naprawdę nie chcesz żebyśmy znów byli Avengers. Bo argument „bo nie” nie wystarczy – opuścił ręce.
- A tobie dlaczego tak zależy na reaktywacji drużyny? – zapytał Tony. – Przecież wolisz spokojne życie w laboratorium.
- Tu nie chodzi o mnie – powiedział Banner – Tylko o nich. – spojrzał w kierunku, z którego przyszli. – Kapitan jest żołnierzem, nudzi się jeśli nie pomaga ludziom. Hawkeye przyszedł tu, bo myślał, że znów będziemy działać. A Wdowa, gdy ją zaatakowali, przyleciała po pomoc do nas, a nie do T.A.R.C.Z.A.
Stark odwrócił się.
- Oni może tego chcą… - odszedł korytarzem.
Bruce wrócił do salonu.

***

Gdy Tony wszedł do pracowni, na ekranie komputera widniał napis WYSZUKIWANIE ZAKOŃCZONE.
- Znalazłeś go? – zapytał Stark, zamykając za sobą drzwi.
- Nie - oznajmił J.A.R.V.I.S. – Znalazłem zakłócenia w działaniu kamer w laboratorium wczoraj o 23:59.
- Odtwórz.
Na ekranie pojawiło się laboratorium numer 3, było zupełnie puste. Po chwili obraz się zamazał i zniknął zupełnie. Pół minuty ekran był zupełnie czarny, a potem znów ukazało się pomieszczenie. Wyglądało tak jak wcześniej.
- Co z kamerami II, III i IV?
Komputer odtworzył kolejne nagrania. Schemat powtarzał się na wszystkich filmach. Ekran robił się czarny na pół minuty, a potem wszystko wracało do normy.
- A pozostałe alarmy? – zapytał Tony.
- Zostały wyłączone, sir – oznajmił J.A.R.V.I.S.
- Wszystkie naraz? W jaki sposób? – Stark chodził w tę i z powrotem po pracowni.
- Ktoś wprowadził wirusa do systemu.
Tony zatrzymał się gwałtownie, jednak już po chwili znów krążył po laboratorium.
„Niewielu ludzi potrafiłoby skonstruować takiego wirusa, który złamałby moje zapory – pomyślał Stark – Chyba, ze…”
- Znał zabezpieczenia – dokończył na głos. – Musiał wiedzieć gdzie są kamery i jakie są pozostałe zabezpieczenia oraz jak je unieszkodliwić.
- To bez sensu – dodał po chwili. – Tylko Pepper i ja znamy te systemy. Nawet szef ochrony nie wie o wszystkich.
- J.A.R.V.I.S. – powiedział, jakby właśnie sobie przypomniał o istnieniu komputera. – przeanalizuj tego wirusa.
- Nie mogę wykonać polecenia, sir.
- Dlaczego? –Tony podszedł do ekranu.
- Wirus uległ całkowitej autodestrukcji – oznajmił komputer. - Oprócz tego, że był, nie ma żadnych innych danych.
- Niech to… – przerwał w pół zdania – A co z dronem?
- Analiza zakończona sukcesem. – odpowiedział J.A.R.V.I.S. – Jest to wysokiej klasy dron bojowy nieznanego pochodzenia i modelu. Uzyskałem dostęp do oprogramowania i pamięci maszyny. Celem ataku nie była Czarna Wdowa, sir.
- A kto? – zdziwił się Stark.
- Pan. Dron miał odnaleźć i zniszczyć Iron Mana, sir.
Tony usiał na najbliższym krześle.
- To dlaczego zaatakował Natashę?
- Pozostali Avengersi byli drugorzędnym celem. - oznajmił komputer – Także mieli zostać zlikwidowani.
- Mogłem się domyślić – westchnął Tony. – Ustaliłeś coś jeszcze?
- Nie, sir. Żadnych danych o twórcy ani miejscu pochodzenia drona.
- Skoro zdalnie się nie da, będę musiał zrobić to ręcznie. Dobrze, że Pepper wraca dopiero jutro, bo to pewnie zajmie całą noc.
Stark wstał, wziął resztki drona i położył na stole. Usiadł i zaczął go rozkładać część po części. Każdą z nich dokładnie analizował. W końcu zasnął na siedząco z głową opartą o stół.

sobota, 8 marca 2014

Rozdział III



A oto i trzeci rozdział. Jakoś go w końcu napisałam, choć nie zawsze chciał współpracować :). Miłego czytania. I zachęcam do komentowania.



„T.A.R.C.Z.A.. Oni mają świetne wyczucie czasu” pomyślał ironicznie Stark i opuścił maskę.
Ale coś było nie tak. Za samolotem ciągnęła się smuga dymu. Maszyna spadała…
Bruce momentalnie wyskoczył w górę i złapał samolot. Sprowadził go bezpiecznie na ziemię. Ze środka wyskoczyła Czarna Wdowa.
- Dobrze, że was znalazłam – powiedziała, gdy stanęła na ziemi.
- Co ty tutaj… - Tony był zbity z tropu.
Podszedł do maszyny. Wyglądało na to, że ktoś przestrzelił jeden z silników.
- Nie czas na wyjaśnienia… A tak w ogóle, dzięki Hulk.
- Bruce – poprawił ją tamten.
- Co? – Wdowa uniosła brwi.
- Nie czas na wyjaśnienia – powtórzył Stark – Mów, co się dzieje.
- Zestrzelili mnie. Zaraz tu będą…
- Kto? – zapytał Banner.
- Nie wiem – powiedziała – Wracałam z misji do bazy, gdy mnie zaatakowali. Na…
Nie dokończyła. Koło ucha świsnął jej laser, odcinając kosmyk włosów. Momentalnie się odwróciła. Na horyzoncie pojawiły się drony bojowe. Przypominały stado ptaków. Były bardzo szybkie. Otoczyły ich ze wszystkich stron.
- Nie dobrze – powiedział Tony – Wdowa kryj się!
Kobieta w ostatniej chwili wsunęła się do wnętrza samolotu. Drony zaczęły strzelać. Lasery były wszędzie. Na Bannerze nie robiły wrażenia, ale zbroja długo by tak nie wytrzymała.
- J.A.R.V.I.S. osłona! – krzyknął Stark.
Lasery odbijały się od niewidocznej tarczy. Iron Man otworzył ogień. Zniszczył dwa drony pierwszym strzałem. Wdowa atakowała z ukrycia. Walka rozgorzała na dobre. Tony szybko się rozejrzał. Banner się nie ruszał, nic nie robił.
- Co się dzieje! – krzyknął Iron Man, nie przerywając walki.
- Hulk miażdżyć – ryknął tamten i rzucił się na przeciwników.
Niszczył jednego po drugim. Wszędzie latały szczątki. Tony nie zostawał w tyle, podobnie Wdowa. Ale dronów było za dużo. Nacierały chmarami ze wszystkich stron. Nie mieli szans.

***

Steve Rogers był akurat w StarkTower, bo musiał o coś zapytać Tony’ego, gdy jego komunikator zaczął dzwonić. Wyjął go i odpowiedział na wezwanie. Na ekranie pojawiła się Czarna Wdowa.
- Sytuacja krytyczna, potrzebujemy pomocy! – krzyczała. W tle było słychać wystrzały i jakieś huki.
- Gdzie jesteście – zapytał Kapitan.
- Wysłałam współrzędne. Tylko się pośpiesz – rozłączyła się.
Kapitan ruszył do pracowni Starka. Nie zastał go tam.
- J.A.R.V.I.S., gdzie jest Tony? – zapytał, wchodząc do środka.
- Pan Stark opuścił wieżę kilka godzin temu. – odpowiedział komputer. – Wyświetlam ostatnie współrzędne – na ekranie pojawiły się dane.
Kapitan porównał je z tymi, które przesłała mu Wdowa. Były takie same, a więc i Tony tam był.
- Przygotuj samolot – powiedział.
Musiał im jak najszybciej pomóc.
- Weryfikacja głosu - Kapitan Ameryka. Wprowadź cel podróży.
- Ostatnie współrzędne – oznajmił Steve.
- Samolot gotowy do startu.
Kapitan opuścił laboratorium i ruszył na dach.
Chwilę później wystartował.

***

W TYM SAMYM CZASIE

Było bardzo źle. Maszyny były wszędzie. A na dodatek zbroja Iron Mana zaczęła tracić moc.
„Teraz, albo nigdy” pomyślał Stark.
- J.A.R.V.I.S. kod omega – powiedział – Zakryjcie oczy! – krzyknął.
Od zbroi rozeszła się fala oślepiającego światła. Po chwili znikła. Wszystkie drony leżały na ziemi. I nie tylko one...
- Tony – Wdowa podbiegła do niego.
- Nic mi nie jest – ledwo było go słychać. – Zbroja się wyłączyła.
- A to światło? – zapytała.
- Rozbłysk elektromagnetyczny – wyjaśnił Tony. – Wyłączył drony i moją zbroję, niestety, też. Muszę się dostać do laboratorium, żeby ją naprawić.
- Zaraz powinna dotrzeć pomoc – powiedziała – Bruce, pomożesz ustawić Starka do pionu – zwróciła się do zielonego olbrzyma.
W odpowiedzi usłyszała tylko ryk. Banner był odwrócony do niej plecami. Cisza, która nastała chwilę później niemal kuła w uszy.
- Straciłem kontrolę – powiedział Bruce – Ale teraz jest już dobrze… Kiedy będzie ta twoja pomoc? – zapytał.
- Już jest – uśmiechnęła się Wdowa, wskazując nadlatujący samolot.
Banner oparł Tony’ego o wrak.
Gdy maszyna wylądowała, wysiadł z niej Kapitan.
- I gdzie ta „sytuacja krytyczna”? – zapytał.
- Spóźniłeś się – odpowiedziała Wdowa. – Już opanowana.
Steve rozejrzał się po pobojowisku.
- Co tu się stało?
- To długa historia – odezwał się Stark. – Opowiem ci po drodze.

***

Lot nie trwał długo, ale Tony zdążył im wszystko opowiedzieć.
W końcu znalazł się w laboratorium i uwolnił ze zbroi. Naprawa trwała godzinę, ale pancerz był znów sprawny. W tym czasie reszta czekała w salonie.
- Trzeba to jakoś dopracować J.A.R.V.I.S. – oznajmił. – Ale teraz zajmiemy się tym – dodał, kładąc resztki jednego z dronów na skanerze. – A raczej ty się zajmiesz, bo ja mam coś innego do zrobienia.
Wyszedł z laboratorium.
„Kto to zbudował i dlaczego nasłał na Wdowę…” zastanawiał się idąc korytarzem.
Odpowiedzi na jego pytania miały nadejść szybciej niż myślał.

sobota, 1 marca 2014

Rozdział II



Stark zerwał się na równe nogi i zaraz tego pożałował. Jego pierś przeszył ostry ból. Nadal był w laboratorium. Minęło zaledwie kilka sekund. Wokół było wielu ludzi, ale…
- Gdzie jest Hulk? - Tony rozejrzał się z niepokojem.
- Wybił dziurę w ścianie i uciekł - powiedział ktoś.
Stark oparł się plecami o ścianę na wprost ekranu pokazującego korytarz.
- Nie dobrze… Pepper nie wchodź tu!!! - krzykną mężczyzna.
Kobieta gwałtownie odsunęła się od drzwi.
- Co?... Dlaczego? - wyjąkała. Jej głos był dziwnie zniekształcony przez mikrofon.
- Wysokie promieniowanie γ. Zaczekaj na zewnątrz - odpowiedział mimochodem, ponieważ był zajęty czymś na podłodze. - Oczyśćcie pomieszczenie z promieniowania, żeby dało się tu normalnie wejść - zwrócił się do pracowników, wychodząc.

***


Pepper nadal czekała na korytarzu, gdy kilka minut później pojawił się Tony.
- Jesteś cały we krwi - rudowłosa była wyraźnie przerażona.
- Co?... - spojrzał w dół, gdzie wskazywała kobieta.
Dotychczas biała koszulka stała się czerwona. Materiał był mokry i przykleił się do skóry.
- No, nie dopierze się - zażartował.
- Tony nie wygłupiaj się – fuknęła Pepper. – Musisz iść na piętro szpitalne. – nie wyglądała dobrze, była bardzo blada. – Straciłeś dużo krwi.
- Ale to ty wyglądasz jak duch. – uśmiechną się i pocałował ją, ale na widok wyrazu twarzy kobiety posłusznie ruszył do szpitala.

***

Okazało się, że szwy po operacji pękły i rana się otworzyła. Tony został zszyty i opatrzony. Wrócił do laboratorium numer 3. Jeden z pracowników właśnie opuszczał pomieszczenie.
- Może już pan wejść. Promieniowanie zostało usunięte. - oznajmił.
Gdy tylko Stark przekroczył próg laboratorium, reszta pracowników wyszła na zewnątrz. Tony podszedł do dziwnego urządzenia leżącego na podłodze, które zauważył wcześniej. Podniósł je i obejrzał. Postanowił to przeanalizować w swojej pracowni. Niczego innego, czego nie powinno tu być, nie znalazł. Choć w takim bałaganie i przy takich zniszczeniach nie trudno było coś przegapić.

***

- To jest zapalnik bomby - oznajmił J.A.R.V.I.S. - Zdalnie uruchamiał mechanizm.
- Wiem do czego służy zapalnik - warknął Tony - Jakim cudem ktoś to podłożył? – był wkurzony. Ktoś podłożył bombę w JEGO domu, a on nic o tym nie wiedział. Jak do tego doszło? - Przeszukaj nagrania i znajdź osobę, która podłożyła to świństwo.
Na największym ekranie w pracowni wyświetlił się napis „WYSZUKIWANIE”.
Stark usiadł na najbliższym krześle i głęboko odetchnął. W tym momencie dotarło do niego, że o czymś zapomniał. O czymś wielkim i zielonym…
- J.A.R.V.I.S. namierz też Hulka – rzucił do komputera. – Trzeba go tu sprowadzić zanim narozrabia.
Tony nie miał zamiaru marnować czasu więc wrócił do testowania nowej zbroi.
Kilka minut później to zajęcie zostało mu przerwane.
- Namierzyłem Hulka, sir. – odezwał się J.A.R.V.I.S. – Jest na bezludnym terenie, w …
- Nieważne. Wprowadź współrzędne do zbroi. Gdy tylko skończę ją testować to polecę szukać naszej zguby.
Tony wylądował, sprawdzał stabilizatory lotu, czego nie dokończył ostatnim razem, bo przerwał mu wybuch.
- Przygotuj cele – zwrócił się do komputera…

Kilka godzin później zbroja była gotowa. Stark dodał do niej kilka ulepszeń: wodoodporność, wytrzymałość na wysokie temperatury i promieniowanie γ oraz wiele innych.
- Zaprogramowałeś trasę J.A.R.V.I.S.? - zapytał Tony; nadal był w zbroi - Trzeba w końcu po niego lecieć. - uśmiechną się.
- Tak, sir. - Starka już nie było.

***

Tony leciał długo i zastanawiał się czy nie zastanie na miejscu T.A.R.C.Z.A.. Ale nie, był tam tylko Hulk. Siedział oparty plecami o skałę w jakimś wąwozie. Gdy usłyszał Starka, podniósł głowę.
- Znalazłeś mnie Iron Manie – zawołał. Zawołał – NIE zaryczał.
Tony o mało nie wpadł na skalna ścianę. W ostatniej chwili skorygował tor lotu. Wylądował przed zielonym olbrzymem, który zdążył już wstać.
- Bruce? – zapytał niepewnie Stark.
- A kto inny? – uśmiechną się tamten, ale zaraz mina mu zrzedła – Nie wiem co się stało, dlaczego tak wyglądam.
- Nic nie pamiętasz? Zupełnie nic? – zapytał Tony z niedowierzaniem.
Bruce usiadł. Stark nadal stał, ale uniósł maskę.
- Pamiętam, że pracowałem w laboratorium, potem był jakiś huk…
- Doszło do wybuchu – wtrącił Tony.
- Co? – Banner był wyraźnie zdziwiony.
- Ktoś podłożył bombę u ciebie w laboratorium. – powiedział Stark - Wybuch uszkodził osłonę i promieniowanie się wydostało.
- To przynajmniej wyjaśnia mój stan… Ale zaraz… BOMBĘ?!
- Później się tym zajmiemy. Teraz ciekawsze jest dlaczego nie stałeś się szalejącą bestią, bez obrazy… Co było dalej?
- Następne co pamiętam - powiedział Bruce - to, to że leciałem, jakbym wyskoczył z budynku.
- Bo wyskoczyłeś – oznajmił Stark z uśmiechem – Zrobiłeś dziurę w ścianie i skoczyłeś.
- No, nieźle. Wtedy zauważyłem, że jestem Hulkiem. Nie chciałem nikogo skrzywdzić, dlatego uciekłem tu. – po chwili milczenia, Banner dodał – Muszę to zbadać, muszę się dowiedzieć dlaczego nadal jestem sobą… - spojrzał na minę Tony’ego - Nie żeby to mi się nie podobało. Ale gdybym mógł to kontrolować… Stawać się Hulkiem kiedy chcę i zachowywać przy tym rozum…
- Byłoby świetnie. To wracamy do laboratorium?
Bruce wstał.
-Tak - w tym momencie usłyszeli odgłos silnika.
Na niebie pojawił się samolot z białym orłem na skrzydle.